Futbol z importu

Futbol z importu

Spotkanie z JERZYM DUDKIEM, bramkarzem reprezentacji Polski oraz FC Liverpool
Andrzej Kropiwnicki: Będzie pan pierwszym sportowcem na liście stu najbogatszych Polaków?
Jerzy Dudek: Nie wiem. Wątpię. Wiem za to, skąd pan ma takie wiadomości. Któregoś dnia dziennikarze z Polski zapytali o moje zarobki stróża pilnującego bramy naszego stadionu. Coś tam wymyślił...
Bramkkkarz: To ile pan zarabia?
- Tyle, że jestem zadowolony. Ale ja nie mam wielkich wymagań. Byłem zadowolony także wtedy, kiedy krótko grałem w polskiej pierwszej lidze. Mogę tylko powiedzieć, że dzięki grze w Anglii zarabiam na tyle dobrze, że nie muszę się martwić, co będę robić po zakończeniu kariery.
Klucha: Jerzy Engel mówi, że FC Liverpool to jeden z pięciu najlepszych klubów świata.
- Cieszą mnie takie opinie i to, że mogę grać w takiej drużynie. Liverpool ma wielkie tradycje. Został uznany za najlepszy angielski klub stulecia.
Tomek: Jakim cudem pan, chłopak z prowincji, zrobił taką karierę?
- Miałem dużo szczęścia. Wkrótce po przejściu do Sokoła Tychy pojechałem z drużyną do Holandii na obóz treningowy. Właśnie wtedy wpadłem w oko tamtejszym łowcom talentów. Chcieli mnie od ręki skaptować do Feyenoordu, ale nasi trenerzy uznali, że lepiej będzie, jeśli zaprezentuję się wcześniej także polskiej publiczności. Zagrałem w naszej lidze raptem piętnaście meczów. Potem działacze Feyenoordu znów się po mnie zgłosili i wtedy już wyjechałem.
Woj: Czym angielska liga różni się od polskiej?
- Słabo znam polską ligę. Anglia natomiast to kraj stworzony do gry w piłkę nożną. Mają tu niesamowitą organizację. Umieją stworzyć wokół meczu atmosferę, która przyciąga kibiców. Ci z kolei przyciągają sponsorów. A gdzie sponsorzy i reklamy, tam pieniądze i wyniki.
Kibolll: Jakim cudem nasza reprezentacja gra tak dobrze, a nasza liga tak źle?
- Większość reprezentantów gra na Zachodzie. Mamy w klubach świetną opiekę trenerską i medyczną. Za granicą nauczyliśmy się też profesjonalizmu. To teraz procentuje. No i mieliśmy sporo szczęścia. W sporcie mówi się, że szczęście sprzyja lepszym. Ja mogę się tylko cieszyć, że tym razem to my byliśmy lepsi.
Qraq: Reprezentacja Polski to dziś bramkarz, napastnik i dziewięciu miernych pomagierów!
- Tak pan sądzi? Moim zdaniem, reprezentacja Polski to sztab ludzi dowodzących polską piłką, sztab zawodowych szkoleniowców i dwudziestu kilku piłkarzy, którzy mogą się nawzajem zastępować i którzy stworzyli w tej drużynie wspaniałą atmosferę!
Śląsk: Czy w Anglii handluje się meczami tak samo jak w Polsce?
- Zawsze się zastanawiałem, skąd kibice tak dobrze wiedzą, który mecz jest sprzedany. Przyznaję, że niektóre spotkania wyglądają tak, jakby ktoś się komuś podkładał. Z doświadczenia wiem jednak, że nawet nieprawidłowa bramka strzelona w ostatniej minucie meczu nie oznacza, że gra była ustawiona. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym komukolwiek sprzedać mecz. To byłoby nie do pomyślenia.
Karr: Wierzy pan w sukces na mistrzostwach świata?
- Wierzę. Kibice piłki nożnej za granicą dobrze pamiętają występy naszej reprezentacji na mistrzostwach świata w latach 70. i 80. Polska zawsze umiała zaskoczyć ludzi in plus. Mam nadzieję, że będziemy kontynuować te tradycje i za piętnaście lat to naszą grę kibice będą wspominać z entuzjazmem.
Kacper: Uważa się pan za najlepszego bramkarza w historii Polski?
- Absolutnie nie. Polska miała wybitnych bramkarzy. O osiągnięciu ich poziomu ja mogę tylko marzyć. Tu w Anglii ludzie do dziś wspominają pana Tomaszewskiego. Moje pokolenie wychowało się na meczach Józka Młynarczyka. To byli bramkarze! Oni na zawsze zostaną w pamięci kibiców. Ja muszę jeszcze długo i ciężko pracować, by na taką pamięć zasłużyć.
Więcej możesz przeczytać w 46/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0