Partia pasożytów

Partia pasożytów

Jak na polskich polityków działa wirus ZPR
W Polsce pojawiła się nowa choroba, wstępnie nazwana zespołem politycznego rozbijactwa (ZPR). Wywołujący ją wirus jest podobny do HIV, a dodatkowo zainfekowany osobnik nie może się oprzeć zarażaniu kolejnych organizmów. Najbardziej inwazyjna jest odmiana prawoskrętna ZPR, ponieważ ulega szybkim mutacjom i zaraża duże grupy. Odmiana lewoskrętna, z jednym wyjątkiem (nosicielem jest Piotr Ikonowicz, szef PPS), rokuje szanse wyleczenia. Zaatakowany wirusem ZPR osobnik porzuca swoje dotychczasowe środowisko, zapomina o zobowiązaniach i zwołuje konferencje prasowe, na których opowiada dziennikarzom o fatalnym wpływie otoczenia na stan zdrowia, co zmusza go do kwarantanny i przeniesienia się w inne środowisko. Wkrótce wirus ulega mutacji, co skłania zainfekowanego do kolejnej zmiany otoczenia.

Żywe torpedy na talibów
Najbardziej znanymi nosicielami wirusa w wersji prawoskrętnej są Antoni Macierewicz, Kazimierz M. Ujazdowski, Wiesław Walendziak i Andrzej Anusz, którzy w swojej politycznej karierze zaliczyli już po sześć ugrupowań. Niewiele gorsi są Jan Olszewski, Aleksander Hall czy Jacek Kurski. Z polskich polityków zainfekowanych ZPR można by utworzyć specjalną brygadę do rozbijania najbardziej hermetycznych organizacji. Żywe torpedy zainfekowane ZPR można by na przykład wysłać do talibów, a wkrótce sami by się zlikwidowali.

Jak się zaraził Jan Maria Rokita
Niedawno wirus uległ mutacji w organizmie Jana Marii Rokity, prezesa Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Wydawało się, że jako polityk dbający o higienę jest on uodporniony na drobnoustroje atakujące osłabione osobniki, jak choćby Gabriela Janowskiego. Sam Rokita twierdził przecież: "Polityka jest czymś, co po czterdziestce umiem robić najlepiej". Czyżby? SKL podpisało przedwyborczą umowę z Platformą Obywatelską, dzięki czemu wielu polityków ugrupowania znalazło się w Sejmie. Samodzielny start SKL w wyborach - mimo struktur i wielu zacnych polityków w szeregach - skazywał tę partię na wynik gorszy, niż uzyskała Unia Wolności. Klęską byłoby także pozostanie w AWSP, bowiem elektorat SKL szacowany był na 1-2 proc., czyli mieścił się w granicach błędu statystycznego.
Tymczasem tuż po wyborach Rokita domagał się, by klub parlamentarny nazywał się PO-SKL, a centroprawicę chciał budować, dokooptowując środowiska AWS i UW. De facto jest to scenariusz rozbicia platformy, czyli zarażenia jej wirusem ZPR, który już dawno zdegenerował SKL, PPChD czy ZChN. W 1997 r. Rokita opuścił Unię Wolności, a w tym roku jego ugrupowanie opuściło AWS. Zainfekowani ZPR liderzy stronnictwa wzbudzali obawy szefów PO, poddano ich więc kwarantannie. Teraz mówią, że są już zdrowi, i domagają się władzy.

Jan Olszewski, czyli jak rozbić i utrudnić
ZPR, niestety, dotyka też ludzi starszych, prawych i zasłużonych dla ojczyzny. Na początku minionej kampanii parlamentarnej Jan Olszewski, przewodniczący Ruchu Odbudowy Polski, zawarł koalicję z Akcją Wyborczą Solidarność. Miał zapewnione pierwsze miejsce na jej liście w stolicy. Gdy notowania AWSP ciągle spadały, opuścił akcję i przeniósł się do Ligi Polskich Rodzin, dzięki czemu dostał się do Sejmu. Dwa tygodnie później Jan Olszewski, przewodniczący ROP, nakazał Janowi Olszewskiemu, posłowi LPR, utworzenie parlamentarnej reprezentacji ROP. Koło poselskie może tworzyć trzech posłów, a ROP ma dwóch (oprócz Olszewskiego jeszcze Henryka Lewczuka). Ale Olszewski postanowił się skonfederować ze Zbigniewem Romaszewskim, senatorem ROP, gdyż "posłowie mogą tworzyć w Sejmie zespoły zorganizowane na innych zasadach".
Jan Olszewski zaczynał w Porozumieniu Centrum, lecz kilka miesięcy po obaleniu jego rządu uznał, że jest to zbyt prawicowe ugrupowanie i postanowił założyć własne. Wraz z byłym premierem odeszła z PC cała "frakcja chadecka", czyli 13 posłów. Założyli Ruch dla Rzeczypospolitej, jednak partia ta nie zyskała uznania w oczach wyborców. Nie przeszkodziło to liderom, Janowi Olszewskiemu i Romualdowi Szeremietiewowi, zawzięcie walczyć o prawo do nazwy. Czy nie świadczyło to o poważnej wirusowej infekcji?

