Ambasadorowie Gazpromu

Ambasadorowie Gazpromu

Kto na śmierć i życie związał się z rosyjskim gigantem gazowym?
Geniusz biznesu czy agent Rosji?" - tak zatytułowano rozmowę z Aleksandrem Gudzowatym w tygodniku "Moskowskije Nowosti" z końca lipca. Szef Bartimpeksu, polskiego pośrednika w handlu rosyjskim gazem, jest przynajmniej jedną z kilkunastu osób w Europie Środkowej, które zbudowały swe fortuny dzięki współpracy z Gazpromem. Większość z nich ma w życiorysie co najmniej kilkuletni pobyt w ZSRR i może się poszczycić rozległymi kontaktami w rosyjskich środowiskach politycznych i gospodarczych. Jaką rolę na Ukrainie odgrywa Wiktor Czernomyrdin - ambasadora Rosji czy przedstawiciela gazowego molocha? Czyje interesy w litewskim Sejmasie reprezentuje naprawdę Wiktor Uspaskich? Wciąż nie wiadomo, dlaczego musieli zginąć Andrej Łukanow w Bułgarii i Jan Ducky na Słowacji. Ich losy łączy tylko jedno - obaj robili interesy z Gazpromem.

Państwo w państwie
Gazprom - największe na świecie przedsiębiorstwo wydobywające i eksportujące gaz (do 16 krajów), warte według wyliczeń CS First Boston 280 mld USD - ma strukturę przypominającą południowokoreański czebol. W jego skład wchodzą firmy budowlane, banki, linie lotnicze, media, a nawet masarnie i fabryka wody mineralnej. Według oficjalnych danych, 38,7 proc. akcji Gazpromu należy do państwa, a 20,7 proc. - do osób fizycznych. Borys Fiodorow, członek rady nadzorczej, który próbuje zinwentaryzować majątek Gazpromu, twierdzi, że co jakiś czas odkrywa nowe firmy, w których gazowy potentat ma swoje udziały. - To jest państwo w państwie - twierdzi Władimir Komarow, ekonomista z Rosyjskiej Akademii Nauk. - Bardzo długo interes Rosji był tożsamy z interesem giganta. A ten z kolei z interesem dwóch rodzin - Wiachiriewów i Czernomyrdinów. Wiktor Czernomyrdin był przede wszystkim człowiekiem Gazpromu, a dopiero potem premierem rządu - uważa Komarow.

Pajęczyna
Imperium Gazpromu jest niezniszczalne. Już w 1992 r. na Florydzie w USA została zarejestrowana Kompania Mek Itera. Jej prezesem jest Igor Markow, były kolarz zawodowy. Stosunki własnościowe Itery są tak skomplikowane, że nikt nie doszedł, do kogo naprawdę należy. Jej główna siedziba znajduje się na Cyprze i wiadomo jedynie, że jej właścicielem jest kilka firm, które są własnością innych firm itd. Itera zajmuje się głównie pośrednictwem w handlu gazem należącym do Gazpromu. Przy czym sprzedaje go o 10 proc. taniej niż sam Gazprom. Itera otrzymała też od Gazpromu w wieczyste użytkowanie pola gazowe.
Rosyjska Izba Kontroli potwierdza, że straty Gazpromu w kontaktach z Iterą sięgają miliardów dolarów. Krążą pogłoski, że Iterę kontrolują rodziny Czernomyrdinów i Wiachiriewów i że stanowiła ona "lądowisko zapasowe" dla byłego kierownictwa Gazpromu. Niedawno zmieniło się szefostwo Gazpromu - Rema Wiachiriewa zastąpił pupil Putina Aleksiej Miler - ale iście pajęcza sieć zależności nie została rozerwana.

