Hazard narodowy

Hazard narodowy

13 milionów Polaków płaci podatek od złudzeń
Gry liczbowe rozprowadzane w loteryjnych terminalach są najbardziej uzależniającą kokainą hazardu - twierdzi dr Rob Hunter z kliniki w Las Vegas. Tę "kokainę" zażywa dziś co trzeci Polak: 10 mln osób regularnie wypełnia kupony lotto, 2 mln widzów bierze udział w konkursach audiotele, 500 tys. Polaków gra na automatach, tyle samo odwiedza zakłady bukmacherskie, 200 tys. kibiców typuje wyniki w piłkarskim totku. Jesteśmy potentatem małego hazardu.
Stronimy od "twardego" hazardu w kasynach, ale z pasją zakładamy się o to, kto wygra wybory, kto opuści dom Big Brother, jak daleko skoczy Adam Małysz i czy reprezentacja Jerzego Engela znów zwycięży. Grupa emerytów ze Śląska założyła "spółdzielnię" - razem opracowują strategię obstawiania zakładów sportowych, wspólnie inwestują i dzielą się wygranymi. Do STS - jednej z czterech polskich firm bukmacherskich - nadszedł list, w którym emeryci dziękują za możliwość gry i "stałe dawki adrenaliny".
Zakłady to hazard dla ubogich, których nie stać na ruletkę. Dlaczego jednak nasze kasyna omijają także bogaci Polacy? - Nasi przedsiębiorcy mają w pełni zaspokojoną potrzebę ryzyka. Ryzykują w biznesie, biorąc kredyt czy wybierając kontrahenta. Nie szukają więc dodatkowych emocji związanych z hazardem - tłumaczy Jeremi Mordasewicz z Business Centre Club. Być może dlatego w ostatnim roku rentowność polskich kasyn spadła - według Ministerstwa Finansów - z 3 proc. do 2,8 proc. Wpływy budżetu z ich działalności wyniosły tylko 73 mln zł. Tymczasem amatorzy gier liczbowych przysporzyli państwu ponad 424 mln zł.

Kumulacja pragnień
W połowie lat 90. Totalizator Sportowy sprzedawał 500 mln kuponów rocznie. Dziś, gdy jednorazowo wygrać można nawet 16 mln zł, w ciągu roku zawiera się 2,5 mld zakładów. W kraju jest 6,5 tys. lottomatów. Podczas dużych kumulacji w ciągu dwóch, trzech dni do kolektur w całym kraju przychodzi 7 mln osób. W godzinach szczytu firma przyjmuje prawie 15 tys. transakcji na minutę. Przez rok sprzedaż zakładów wzrosła o ponad 50 proc.
Od marca 1997 r. milionerami zostało 113 Polaków. Trzynastu pobrało z kasy ponad 4,5 mln zł. Rekordowa wygrana 9,294 mln zł padła 6 października 2000 r. w Głogowie. Prawdopodobieństwo trafienia szóstki w dużym lotku jest jak jeden do 13,9 mln. Prawdopodobieństwo głównej wygranej w multilotku to 1:8 mln, a w zdrapce "Zodiak" Totalizatora Sportowego - 1:10 mln.
Kumulacja zwabiła kilkunastu graczy, którzy czekają w kolejce przed kolekturą na warszawskim Gocławiu. Do wygrania jest 5 mln zł. - W dniu kumulacji przychodzi do mnie kilkaset osób. Z tych, którzy przyszli tu dzisiaj, znam połowę, bo grają regularnie - mówi prowadzący kolekturę Jan Kowalik i dodaje:
- Pod wieczór, gdy losowanie jest już blisko, nie mogę opanować nerwów. Gdyby wygrana padła u mnie? Wywiesiłbym tablicę z informacją: "Tu trafiono szóstkę". Obroty wzrosłyby kilkakrotnie.
Według "Super Expressu", przyglądającego się Polsce żyjącej kumulacjami, wszystkie kolektury, w których padły główne wygrane (w Głogowie, Krakowie, Łodzi czy Rawie Mazowieckiej) przeżywały najazd graczy podczas kolejnych losowań.

Klub kibiców
Podziemia warszawskiego Dworca Centralnego. W siedzibie firmy przyjmującej zakłady bukmacherskie panuje ożywiona atmosfera. Ludzie dyskutują o kontuzjach napastników grających w lidze niemieckiej, o powrocie do sportu Michaela Jordana, o tym, czy Emmanuel Olisadebe zagra w pierwszym składzie Panathinaikosu Ateny. To elita hazardzistów, która nie powierza swych pieniędzy ślepemu losowi.
Miłośnicy zakładów to zazwyczaj mężczyźni między 20. a 40. rokiem życia. Młodzież, która swą sportową wiedzą stara się wesprzeć szczęście, firmy bukmacherskie przyciągają dzięki Internetowi. Liczą też na to, że za kilka miesięcy, gdy wejdzie w życie prawo o podpisie elektronicznym, Polacy zaczną grać w domu, a liczba zawierających zakłady wzrośnie kilkakrotnie.
- Nowe technologie i systemy komunikacji sprawiły, że obstawianie stało się dziecinnie proste. Co więcej, dziś klient oczekuje szybkich transakcji: wieczorem obstawia wynik meczu, kupuje piwo, kibicuje swojej drużynie przed telewizorem i rano chce odebrać pieniądze - mówi Leszek Hański, prezes zarządu firmy Totolotek SA i szef Związku Pracodawców Prowadzących Gry i Zakłady Wzajemne.
Klienci prawie 800 punktów bukmacherskich w całej Polsce wydają najczęściej kilka lub kilkanaście złotych. Spora grupa ryzykuje jednorazowo kilkaset złotych, a niektórzy nabywają kupony nawet za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zdarza się, że inwestując 50 zł, kibic wygrywa 100 tys. zł. Dzieje się tak wówczas, gdy trafnie przewidzi wyniki kilku lub kilkunastu zdarzeń.

Hazard przez telefon
W organizowanych przez Polsat, TVP i TVN konkursach audiotele szanse na wygraną (zazwyczaj samochód osobowy) są stosunkowo duże. Wynoszą 1:60 tys., gdyż zazwyczaj tyle osób dzwoni w jednym konkursie pod numer zaczynający się od 0-700. Z badań firm zajmujących się tym systemem wynika, że szczęścia próbują przede wszystkim nastolatki i osoby starsze (powyżej 60. roku życia).
Polacy lubią audiotele tak bardzo, że pracodawcy wprowadzają blokady uniemożliwiające wydzwanianie pod 0-700 z firmy. Jest się czego obawiać. Cztery telefonistki z Gdańska naraziły tamtejszą akademię medyczną na 640 tys. zł strat (panie wygrały nagrody rzeczowe warte 45 tys. zł). Telefony pracownic poczty w Igołomi kosztowały firmę 100 tys. zł. Woźny ze szkoły w Kożuchowie nabił rachunek na 10 tys. zł.
Firma Delloite & Touche przewiduje, że gdyby graczom pozostawiono do dyspozycji jedynie tradycyjne punkty zawierania zakładów, w 2010 r. Polacy wydaliby na gry hazardowe 13 mld zł. Już wkrótce jednak operatorzy wykorzystają Internet i podpis elektroniczny. Wówczas ich wpływy sięgną 18 mld zł, czyli będą czterokrotnie wyższe niż dziś.

Więcej możesz przeczytać w 43/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0