Pizza z piwkiem

Pizza z piwkiem

Mamy pomyślną wiadomość dla unii. Wbrew jej obawom Polska wcale się nie amerykanizuje, lecz germanizuje lub czechizuje
Ponarzekałem sobie tydzień temu na władze Kołobrzegu, ale przecież wypada raz jeszcze podkreślić, że tamtejsza starówka to prawdziwe cacuszko. Osiągnięcia Krakowa, Torunia, Gdańska, Poznania, Wrocławia, a nawet Warszawy też są warte uwagi, ale Kołobrzeg i tak was zachwyci. To jedno z miejsc w Polsce, które można polecić z czystym sumieniem. Zupełnie jak bar Anna nieopodal baraku z salonem gier w Niechorzu, gdzie są najlepsze na północy kraju pierogi z jagodami, oraz restauracja hotelowa przy toruńskim Rynku, dokładnie po przekątnej w stosunku do pomnika Kopernika, gdzie można zjeść wyjątkowo pyszny chłodnik litewski.
W ogóle do Polski warto przyjeżdżać, żeby jeść. Po pierwsze, żeby odbić sobie lata krzywd, polegających na niemożności regularnego jedzenia za granicą żurków, barszczów, chłodników, pierogów, ogórków kiszonych, makowców, serników, rogali z makiem i kilku innych dań, bez których powstanie i przetrwanie inteligentnego życia na Ziemi wydaje się absolutnie niemożliwe. Po drugie dlatego, że najwyraźniej wielu naszych kuchmistrzów wyrosło w przekonaniu, iż nie wypada gotować inaczej niż po domowemu, więc podają tak nawet przysmaki cudzoziemskie - a jest ich już w Polsce cały wachlarz. Kuchnię indyjską, chińską, wietnamską, francuską, węgierską, meksykańską i włoską plus amerykańskie fast foody można znaleźć w wielu miejscach na świecie, ale Polacy nawet sobie nie zdają sprawy, jakie mają szczęście, że oprócz tego mają na co dzień dostęp do kuchni środkowo- i wschodnioeuropejskiej, która gdzie indziej, nie wiadomo dlaczego, reprezentowana jest ledwie śladowo, chociaż bywa oszałamiająco smaczna.
Jak zawsze chodzi zapewne o to, że trzeba nie tylko umieć dobrze jeść, ale i dobrze się sprzedawać. Francuzi i Amerykanie potrafią to znakomicie. Francuz położy kawałek grzanego sera koziego na listku sałaty i doda grzankę z pomidorem - niby nic, chociaż bardzo to jest dobre. Ale czy, drogi smakoszu, zwróciłbyś na to uwagę, gdyby w jadłospisie nie figurowało to jako gorąca koza na łożu z sałaty? Jak tu się czymś takim nie zainteresować? Jak tu tego nie spróbować? Polskie lokale gastronomiczne też zaczynają podobne próby. W restauracji na zamku książąt pomorskich w Szczecinie figuruje w jadłospisie na przykład śledź ť la Kwaśniewski. W pierwszej chwili bardzo mnie zaintrygowało, czym też może się wyróżniać taki śledź, ale po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że zapewne troszeczkę przesadził z wchłanianiem planktonu, więc wolałem nie ryzykować przeciążenia wątroby. Nie pohandlowaliśmy zatem, bo restauracja nie przewidziała wszystkich możliwych skojarzeń.
Przyznajmy jednak, że nie sposób przewidzieć wszystkiego. Kto mógłby się na przykład spodziewać, że nam, przybyszom z zagranicy, Polska będzie się jawić jako kraj żyjący przede wszystkim piwem i z piwa? Może państwo się już do tego przyzwyczaili i w ogóle nie zwracają na to uwagi, ale jak się tak nagle wpada do kraju po dłuższej nieobecności, jedną z pierwszych rzeczy, na jakie się zwraca uwagę, jest zupełnie niewiarygodna liczba reklam piwa, widocznych dosłownie wszędzie, nawet w miejscach zgoła nieprawdopodobnych, by nie powiedzieć niewskazanych. Szczególnie zbulwersowała mnie zgoda sieci Pizza Hut na to, by i z nią kojarzono piwo, chociaż - dalibóg - nie jest to napój, którym zazwyczaj popija się pizzę. Dając takie reklamy, kierownictwo tej sieci w Polsce daje równocześnie dowód na to, że nie ma pojęcia, jaki towar właściwie sprzedaje i jaki jest jego kontekst kulturowy. Taka reklama brzmi absurdalnie, a przy tym budzi wątpliwości pedagogiczno-etyczne. Sieć Pizza Hut - podobnie jak McDonald’s, Burger King czy KFC - jest w dużej mierze nastawiona na konsumenta młodego lub wręcz małego. Dlatego nikomu rozsądnemu nie przychodzi do głowy, żeby ich wizerunek łączyć w kampaniach reklamowych z jakimikolwiek napojami alkoholowymi. Nie robi tego także Pizza Hut w USA lub we Francji, chociaż w tej ostatniej alkoholików nie brakuje, a czerwone wino akurat do pizzy mogłoby pasować. Dlaczego więc robi to w Polsce? Bo tu, wiadomo, chleje się już od dziecka i nikt nie widzi w tym niczego dziwnego? Ciekawe, że nikt nie zauważył, jaką pogardę dla Polaków zawiera w gruncie rzeczy ta reklama. Zostaliśmy wyróżnieni w skali światowej, tylko niekoniecznie tak, jak byśmy sobie życzyli.
Jedyna zaleta tej sytuacji polega na tym, że oto mamy pomyślną wiadomość dla Unii Europejskiej. Wbrew jej z trudem skrywanym obawom Polska wcale się nie amerykanizuje. Sądząc po dominujących w kraju reklamach, raczej się germanizuje lub czechizuje. Pozostajemy więc twardo w kręgu cywilizacji europejskiej.

Okładka tygodnika WPROST: 35/2001
Więcej możesz przeczytać w 35/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0