Słowiańska rodzina
Na wyplątanie się z tej sieci nie ma szans, mimo wielokrotnych deklaracji, Ukraina. Zalega ona Gazpromowi ze spłatą 2,5 mld USD. To nie przypadek, że Czernomyrdin został ambasadorem na Ukrainie. Za czasów premiera Pawła Łazarenki (obecny adres: więzienie w USA) dzięki kontraktom z Gazpromem powstawały największe prywatne fortuny. Związany z tą firmą Czernomyrdin przyjaźnie klepie dziś po plecach prezydenta Leonida Kuczmę i mówi, że "długi nie są najważniejsze, ważne, byśmy byli jedną wielką słowiańską rodziną". Jego rola ma jednak polegać na zdobywaniu nowych przyczółków przez udział w prywatyzacji ukraińskich przedsiębiorstw. Pieniądze Gazpromu i jego ludzi lokowane są w nowo powstających bankach i firmach. Nie potrzeba uchwał Rady Najwyższej czy rządu, na Ukrainie najbardziej bowiem liczy się słowo prezydenta Kuczmy, uznawanego za sojusznika Gazpromu. Od dostaw gazu i ropy zależy pokój społeczny na Ukrainie i każdy polityk zdaje sobie z tego sprawę. Od Gazpromu zależy też ekonomiczna przyszłość rodziny prezydenta, którego zięć sprzedaje Rosji rury do budowy gazociągów.
Gazprom ma przyjaciela - prezydenta, zaś jego głównym "ambasadorem", obok Czernomyrdina (nazywanego często "namiestnikiem"), jest Ihor Bakaj. "Król barteru" i były szef Nieftogazu Ukraina został zwolniony z pracy przez Julię Tymoszenko, byłą wicepremier, która też dorobiła się na rosyjskim gazie. Bakaj został jednak deputowanym w uzupełniających wyborach w Żytomierzu. Na wyborcze wiece przyjeżdżały tam gwiazdy rosyjskiej estrady związane z Gazpromem. Deputowany Bakaj rzadko pojawia się w parlamencie, popiera jednak prezydenta i zajmuje się prywatyzacją.

Gazowy ZBiR
Uzależniona od dostaw błękitnego paliwa z Rosji jest także Białoruś (rocznie sprowadza 16 mld m3). Trzy czwarte importuje państwowa firma Biełtransgaz. Pozostałą część sprowadza Władimir Aleksandrowicz, szef spółki Itera-Bieł, kupującej gaz od Gazpromu. W przeszłości Aleksandrowicz zajmował się kulturystyką. Dziś specjalizuje się w dochodowych operacjach barterowych. Itera-Bieł dostarcza na Białoruś gaz, a w zamian po korzystnych cenach dostaje maszyny wyprodukowane na Białorusi (np. traktory). Sprzedaje je następnie w Rosji lub na rynkach państw trzecich. Aleksandrowicz utrzymuje dobre kontakty nie tylko z przedstawicielami władz, ale i z niektórymi politykami opozycyjnymi. Zarabia krocie.

