Golenie bród

Golenie bród

Rozmowa z ABDULRASZIDEM DOSTUMEM, jednym z liderów afgańskiego Sojuszu Północnego
Henryk Suchar: Jak mieszkańcy Mazar-i-Szarif przyjęli wojska Sojuszu Północnego?
Abdulraszid Dostum: Wejściu wojsk Islamskiego Państwa Afganistanu do Mazar-i-Szarif towarzyszył aplauz tłumów. Nastrój był wręcz świąteczny. Witano nas jak braci, a na ulice wyszli dosłownie wszyscy. Ludzie żyli tu trzy lata skrępowani rządami talibów. Teraz mówią, że dzięki nam czują się tak, jakby wypuszczono ich z więzienia, jakby na nowo się narodzili. Zewsząd słychać było dźwięki muzyki, zabronionej przedtem przez talibów. Nadawała ją lokalna rozgłośnia z Mazar-i-Szarif, obejmująca swym zasięgiem cały północny Afganistan. U fryzjerów znowu pojawili się klienci każący cyrulikom golić brody, których noszenie za czasów talibów było obowiązkiem mężczyzn.
- Na czym polega "detalibizowanie" Afganistanu?
- Najpierw musimy całkowicie oczyścić miasto z talibów. To zapewni pełne bezpieczeństwo ludności. Uruchomimy kanał telewizyjny, który będzie wyglądał tak jak telewizja w innych normalnych krajach. W programie będą wiadomości, filmy, muzyka. Kobiety będą mogły wrócić do pracy, której pozbawili je talibowie. Powołaliśmy komisję, która przywróci kobietom prawa. Spotkałem się m.in. z sześcioma dziennikarkami, dawnymi prezenterkami TV z Mazar-i-Szarif. Pragną wrócić do pracy i dalej służyć swojemu narodowi. Postaramy się zrekompensować im - i nie tylko im - utracone zarobki. Kobiety tak jak dawniej będą mogły pracować w bankach, szkołach, przedszkolach, w administracji, będą mogły być lekarkami.
- Po wkroczeniu do Mazar-i-Szarif w szkole żeńskiej Sultan Razia niespodziewanie natknęliście się na 300 pakistańskich ochotników. Co się z nimi stało?
- Uciekając z miasta, talibowie nie powiadomili swych towarzyszy broni o odwrocie. Pakistańczycy, gdy nas zobaczyli, podjęli walkę. 150 zginęło, a reszta dostała się do niewoli.
- Zdobylibyście Mazar-i-Szarif bez wsparcia amerykańskiego lotnictwa?
- Leżące na granicy z Uzbekistanem Mazar-i-Szarif to jedno z najważniejszych miast w Afganistanie - zarówno pod względem strategicznym, jak i ekonomicznym. Znajduje się tu duże lotnisko. Stąd wiedzie strategiczna szosa do Kabulu. Zdobycie Mazar-i--Szarif było priorytetem wojsk Sojuszu Północnego, dla talibów i bin Ladena zaś utrzymanie miasta było sprawą życia i śmierci. Dlatego jego obroną kierowali znani dowódcy, m.in. mułła Mazlum ze sztabu talibów, mułła Dadla Lang, mułła Hak Sar i mułła Nijazi. Arabskimi oddziałami dowodzili zausznicy bin Ladena - Abu Wara, Abu Muslim i Mustafa. Jednostki przeciwnika liczyły około 10 tys. ludzi. W ostatnich dwóch tygodniach toczyły się szczególnie zażarte boje. Amerykańskie naloty na linie frontu talibów oczywiście bardzo nam pomogły. Amerykanie uzgadniali i koordynowali z nami swe działania. Jesteśmy wdzięczni dowództwu armii Stanów Zjednoczonych za wsparcie.
- Kiedy amerykańskie samoloty zaczną korzystać z lotniska w Mazar-i-Szarif?
- Lotnisko nieco ucierpiało podczas bombardowań, ale niebawem będzie zdatne do użytku. Właśnie odwiedziła nas grupa dwudziestu ekspertów amerykańskich, którzy oceniali przydatność pasa startowego. Mówili mi, że z takiego lotniska możemy być dumni.
- Czy wy też zaczniecie używać swego lotnictwa? Macie przecież własne migi, które do niedawna stacjonowały w uzbeckim Termezie.
