Afganistan po talibach

Afganistan po talibach

Dodano:   /  Zmieniono: 
25 dowódców polowych Sojuszu Północnego już walczy o wpływy w przyszłym rządzie w Kabulu
Generał Mohammad Fahim, afgański Tadżyk, jeszcze dwa miesiące temu toczył boje z oddziałami talibów w okolicach Doliny Panczsziru. Po kolejnym starciu z wrogiem wracał do osady Marz, położonej na granicach kontrolowanego przez jego siły obszaru, i obmyślał strategię dalszych działań wojennych. Wszystkie plany uzgadniał z Ahmedem Szahem Massudem, legendarnym dowódcą wojsk Sojuszu Północnego, współziomkiem z doliny. 9 września zabójcy nasłani przez Osamę bin Ladena zgładzili Massuda. Fahim niespodziewanie musiał objąć stanowisko głównodowodzącego armii Sojuszu Północnego.

Sieroty po Lwie Panczsziru
Ranga komendanta Fahima wzrosła po rozpoczęciu akcji zbrojnej przeciwko ludziom bin Ladena i ukrywającym ich talibom. Stało się wtedy jasne, że Amerykanie będą potrzebować wsparcia miejscowej siły wojskowej. Jedyną taką siłą byli bojownicy antytalibańskiej opozycji skupieni od siedmiu lat w Zjednoczonym Froncie. Wydawało się, że po rozpoczęciu bombardowań zaledwie dni będą dzielić oddziały Sojuszu Północnego od wejścia do Kabulu. Na razie jednak siły opozycji okazują się niewystarczające. Przedstawiciele sojuszu mówią o brakach w uzbrojeniu, ale być może bardziej niż czołgów brakuje im dziś charyzmy nieustraszonego dowódcy, jakim był dla swoich żołnierzy Massud, legendarny Lew Panczsziru.
Mohammad Fahim przeniósł się do Hodża Bahaudin, miejscowości znajdującej się 50 km od granicy z Tadżykistanem. Oprócz Fahima w Hodża Bahaudin zaczęli się pojawiać inni dowódcy, chcący wziąć udział w podziale władzy po rozgromieniu talibów. W sztabie Zjednoczonego Frontu spotkać można m.in. Ismaela Chana, Hadżi Kadera, Abdulraszida Dostuma, Ato Muhammada i Mohammada Karima Chalili (bywał tam też Abdul Haq, którego w zeszły piątek talibowie pojmali i rozstrzelali). Problem polega na tym, że choć wielu z nich ma na swym koncie zwycięstwa z czasów wojny z ZSRR, to w wojnie z talibami odnieśli znacznie mniej sukcesów.

25 pretendentów do władzy
Tadżyk Ismael Chan walczy z talibami koło Heratu i twierdzi, że jest coraz bliższy odzyskania tego miasta. Wejście do Heratu (gdzie był kiedyś gubernatorem) i zawładnięcie miejscowym lotniskiem ma mu dać silną kartę przetargową w negocjacjach o przyszłym kształcie afgańskiej sceny politycznej. Hadżi Kader, wywodzący się z plemienia Pasztu, wiąże poważne siły przeciwnika w prowincji Kunar na granicy z Pakistanem. Jako przedstawiciel najliczniejszej grupy etnicznej również może w przyszłości odegrać ważną rolę polityczną. Tadżyk Ato Muhammad i Uzbek Abdulraszid Dostum usiłują zdobyć Mazar-i-Szarif, gdzie znajduje się lotnisko. Mohammad Karim Chalili jest w pobliżu Kabulu. Liczy na to, że kiedy w Afganistanie zapanuje pokój, skończą się wreszcie prześladowania ludu Hazarów, któremu przewodzi.
Pozycję w przyszłych strukturach państwowych Afganistanu chciałoby zdobyć co najmniej 25 dowódców polowych związanych z Sojuszem Północnym. Wszyscy oni uczestniczą w negocjacjach na temat utworzenia tymczasowej administracji, prowadzonych przez Hedajata Amina Arsale, byłego szefa dyplomacji Afganistanu, wskazanego przez króla Zahira Szaha.

Między Moskwą a Waszyngtonem
Co jednak zrobić z talibami? Generał Fahim zdaje sobie sprawę, że budując nową władzę, nie będzie ich można zignorować. Nie da się usunąć ze sceny politycznej ludzi mających poparcie plemion pasztuńskich i Pakistanu. Ostateczny układ sił w kraju po pokonaniu talibów będzie zależeć od wyniku cichego przetargu między Waszyngtonem i Moskwą. Na razie Fahim otwarcie potępia projekty włączenia talibów do rządu. W tej kwestii może liczyć na Rosję, zwłaszcza że podczas ostatniej wizyty w Duszanbe Putin nie krył poparcia dla Sojuszu Północnego. Pod osłoną ciemności do baz na północy Afganistanu dostarczany jest rosyjski sprzęt - czołgi, działa przeciwpancerne, granatniki oraz karabiny maszynowe i amunicja. Tymczasem Amerykanie nie palą się do wzmocnienia Sojuszu Północnego. Według Waszyngtonu, wkroczenie wojsk sojuszu do Kabulu przed zawarciem ostatecznego porozumienia o podziale wpływów w przyszłych władzach kraju byłoby przedwczesne.
Gra o podział wpływów w nowym Afganistanie nie zakończy się szybko. - Zaleczenie ran zadanych w ciągu 22 lat wojny domowej wymaga mądrości i przezwyciężenia wzajemnych uprzedzeń - ocenia Ladhar Brahimi, negocjator ONZ ds. uregulowania konfliktu afgańskiego. Czy jednak ludzie, z których większość zna jedynie język wojny, odkryją w sobie wystarczający talent polityczny?


Więcej możesz przeczytać w 44/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0