Litewski tercet
Importem gazu na Litwie zajmują się cztery firmy, w tym jedna państwowa - Lietuvos Dujos (Litewski Gaz), która jeszcze w tym roku ma być sprywatyzowana. W prywatyzacji chcą uczestniczyć trzej pozostali importerzy - Itera Lietuva, Stella Vitae i Achema. Pierwsze skrzypce w Iterze gra Wiktor Uspaskich, poseł i właściciel koncernu spożywczego. Kiedy jesienią ubiegłego roku został przewodniczącym sejmowej komisji gospodarki, sprzedał akcje Itery. Trafiły one jednak, jak twierdzą niektórzy eksperci ekonomiczni, w ręce podstawionych ludzi. Uspaskich odegrał niebagatelną rolę w obaleniu rządu liberała Rolandasa Paksasa. Zdecydował się na to, gdy wyszło na jaw, że Paksas nie zgodzi się na sprzedaż sporego pakietu akcji prywatyzowanej spółki Litewski Gaz litewskim pośrednikom na preferencyjnych warunkach.
Uspaskich, urodzony w 1959 r. w okolicach Archangielska, w 1985 r. przyjechał na Litwę, by budować gazociągi. Po odzyskaniu przez ten kraj niepodległości przyjął obywatelstwo litewskie i założył koncern Vikonda, zajmując się na początku głównie importem żywności z Rosji. Kilka lat później założył filię zależnej od Gazpromu spółki Itera.
Drugim człowiekiem Gazpromu jest Antanas Bosas, główny akcjonariusz Przemysłowo-Finansowej Korporacji Litwy Zachodniej, holdingu zrzeszającego ponad 30 spółek działających głównie w porcie kłajpedzkim. Do holdingu należy także spółka Stella Vitae, która importuje 40 proc. zużywanego na Litwie gazu.
Za trzeciego człowieka Gazpromu uchodzi Bronislovas Lubys, który nadzoruje Achemę. Sprowadza on z Rosji gaz potrzebny do produkcji w swoich zakładach nawozowych. Aby zostać głównym partnerem Gazpromu na Litwie, Lubys próbował nawet wykorzystać Algirdasa Brazauskasa, obecnego premiera, a byłego prezydenta. Kilkanaście dni przed tym, jak Brazauskas miał zostać premierem, Lubys namówił go do podróży do Mos-kwy. W jego imieniu miał tam przekonywać szefów Gazpromu do stworzenia z Achemą konsorcjum mającego wziąć udział w prywatyzacji Litewskiego Gazu.

20 lat monopolu
Gorąca atmosfera panuje też w sąsiedniej Łotwie, gdzie jesienią państwo wystawi na sprzedaż na giełdzie około 20 proc. akcji Latvijas Gaze. Gazowy koncern sprywatyzowano już w 1997 r.
- 23 proc. akcji przejął Gazprom, 19 proc. kupiła Itera Latvija, czyli firma-córka Gazpromu, będąca pośrednikiem w imporcie gazu na Łotwę; około 20 proc. ma niemiecki Ruhrgas. Pozostałe akcje chce teraz zakupić Itera. Za człowieka Gazpromu uważany jest Andris Davis, szef Latvijas Gaze, bliski partner Gazpromu jeszcze w epoce ZSRR. Łotwa, sprzedając Rosjanom akcje Latvijas Gaze, podpisała umowę, w której zobowiązała się, że przez 20 lat Gazprom będzie jej jedynym dostawcą gazu.
Na Węgrzech oszałamiającą karierę robi z kolei bank AEB, którego głównym zarządzającym jest Megdet Rahim Ulow, obywatel rosyjski. Według miejscowych dziennikarzy, dysponuje on największym majątkiem prywatnym w tym kraju. Tajemnicą poliszynela jest, że za tym obsługującym obrót surowcami energetycznymi bankiem stoi inna firma - rosyjski Gazprom.

