Zwłoka kosztuje

Zwłoka kosztuje

Dodano:   /  Zmieniono: 
Należy ograniczyć nieodpowiedzialnie rozdęte zobowiązania państwa. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej
Polska stanęła wobec perspektywy wzrostu deficytu i jego szkodliwych konsekwencji dla gospodarki. Do tej sytuacji przyczyniło się z jednej strony blokowanie lub okrawanie rozwiązań zmierzających do wzmocnienia gospodarki i finansów państwa, a z drugiej - przeprowadzanie w parlamencie ustaw, które miały przeciwny skutek.
Jeśli chodzi o blokowanie ustaw, niedopuszczenie do liberalizacji przepisów prawa pracy (i pokrewnych regulacji) musiało - wobec wyżu demograficznego - doprowadzić do wzrostu bezrobocia wśród młodzieży. I to jest najważniejsza społeczna konsekwencja owej blokady, przed którą miałem okazję wielokrotnie ostrzegać. Ponadto zablokowanie liberalizacji prawa pracy podwójnie uderzyło w finanse państwa: uniemożliwiło wzrost wpływów podatkowych, jaki dałoby powstanie nowych miejsc pracy, a jednocześnie wymusiło powiększanie wydatków na zasiłki dla bezrobotnych. Zamiast liberalizacji prawa pracy doczekaliśmy się uchwalenia w 2001 r. krótszego czasu pracy.
Silny opór napotkały również inne próby racjonalizacji wydatków państwa. Przypominam sobie ciężką walkę, jaką trzeba było stoczyć w 1999 r. o usunięcie oczywistych patologii z systemu zasiłków chorobowych czy przepisów o tzw. zakładach pracy chronionej. W efekcie oba projekty uchwalono w okrojonej formie. Na jeszcze wcześniejszym etapie ugrzęzły próby reformy KRUS, racjonalizacji systemu rent inwalidzkich i refundacji leków czy próby radykalnego uporządkowania funduszy pozabudżetowych. Jednocześnie, mimo blokad, uchwalano ustawy osłabiające finanse państwa. Ich lista jest długa. Przypomnę tylko - w ślad za Ministerstwem Finansów - główne pozycje. W 1999 r. wydłużono (i tak już długie w porównaniu z innymi krajami europejskimi) urlopy macierzyńskie z 16 i 26 do 26 i 39 tygodni. Roczny koszt tej operacji szacuje się na 470 mln zł. Od 2001 r. podniesiono składkę (a w istocie podatek) na służbę zdrowia z 7,5 proc. do 7,75 proc. Zwiększyło to wydatki kas chorych o 800 mln zł. Ponadto w 2001 r. podniesiono ów podatek do 8 proc. w 2002 r. i o 0,25 proc. w kolejnych latach, aż do 9 proc. w 2006 r. Oznacza to wzrost w 2002 r. wydatków kas prawie o 840 mln zł. Skutki tej zmiany będą widoczne również w następnych latach - w 2006 r. wydatki kas chorych będą wyższe o 6,2 mld zł! Do tego dochodzi ustawa o tzw. ratownictwie medycznym, która zwiększa publiczne wydatki na służbę zdrowia o 800 mln zł.
W 2001 r. przyjęto ustawę wprowadzającą bony paliwowe dla rolników, która o ponad 1,6 mld zł zmniejsza dochody z tytułu VAT. Inne uchwalone w parlamencie ulgi dotyczące tego podatku powodują dodatkowe ubytki, szacowane na przeszło 0,5 mld zł. W czerwcu 2001 r. przyjęto ustawę o zalesianiu gruntów rolnych. Wydatki budżetu państwa z tego tytułu zależą od powierzchni zalesionych gruntów, ale szacuje się, że w skrajnym wypadku zwiększą się o 5,4 mld zł. Z kolei tegoroczne ustawy o dopłatach do oprocentowania kredytów na własne mieszkanie oraz remonty powodują wzrost wydatków budżetowych o ponad 400 mln zł. Przez Sejm i Senat przeszła też niedawno ustawa, która ma rozszerzyć i tak lawinowo rosnące zasiłki przedemerytalne (dodatkowo 220 mln zł). Ustawa o szkolnictwie wyższym z lipca 2001 r. prowadzi do wzrostu wydatków w roku 2002 w granicach miliarda złotych, ustawa o corocznym dodatku rodzinnym - wymaga 540 mln zł dopłaty, a ustawa o prorodzinnych ulgach podatkowych zmniejsza dochody budżetu o 570 mln zł. Dodatkowo Sejm przyjął ustawę o dodatku dla rodzin wielodzietnych, która kosztuje podatników 150 mln zł rocznie. Uchwalaniu tych wszystkich (i innych) ustaw towarzyszył zgodny chór głosów, że wydatki budżetowe są za niskie. Tak też przyjmowano kolejne projekty budżetu.
