Honor dyplomacji

Honor dyplomacji

Dwudziestu sprawiedliwych wśród dyplomatów świata ocaliło co najmniej 200 tysięcy Żydów
Gdyby Raoul Wallenberg nie został pojmany i zamordowany przez NKWD, byłby znany chyba tylko archiwistom Yad Vashem i historykom dyplomacji. Co dziś bowiem mówią komu takie nazwiska, jak Aristides de Sousa Mendes, Selahattin U–lkumen, Chiune Sugihara czy Friedrich Born? A przecież wszyscy oni zrobili to samo: korzystając z możliwości, jakie dawał im paszport dyplomatyczny, uratowali od zagłady tysiące Żydów w okupowanej przez Hitlera Europie. Więcej niż legendarny Wallenberg. Ci ludzie odeszli w niepamięć, niektórych nawet dotknęła infamia. Wallenberg stał się symbolem, ma pomniki, jest patronem ulic, szkół, fundacji, medal jego imienia przyznawany jest za walkę ze złem. Sowieccy siepacze, paradoksalnie, zapewnili mu nieśmiertelność. Pozostałym należy się chociaż przypomnienie.
Podczas II wojny światowej Niemcy utrzymywały w miarę normalne stosunki dyplomatyczne z kilkudziesięcioma państwami, neutralnymi i sojuszniczymi. Setki dyplomatów chronionych immunitetem miało niemal pełną swobodę działania na terenie Rzeszy i krajów podbitych. Mogli wydawać paszporty, wizy i inne dokumenty dające szansę na ocalenie. Z możliwości tej skorzystało dwudziestu.
Instytucję "wizy na życie" na kilka lat przed Wallenbergiem stworzyli niezależnie od siebie i w różnych okolicznościach portugalski konsul w Bordeaux Aristides de Sousa Mendes oraz Chiune Sugihara i Jan Zwartendijk, konsulowie Japonii i Holandii w Kownie. Po zajęciu Francji przez Hitlera w czerwcu 1940 r. Mendes wydał francuskim Żydom 30 tys. portugalskich wiz. Za jego przykładem poszedł Hiram Bingham, konsul USA w Marsylii, który umożliwił wyjazd do Ameryki ponad dwóm tysiącom Żydów z południa Francji. Współpracujący z polskim wywiadem Sugihara i jego holenderski kolega przed zamknięciem placówek przez władze sowieckie wydali wizy swoich krajów sześciu tysiącom polskich Żydów, którzy znaleźli się na Litwie (prawie tysiąc osób Zwartendijk wysłał do Surinamu i Cura˜ao - karaibskich posiadłości korony holenderskiej). Chroniąc ich przed Stalinem, uratowali przed Hitlerem.
Po naradzie w Wannsee, gdy los europejskich Żydów został przesądzony, obudziło się jeszcze kilkanaście dyplomatycznych sumień. Chiński konsul w Wiedniu Feng Shan Ho i Paul Komar, były (do 1938 r.) austriacki konsul w Szanghaju, który został tam po anszlusie Austrii, w latach 1942-1943 przerzucili do Chin 18 tys. austriackich, niemieckich oraz polskich Żydów. Selahattin U–lkumen, turecki konsul na greckiej wyspie Rodos, w lipcu 1944 r. przemycił do swego kraju statkiem kurierskim czterdzieści dwie żydowskie rodziny. Ocalenie niemal wszystkich duńskich Żydów, wywiezionych jednej nocy rybackimi kutrami do Szwecji, było możliwe dzięki niemieckiemu konsulowi w Kopenhadze Georgowi Duckwitzowi, który powiadomił duński ruch oporu o planach ich deportacji do obozów zagłady. Już z obozów Ravensbrück i Neuengamme ponad dwa tysiące Żydów wywiózł trzydziestoma sześcioma białymi autobusami z czerwonym krzyżem hrabia Folke Bernadotte, wiceprezes szwedzkiej organizacji czerwonokrzyskiej.