Śmierć przy rurze
Wyswobodzić się z gazpromowskiej pętli usiłowały Bułgaria i Słowacja. Rządowi w Sofii udało się wprawdzie wywalczyć niezależność od gazowego potentata, ale nie obyło się bez ofiar. Prawie pięć lat temu w tajemniczych okolicznościach zginął bułgarski partner Gazpromu Andrej Łukanow. W 1995 r., podczas postkomunistycznych rządów premiera Żana Widenowa, powstała bułgarsko-rosyjska spółka Topenergy. Miała się zajmować kupnem gazu z Rosji, jego dystrybucją w Bułgarii i na Bałkanach oraz budowaniem nowych gazociągów, a także przejąć już istniejącą sieć. W roli orędownika założenia Topenegry wystąpił były komunistyczny premier Łukanow - urodzony w Moskwie, mający rozległe kontakty w rosyjskich środowiskach politycznych i gospodarczych. Łukanow miał się wycofać z polityki i zostać pierwszym prezesem spółki. Z niewiadomych przyczyn nie doszło do tego, a półtora roku później - w październiku 1996 r. - Łukanowa zastrzelono przed jego domem w Sofii. Zabójstwa dokonali Rosjanie, którzy czekają na proces w Bułgarii. Mordercy milczą jak zaklęci.
Po śmierci Łukanowa i dojściu do władzy centroprawicowego rządu Iwana Kostowa stosunki Bułgarii z Gazpromem się pogorszyły. Rząd Kostowa chciał wyeliminować z Topenergy prywatne spółki bułgarskie (holding Multigrup Ilii Pawłowa i spółkę Owergaz Saszo Donczewa) i nawiązać z Gazpromem bezpośrednie kontakty. Gazprom nie godził się na to. Od jesieni 1997 r. do wiosny 1998 r. trwała bułgarsko-rosyjska wojna gazowa. Pojawiły się nawet obawy, że Rosja (Gazprom) wstrzyma dostawy do Bułgarii. Państwo, nie mogąc się pozbyć prywatnych udziałowców w Topenergy, postanowiło się z niej wycofać i przekazać ją Gazpromowi. Wiosną 1998 r. doszło do porozumienia podpisanego przez bułgarski rząd i Rema Wiachiriewa, które uregulowało ceny na dostawy gazu, tranzyt i budowę niezbędnej infrastruktury do 2010 r. Dzieło Łukanowa - spółka Topenegry - formalnie istnieje, lecz dostawy gazu dla Bułgarii i tranzyt realizowane są przez Gazeksport, spółkę eksportową Gazpromu. Saszo Donczew zajmuje się dziś zaopatrywaniem w gaz odbiorców indywidualnych.

Cień Meciara
Kilka lat później, w roku 1999, krew polała się na Słowacji. Ofiarą gazowych porachunków padł Jan Ducky. Uznawano go w Bratysławie za "największego aferzystę ery Meciara", "twórcę gospodarki mafijnej". 11 stycznia 1999 r. znaleziono go z przestrzeloną głową przed jego domem. Ducky podpisał kontrakt przewidujący zakupienie do 2008 r. od Gazpromu 90 mld m3 gazu wartego 8 mld USD oraz jego tranzyt na Zachód.
Jan Ducky zdobył zaufanie premiera Meciara i w 1993 r. został ministrem gospodarki. To on przeforsował kontrakt na długoterminową dostawę ropy z Rosji.
W 1996 r. jego ministerialną karierę zakończyła afera zbożowa. Ducky został przez Meciara zdymisjonowany, ale pozostał jego współpracownikiem. W kwietniu 1997 r. Jan Ducky został dyrektorem Słowackiego Przemysłu Gazowniczego (SPP). W ciągu miesiąca podpisał umowę dotyczącą utworzenia Slovrusgazu, wspólnego przedsiębiorstwa rosyjskiego Gazpromu i Słowackiego Przemysłu Gazowniczego. Slovrusgaz miał być dla Gazpromu przystankiem do ekspansji na Zachód, a Ducky i jego partyjni koledzy z HZDS zyskali nieograniczone wręcz źródło dewiz. Ducky za podpisanie kontraktów miał pobierać dwudziestoprocentową łapówkę, dlatego zaczęto go nazywać "Twenty Johny". Nowy rząd Mikulasa Dzurindy wciąż musi się zmagać z uzależnieniem kraju od dostaw gazu i ropy z Rosji.
Jeśli zgodzić się z "Le Monde", że Gazprom jest tym dla rosyjskiej gospodarki, czym KGB dla polityki, naturalne staje się porównanie rosyjskiej sieci gazociągów oplatającej dawne kraje tzw. demokracji ludowej do stalowych więzów. Rozluźnić te pęta można tylko w jeden sposób: pośpiesznie szukając alternatywnych źródeł dostaw gazu (co, na szczęście, czyni Polska) i jeszcze szybciej rezygnując z usług prywatnych pośredników - często związanych z rosyjskim molochem na śmierć i życie.



Okładka tygodnika WPROST: 34/2001
Więcej możesz przeczytać w 34/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0