Antoni Macierewicz, czyli ZPR Polska
Antoni Macierewicz był współzałożycielem Komitetu Obrony Robotników, a potem działaczem podziemnych struktur NSZZ "Solidarność". W nowej rzeczywistości współtworzył ZChN i z rekomendacji tej partii został ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego. Miesiąc po ujawnieniu w Sejmie listy agentów, na której m.in. znalazł się Wiesław Chrzanowski, lider zjednoczenia, został jednak ze swojej partii wyrzucony. I nikt go nie chciał. Utworzył więc Ruch Chrześcijańsko-Narodowy Akcja Polska. Kilka miesięcy później partia ta, popierana przez dwóch posłów i garstkę polityków, powędrowała do RdR, ale potem równie szybko wycofała się z ruchu. W listopadzie 1993 r. jej działacze odeszli z RdR, by reaktywować Akcję Polską. W 1997 r. Macierewicz startował z listy ROP, dziś jest w Lidze Polskich Rodzin. Wszystko to ewidentne dowody zainfekowania ZPR.

Walendziak i Ujazdowski, czyli mutacje wirusa ZPR
Wiesław Walendziak, teraz poseł PiS, w 1990 r. współtworzył Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Wkrótce jednak opuścił je dla Koalicji Republikańskiej. Potem na kilka lat zerwał z polityką. Powrócił cztery lata temu - startował z listy AWS, budował Ruch Społeczny AWS, w końcu wstąpił do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Gdy SKL występowało z akcji, Walendziak wraz z grupą kolegów, m.in. Kazimierzem M. Ujazdowskim, utworzyli Przymierze Prawicy. Niebawem także PP opuściło AWS, choć Walendziak był szefem kampanii prezydenckiej Mariana Krzaklewskiego, i przyłączyło się do Prawa i Sprawiedliwości. "Dlaczego prawicowi politycy ciągle zmieniają barwy klubowe?" - pytał Walendziaka uczestnik czatu. "Być może dlatego, że dotychczas politycy prawicowi wykazywali dużą zdolność zmiany swoich poglądów" - odpowiedział poseł.
Zarażony wirusem jest także partyjny kolega Walendziaka Kazimierz M. Ujazdowski, działacz Ruchu Młodej Polski, potem Forum Prawicy Demokratycznej i Unii Demokratycznej. Odszedł wraz z Aleksandrem Hallem, by tworzyć Partię Konserwatywną, ale długo w niej nie wytrzymał i wkrótce założył Koalicję Konserwatywną. Ta z kolei była jednym z ugrupowań tworzących AWS. Już w Sejmie III kadencji, po przeszło dwóch latach rozmów i targów, KK przystąpiła do SKL. Kazimierz M. Ujazdowski opuścił jednak stronnictwo, gdy zaczęło dryfować w stronę platformy. Jego dalsze polityczne losy są zbieżne z losami Walendziaka.

Piotr Ikonowicz, czyli przypadek nieuleczalny
Przeciwciała zwalczające, a przynajmniej osłabiające wirus ZPR potrafili wytworzyć politycy lewicy. Pierwsze objawy infekcji zwalczali w zarodku - dzięki dobrowolnemu poddaniu się kwarantannie. Nie zaszkodzili im zainfekowani z innych ugrupowań, na przykład Andrzej Celiński czy Katarzyna Piekarska z UW. Przeciwnie, osoby te udało się wyleczyć. Jedynym nieuleczalnym przypadkiem okazał się Piotr Ikonowicz, lider PPS.
Może się okazać, że jedynym lekarstwem na wirus ZPR i zdegenerowane przezeń partie pasożytnicze jest przepędzenie zarażonych z polityki i zasypanie pozostawionych przez nich zgliszcz gaszonym wapnem. Tak przez całe wieki postępowano w wypadku epidemii.

Okładka tygodnika WPROST: 41/2001
Więcej możesz przeczytać w 41/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0