Chandragate

Chandragate

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy kongresman Gary Condit odpowiada za zniknięcie stażystki Chandry Levy?
Gary Condit może milczeć na temat zniknięcia Chandry Levy, ale milcząc, nie może wyjaśnić nawet tego, że nie ma z tą sprawą nic wspólnego. Jeśli naprawdę nie ma, dlaczego milczy?" - pytał dziennikarz "Los Angeles Times" na początku lipca tego roku. Condit zaczął mówić dopiero pod koniec sierpnia. W liście otwartym "do przyjaciół i bliźnich" stwierdził, że tak naprawdę "nie zachowywał milczenia", bo "udzielił odpowiedzi na każde pytanie policji i FBI". "Modlę się, by Chandry nie spotkał los innych zaginionych młodych kobiet" - dodał. W wywiadzie dla najnowszego miesięcznika "People" wyraził żal i współczucie dla rodziców dziewczyny, ale wymijająco odpowiadał na pytania o charakter swoich kontaktów ze stażystką Federalnego Biura Penitencjarnego. "Byliśmy przyjaciółmi" - stwierdził tylko.
Dwudziestoczteroletnią Chandrę Levy ostatni raz widziano 30 kwietnia. Ta atrakcyjna, inteligenta kobieta z bogatej i ustosunkowanej rodziny zrezygnowała wtedy z członkostwa w klubie rekreacyjnym w Dupont Circle - eleganckiej i uznawanej za bezpieczną dzielnicy Waszyngtonu. Staż Chandry dobiegł końca i dziewczyna zamierzała wrócić do rodzinnej Kalifornii. W jej mieszkaniu znaleziono spakowany bagaż, tak jakby wyszła na chwilę, aby załatwić ostatnie sprawy. Od tej chwili ślad po niej zaginął. Zniknięcie młodej kobiety nie jest w Waszyngtonie rzadkością; codziennie zdarza się kilka takich wypadków. Nie każda zaginiona jest jednak przyjaciółką żonatego kongresmana.

Dramat i tragifarsa
Amerykańskie media twierdzą, że Chandrę łączyło z 53-letnim demokratycznym deputowanym z Kalifornii coś więcej niż przyjaźń. W dodatku nie był to pierwszy jego romans. Tymczasem podczas kampanii wyborczej Gary Condit występował jako zagorzały obrońca wartości rodzinnych. Media natychmiast oskarżyły go o hipokryzję. Z całej historii zrobiono dramat w filmowym stylu: seks, władza, skandal polityczny i pieniądze (głównie rodziców Chandry). W popisach oratorskich ekspertów prawnych i doradców politycznych, którzy tak jak w czasie afery rozporkowej licznie występowali w talk show, pojawiały się analogie ze sprawą Moniki Lewinsky, tylko częściowo uzasadnione. Zarówno Clinton, jak i Condit początkowo "nie mówili całej prawdy", co jest zrozumiałe w wypadku żonatych mężczyzn uwikłanych w romans. Zarówno Monica, jak i Chandra z własnej woli podtrzymywały związki.
I na tym podobieństwa obu spraw się kończą. Nie tylko dlatego, że Clinton był prezydentem, a Condit jest "tylko" członkiem Izby Reprezentantów. Clintonowi zarzucono składanie nieprawdziwych wyjaśnień przed ławą przysięgłych, Condit zaś nie jest nawet oskarżony. Skandal z Monicą Lewinsky miał charakter prawno-moralny, podczas gdy sprawa Condita rodzi głównie wątpliwości etyczne. Bohaterowie Monicagate stracili dobrą opinię, w drugim wypadku istnieje obawa, że bohaterka romansu straciła życie. Kłopoty Clintona były tragifarsą, zaginięcie Chandry Levy jest dramatem.

Drugie życie kongresmana
Przez kilka tygodni po zniknięciu Chandry Condit zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Jak zwykle podczas obrad plenarnych siadał w przedostatnim rzędzie Izby Reprezentantów i uczęszczał na zamknięte posiedzenia Komisji Wywiadu. Nie odstępował go jednak tłum dziennikarzy. Condit nie jest typowym kongresmanem. Często powoływał się na swojego ojca, pastora Kościoła baptystów, i studiował Biblię, ale znany był też jako fan rocka. Krążył po Waszyngtonie na harleyu ubrany w dżinsy i skórzaną kurtkę. W 1980 r. wystąpił nawet jako klient pizzerii w filmie "Return of Killer Tomatoes" ("Powrót morderczych pomidorów"), a jego fotografia znalazła się w kalendarzu "Hunks of the House" ("Chłopy z Izby"), który był żartobliwym prezentem dla koleżanek z Kongresu.
Razem z republikanami Condit głosował za przyjęciem poprawki pozwalającej na modlitwę w szkołach i... domagał się ustąpienia Clintona w związku z Monicagate. Nie przeszkadzało mu to w romansowaniu z osiemnastoletnią córką pastora. Przed poznaniem Chandry przez rok utrzymywał intymne kontakty ze stewardesą. Twierdzi ona, że zakazał jej mówić o ich związku i namawiał ją, aby nie składała zeznań w tej sprawie. Dla wielu kolegów tego obrońcy wartości chrześcijańskich takie rewelacje były szokiem.

Odwiedziny stróżów prawa
Condit był trzykrotnie przesłuchiwany przez policję. Dopiero podczas trzeciego przesłuchania, któremu poddał się dobrowolnie, wyznał prawdę. Wcześniej jednak Linda Zamsky, ciotka Chandry, oświadczyła, że siostrzenica opowiedziała jej o związku z Conditem, a tuż przed zniknięciem podekscytowana twierdziła, iż "stało się coś ważnego". Niektóre gazety spekulują, że Chandra mogła być w ciąży. Mieszkanie kongresmana w Adams Morgan, nietypowej jak na polityka artystyczno-kosmopolitycznej dzielnicy Waszyngtonu, zostało przeszukane przez policję (dziś Condit mówi, że "sam zaprosił stróżów prawa"). Niektóre przedmioty przekazano do analizy. Prowadzący dochodzenie bez wiedzy Condita i jego adwokata uzyskali sądową zgodę na sprawdzenie jego rachunków telefonicznych oraz transakcji dokonywanych za pomocą kart kredytowych. Mimo wszystko Condit nie jest oficjalnie podejrzany o związek ze zniknięciem stażystki.
Gdy waszyngtońska policja przeszukiwała stołeczne parki i opustoszałe budynki, w Kongresie pojawiły się głosy wzywające Condita do rezygnacji. Nic więc dziwnego, że deputowany postanowił w końcu przemówić. Komentatorzy uznali, że jego spóźnione wynurzenia nie wnoszą wiele nowego do sprawy, a nagła zmiana taktyki to przede wszystkim zagranie polityczne. Condit, który w poprzednich wyborach do Kongresu otrzymał 67 proc. głosów, dziś mógłby liczyć zaledwie na kilkuprocentowe poparcie. "Pan Condit nie został postawiony w stan oskarżenia, ale w żaden sposób nie można usprawiedliwić jego zachowania jako osoby publicznej" - napisał dziennik "The Hartford Courant".
PR SA, Waszyngton
Więcej możesz przeczytać w 35/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0