- Tak. Mamy swoje lotnisko, maszyny, mamy pilotów z doświadczeniem bojowym. Rozmawiałem już z szefem sił powietrznych sojuszu, afgańskim kosmonautą Dawranem Khanem, który dziś przebywa w Panczszirze. Wkrótce ma on przyjechać do Mazar-i-Szarif. Przygotuje ludzi i myśliwce do operacji powietrznych.
- Kto sprawuje władzę na zajętych przez Sojusz Północny terenach?
- Aby uniknąć zamieszania i dezorientacji, utworzyliśmy rady wojenne. W ich skład wchodzą komendanci: Haszim, Mohammad Atta, Lal i Ahmad Chan. Pełnomocnictwa rad przejmie później stała administracja i gubernator. Siły zbrojne w tym regionie, z udziałem Uzbeków, Tadżyków, Hazarów i Pasztunów, są podporządkowane mnie. Dziś jednak najbardziej potrzeba pomocy humanitarnej. Apeluję o przyspieszenie dostaw.
- Stabilności Sojuszu Północnego nie zagrażają już konflikty między reprezentowanymi w nim grupami etnicznymi i ambicje poszczególnych komendantów?
- Inszallah! Mamy nadzieję, że teraz już tak nie będzie. Dobrze się rozumiemy. Nie powinno być powrotu do samobójczych praktyk, waśni i wzajemnych dąsów. Wojsko podlega Ministerstwu Obrony Afganistanu. Kwestie współpracy omawialiśmy niedawno z ministrem obrony Mohammadem Fahimem i innymi dowódcami.
- Jak odbiera pan sugestie prezydentów George’a W. Busha i Perweza Muszarrafa, by Sojusz Północny nie podejmował na razie prób zdobycia Kabulu?
- Armia sojuszu będzie stała u wrót Kabulu. Gdy jednak uznamy, że talibowie nie panują nad sytuacją i ludność cierpi, nie pozostaniemy obojętni. Jeśli USA i Pakistan mają jakieś konkretne propozycje rozwiązań, jesteśmy gotowi je z nimi przedyskutować. Twierdzenie, że nasze wejście do Kabulu będzie oznaczać prześladowanie mieszkańców, jest propagandą pakistańską. Niech Muszarraf się o to nie martwi.
- Czy projekt utworzenia rządu pod kierownictwem króla Zahira Szaha jest dobrym pomysłem politycznym?
- Sojusz Północny i państwo afgańskie wyraziły swój pogląd - jasny i niezmienny. Nasza delegacja spotka się niebawem w Turcji z wysłannikami monarchy, aby omówić strukturę przyszłych władz. Wiadomo już, że pięćdziesięcioosobowa reprezentacja sojuszu weźmie udział w Loja Dżirga - radzie liderów plemiennych i autorytetów narodowych. To tam zapadną decyzje, które wszyscy będziemy honorować. Będziemy też współpracować z ONZ i postaramy się, by przyszły rząd nie zagrażał sąsiadom. Nie lubimy jednak dyktatu obcych. Uważam, że najważniejszą sprawą jest całkowite wyzwolenie Afganistanu od ucisku talibów i terrorystów. Jeśli zaś, zamiast walczyć, będziemy tracić czas na rozważania o tym, kto ma zasiadać w rządzie, to znów doprowadzimy do wzmocnienia talibów.
- Polski minister obrony stwierdził, że Polska gotowa jest pomóc w walce z terroryzmem, jeśli poproszą o to USA. Jak przyjmuje pan podobne deklaracje?
- Cieszę się, ale to kwestia z zakresu stosunków dwustronnych między Polską i USA. Siły koalicji, które są dziś w regionie, na razie wystarczają do walki z talibami i bin Ladenem. Dziękuję jednak Polsce za poparcie. Myślę, że pora na współpracę między naszymi krajami w wielu dziedzinach przyjdzie, gdy zakończy się ta wojna. Świętej pamięci Ahmed Szah Massud, legendarny twórca i przywódca Sojuszu Północnego, mój najbliższy druh, cenił i lubił Polskę. Może się pan zdziwi, ale o tym, że szykują się w niej zmiany polityczne, mówił mi dwa dni przed swą męczeńską śmiercią.

Rozmawiał Henryk Suchar
Więcej możesz przeczytać w 46/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0