Kryzys finansów państwa groziłby gwałtownym wzrostem kosztów obsługi długu publicznego, podbiciem rynkowych stóp procentowych, uszczupleniem kredytów udzielanych przedsiębiorstwom, zmniejszeniem wiarygodności naszego kraju i w efekcie - odwrotem zagranicznych inwestycji bezpośrednich. W sumie osłabiłby impulsy rozwojowe gospodarki. Ten scenariusz nie musi się jednak zdarzyć. Ministerstwo Finansów przedstawiło sposoby przeciwdziałania temu. Należałoby przy tym położyć nacisk na ograniczanie nieodpowiedzialnie rozdętych zobowiązań państwa. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej.
Analizując naszą sytuację, warto przypomnieć doświadczenie Węgier. Kraj ten odziedziczył po socjalizmie bardzo rozbudowany system świadczeń socjalnych i w efekcie rekordowo wysokie obciążenia PKB wydatkami publicznymi (ponad 60 proc.). W latach 1989-1994 niewiele zrobiono, by zracjonalizować wydatki (zwłaszcza socjalne), co przy spadku PKB doprowadziło do szybkiego wzrostu deficytu finansów publicznych (z 3 proc. PKB w 1991 r. do 8,4 proc. w 1994 r.). Rosnący deficyt powodował zaciąganie coraz większego długu i spłatę coraz wyższych odsetek (2,1 proc. PKB w 1991 r. i 5,7 proc. w 1994 r.). Węgry wpadły w pułapkę zadłużenia. Nadmierny wzrost popytu wewnętrznego przejawiał się nie tylko w nierównowadze budżetu, ale i w bilansie obrotów handlowych z zagranicą (w 1994 r. deficyt wyniósł 8,6 proc.). Były to wskaźniki alarmowe. Nowy (zdominowany przez socjalistów) rząd, który doszedł do władzy wiosną 1994 r., nie był przygotowany na taką sytuację i nie miał programu naprawy. W efekcie przez rok trwały debaty, a sytuacja finansowa się pogarszała.
Dopiero coraz gorsze wyniki gospodarcze sprawiły, że nowe władze w marcu 1995 r. zaakceptowały radykalny program sanacji przedstawiony przez nowego ministra finansów Lajosa Bokrosa (poprzedni szef resortu ustąpił, nie mogąc się przebić z propozycjami naprawy). Plan Bokrosa obejmował radykalne ograniczenia bieżących wydatków budżetu, nade wszystko na płace i świadczenia socjalne. Na przykład dodatki rodzinne zaczęto przyznawać od tej pory tylko rodzinom o najniższych dochodach, zmniejszono zasiłki chorobowe i ograniczono możliwość pracy osób pobierających emeryturę. Zdecydowanie przyspieszono też prywatyzację, z której dochody przeznaczono na zmniejszenie długu publicznego. W 1995 r. sprywatyzowano m.in. sektor energetyczny i telekomunikację.
Plan Bokrosa uratował finanse publiczne przed zapaścią. Tak zwane wydatki pierwotne (nie uwzględniające kosztów obsługi długu) obniżono w latach 1995-1997 o 15 proc. PKB! W rezultacie mimo wzrostu nakładów na odsetki (z 6,1 proc. PKB w 1994 r. do 10,2 proc. w 1997 r.) wydatki publiczne ograniczono z 58,7 proc. PKB w 1994 r. do 46,1 proc. w 1997 r. Spadło też obciążenie PKB podatkami - z 50,4 proc. do 41,3 proc. Dług publiczny obniżył się z 85 proc. PKB do 63 proc., a deficyt obrotów bieżących zmniejszył się z 9,3 proc. PKB do 2,1 proc.
Przywracaniu równowagi finansowej państwa towarzyszyło obniżenie dynamiki wzrostu PKB (z 2,9 proc. w 1994 r. do 1,5 proc. w 1995 r. i 1,3 proc. w 1996 r.), ale zrównoważona gospodarka odzyskała zdolność do szybszego rozwoju i rosła w tempie 4,6 proc. w 1997 r., 4,9 proc. w 1998 r. i 4,2 proc. w 1999 r. Przejściowy spadek dynamiki wzrostu PKB najwyraźniej odbił się na konsumpcji, która w 1995 r. spadła o 7,1 proc., a w 1996 r. - o 2,7 proc. Za to inwestycje już od 1996 r. zaczęły rosnąć wyraźnie szybciej niż PKB.
Plan Bokrosa uratował przed głębokim załamaniem nie tylko finanse, ale i gospodarkę Węgier. Przejściowego obniżenia dynamiki wzrostu PKB nie należy traktować jako kosztu tego programu, lecz jako skutek zbyt późnego podjęcia naprawy finansów państwa i gospodarki. Zwłoka w leczeniu jest zwykle bardzo kosztowna.
Więcej możesz przeczytać w 35/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0