Gdy jesienią 1944 r. przyszła kolej na węgierskich Żydów, chronionych do tej pory przez sprzymierzony z Rzeszą rząd Horthyego, Raoul Wallenberg, sekretarz ambasady szwedzkiej w Budapeszcie, jął gromadzić ich w budynkach z wywieszoną szwedzką flagą i wydawać im "paszporty ochronne" swego kraju. Uratował w ten sposób przed wywózką do Auschwitz co najmniej 30 tys. ludzi. Jego pomysł skopiowali inni dyplomaci rezydujący w stolicy Węgier, dzięki którym w chwili wkroczenia Rosjan było tam 120 tys. Żydów - rzecz wyjątkowa pod hitlerowską okupacją. Carl Lutz, konsul Szwajcarii, wziął pod opiekę 40 tys. osób, wystawiając im zbiorowe paszporty, z czego 10 tys., głównie dzieci, zdołał wysłać do Palestyny. Jego rodak Friedrich Born, szef budapeszteńskiej placówki Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, wydał trzem tysiącom Żydów czerwonokrzyskie papiery mające moc immunitetu dyplomatycznego. Angelo Rotta, nuncjusz papieski w Budapeszcie, dostał zgodę Watykanu na wystawienie 2500 "paszportów ochronnych", ale wydał, na własną rękę, 15 tys. Z Wallenbergiem współdziałali inni dyplomaci ambasady szwedzkiej w Budapeszcie: Per Anger, Lars Berg, Carl Ivan Danielsson i Valdemar Anglet, których nazwiska nie są znane nawet w ich kraju.
Aby ratować węgierskich Żydów, Włoch Giorgio Perlasca wyparł się swej ojczyzny. Jego życiorys mógłby posłużyć za scenariusz filmu. Pracował w Budapeszcie we włoskiej firmie handlowej. Aresztowany przez władze węgierskie poprosił o azyl Hiszpanię, gdzie walczył w wojnie domowej po stronie generała Franco. Otrzymawszy z tego tytułu obywatelstwo hiszpańskie, został zatrudniony w budapeszteńskim poselstwie tego kraju jako zwykły urzędnik. Przedstawiał się jednak jako ambasador, na co przymykał oko prawdziwy ambasador Angel Sanz-Briz. Dzięki tej mistyfikacji udało się uratować co najmniej trzy tysiące węgierskich Żydów. Po wojnie o bohaterskim Włochu solidarnie zapomniały Włochy, Węgry, Hiszpania i Izrael. Zmarł w nędzy w 1989 r. Podobny los spotkał Aristidesa de Sousa Mendesa, usuniętego dyscyplinarnie ze służby za bezprawne wydawanie "wiz na życie", pozbawionego apanaży dyplomatycznych, opuszczonego przez przyjaciół, skazanego na ostracyzm. Umierając w przytułku, sparaliżowany po dwóch wylewach, miał powiedzieć: "Jeśli tak wielu Żydów ucierpiało z powodu jednego Hitlera, jeden chrześcijanin może pocierpieć za Żydów".
Ratowanie Żydów przez dyplomatów nie było aktem heroicznym. Nikomu z nich nie groziło to, co cywilnym sprawiedliwym, którzy na terenie Generalnego Gubernatorstwa ryzykowali życie swoich rodzin. Żaden nie został nawet wydalony z placówki. Tylko jeden z nich - Wallenberg - za ratowanie życia innych oddał własne (zginął jednak nie z rąk nazistów, lecz komunistów). Dwudziestu sprawiedliwych wśród dyplomatów świata ocaliło co najmniej 200 tys. ludzi. Ilu Żydów udałoby się jeszcze uratować od zagłady, gdyby za nimi poszli inni?

Okładka tygodnika WPROST: 34/2001
Więcej możesz przeczytać w 34/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • prostakobieta IP
    Ostateczzie wszystko zależy od ludzi. Żadna dyktatura, żaden Hitler, żaden Stalin, żaden inny zbrodniarz nie zagłuszy naprawdę czystego sumienia i nie może zmusić prawego człowieka do współpracy ze złem. Owszem, może zniszczyć lub nawet zabić prawego człowieka, ale odebrać mu honoru nie może. I warto pamiętać, że Bóg jest na niebie i da życie wieczne, więc nie wszystko stracone. Kocham takich odważnych ludzi,