40 kilometrów do Kabulu

40 kilometrów do Kabulu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z Burhanuddinem Rabbanim, prezydentem Islamskiej Republiki Afganistanu
Henryk Suchar: Im bliżej zwycięstwa, tym głębsze podziały pośród antytalibańskiej opozycji!
Burhanuddin Rabbani: Jakie podziały?! To wymysł talibów, na który nabierają się nie tylko naiwni obserwatorzy zagraniczni, ale i część Afgańczyków. Propaganda jest po to, by dezinformować, ja zaś apeluję o rozwagę. Talibowie przegrywają na wszystkich frontach. I robią wszystko, by odzyskać słabnący wpływ na ludność. Nasze wojska zajęły już prowincje Ghor i Bargis. Nadal prowadzimy ofensywę. Od Kabulu dzieli nas zaledwie 40 kilometrów.
- Ile czasu potrzeba, by rozgromić talibów?
- Decyzja o wprowadzeniu wojsk na teren obcego państwa jest zawsze niezwykle trudna. Jeśli jednak zostanie ona podjęta, to wypada mieć nadzieję, że operacja będzie krótka. My mamy włas-ny program działań. Dziś poza akcją militarną prowadzimy szczególnie intensywnie działania informacyjne. Mobilizujemy różne odłamy społeczeństwa do walki przeciw talibom. Zwracamy się także do nich samych, nawołując, by złożyli broń.
- Jaką formę rządów uznaje pan za najlepszą dla Afganistanu po zwycięstwie nad talibami?
- Zdecydowanie opowiadam się za republikańską formą rządów.
- Czy pokonani będą mogli odegrać jakąkolwiek rolę w nowych strukturach państwa?
- Najpierw talibowie powinni się bezapelacyjnie poddać, a potem włączyć do odbudowy zrujnowanego kraju. O rozmowach z nimi pomyślimy dopiero wtedy, gdy zapanuje pokój. Będziemy jednak rozmawiać tylko z tymi, którzy nie dopuszczali się zbrodni i ekscesów. My broniliśmy narodu, oni zaś niszczyli jego dorobek. To my zawsze reprezentowaliśmy legalną władzę - także z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Nasz zjednoczony front stanowi ośrodek walki z terroryzmem. Zresztą o groźbie rozprzestrzenienia się terroryzmu mówiliśmy już od dawna. Świat spojrzał na ten problem inaczej dopiero po tragedii 11 września.
- W jaki sposób świat będzie mógł wspomóc odbudowę Afganistanu?
- Jesteśmy dumnym narodem, ale z wdzięcznością przyjmiemy każdą formę pomocy. Poza wsparciem politycznym
- jakiego nigdy nie szczędziły nam Rosja i Tadżykistan - potrzebujemy pomocy humanitarnej, materialnej i technicznej. Gdy staniemy na nogi, na pewno będziemy się mogli odwdzięczyć.


Więcej możesz przeczytać w 42/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0