Wielka gra

Wielka gra

W Europie jesteśmy dziś nazywani nową siłą w futbolu
Krzysztof Olejnik: Czy kibice mogą już rezerwować bilety lotnicze na mistrzostwa świata w Japonii i Korei Południowej?
Jerzy Engel: Wszystko jest możliwe. Prowadzimy w grupie z przewagą pięciu punktów, ale w naszej historii - nie tylko sportowej - wiele razy wydawało się, że mamy skarb w garści, a później radość okazywała się przedwczesna.
- Sceptycy twierdzą, że reprezentacja trafiła do słabej grupy, wspomógł ją naturalizowany Nigeryjczyk, który strzela większość bramek, i dlatego w 12 meczach nie ponieśliśmy porażki.
- Tuż po losowaniu grup eliminacyjnych ci sami komentatorzy mówili, że Norwegia jest poza naszym zasięgiem, a walka o drugie miejsce rozstrzygnie się między Ukrainą i Polską. Jeszcze rok temu Norwegia była notowana w rankingach wyżej niż wszystkie europejskie drużyny, z którymi przegrywaliśmy w przeszłości. Ukraina ma wielkie gwiazdy, my - jedynie solidnych rzemieślników. Mówienie, że ta grupa jest słaba, to niesprawiedliwe deprecjonowanie dokonań drużyny.
- Norwegowie nie mają już szans na awans. Czego zatem należy się po nich spodziewać Chorzowie?
- Oni zawsze starają się grać na całego. Dobry występ w Chorzowie pozwoliłby im wrócić do europejskiej elity. Wprawdzie już przegrali eliminacje, muszą jednak walczyć o zachowanie twarzy i o to, by pozostać w kadrze do mistrzostw Europy w roku 2004. Grają także o premie. Sponsor zagroził, że po kolejnej porażce z Polską zmniejszy o 30 proc. dotacje dla norweskiej federacji. Nasi rywale walczą więc o swoją przyszłość. Tak jak my.
- Czy po ewentualnym awansie, jak już nieraz bywało, nie nastąpi pełna demobilizacja i czy na mistrzostwach nie będziemy tylko chłopcem do bicia?
- Kiedy się jedzie na mundial, trzeba grać o mistrzostwo świata. Inne założenia nie mają sensu. Jeśli chcemy się poddać na starcie, to nie ma po co jechać. Gdy rozpoczynałem pracę z kadrą, słyszałem głosy: nic nie zrobią, przegrają, nie może się udać. Wielu zawistnych czekało, aż powinie nam się noga.
- Mistrzostwa to wielka promocja. Co albo kogo chcemy wypromować w Korei i Japonii?
- Walczymy o dobry wizerunek reprezentacji. Zresztą w Europie on już się zmienił. Jerzy Dudek, Tomasz Wałdoch czy Piotr Świerczewski są postrzegani jako gwiazdy, o Emmanuela Olisadebe biją się europejscy menedżerowie. W Europie jesteśmy dziś nazywani nową siłą w futbolu, mówił o tym Joseph Blatter, przewodniczący Światowej Federacji Piłkarskiej.
- Czy te mistrzostwa mogą coś zmienić w naszej lidze?
- Ewentualny awans może wpłynąć na uzdrowienie sytuacji: wzrośnie zainteresowanie widzów i sponsorów, zmieni się sposób kibicowania. Być może fani piłki zaczną patrzeć na swój klub nie jak na gang, ale jak na drużynę jedenastu Małyszów.
- Artur Wichniarek stwierdził, że jeden z menedżerów obiecał mu powołanie do kadry, jeśli zgodzi się podpisać z nim kontrakt. Czy to ma być znak nowego w polskiej piłce?
- Wichniarek zdementował te rewelacje. Nawet jednak gdyby taka sytua-cja miała miejsce, to przecież nie mogę odpowiadać za to, co jakiś menedżer proponuje czy obiecuje zawodnikowi, być może przy okazji powołując się na znajomość ze mną. Co więcej, nawet nie wiem, kto jest menedżerem Tomasza Wałdocha, Tomasza Hajty, Tomasza Rząsy czy Jerzego Dudka.
- Za czasów Gierka mówiono, że tak górnik fedruje, jak piłkarze reprezentacji kopią. Wierzy pan, że od postawy futbolistów zależy samopoczucie społeczeństwa?
- Dobra gra na mistrzostwach świata na pewno wpłynie na samopoczucie społeczeństwa. Nie wiem, czy z tego powodu wzrośnie produkt krajowy, ale z pewnością będzie nam się trochę lepiej żyło. Naszym wielkim sukcesem jest to, że kibice nie tylko kibicują, ale także nas kochają. Nieuleczalnie choremu chłopcu wysłaliśmy zdjęcie drużyny z autografami piłkarzy. Matka napisała, że trzymał je w ręku do końca.
Okładka tygodnika WPROST: 35/2001
Więcej możesz przeczytać w 35/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0