Bomba odstraszająca

Bomba odstraszająca

Dodano:   /  Zmieniono: 
Co zdecydowało o zrzuceniu bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki
Uważajcie, co mówicie. Każde słowo przechodzi do historii" - rankiem 6 sierpnia 1945 r., kilka minut przed dotarciem do wybrzeży Japonii płk Paul W. Tibbets Jr., dowódca bombowca B-29, upomniał swoją załogę. Następnie wyjaśnił: "Lecimy z pierwszą w świecie bombą atomową". Gdy niespełna godzinę później na Hiroszimę zrzucono ładunek nazwany "Little Boy", Robertowi A. Lewisowi, drugiemu pilotowi, wyrwało się jednak: "Mój Boże, co myśmy zrobili?!". Na to pytanie próbowali odpowiedzieć najpierw politycy i wojskowi, a następnie historycy, starając się wyjaśnić powody atomowego uderzenia na Japonię.

Wojna krótsza o trzy lata
Militarne doświadczenia Amerykanów w wojnie na Pacyfiku, a zwłaszcza zacięty opór stawiany w pierwszej połowie 1945 r. przez Japończyków na wyspach Iwo Dzima i Okinawa, przekonały dowództwo amerykańskie, że chociaż Japonia jest już właściwie pozbawiona floty, to pokonanie jej dzięki bezpośredniej inwazji może być bardzo trudne. Japońskie siły lądowe wciąż dysponowały dwoma milionami żołnierzy w Chinach i Indochinach, dwa miliony stacjonowały też na ojczystych wyspach. Rezerwy armii liczyły kolejne dwa miliony ludzi. Lotnictwo posiadało dziewięć tysięcy samolotów. Przewidywano, że Amerykanie mogą stracić nawet dwa miliony żołnierzy, a fanatyczny opór Japończyków może przedłużyć działania wojenne do 1948 r. Z taką świadomością rozpoczęto przygotowania do dwóch operacji zmierzających do zajęcia Wysp Japońskich.
Prawdopodobnie wojna na Pacyfiku potoczyłaby się według opracowanego scenariusza, gdyby nie to, że 16 lipca 1945 r. na poligonie w Nowym Meksyku dokonano pierwszej udanej próby z bombą atomową. Efekty jej działania przerosły oczekiwania twórców i wojskowych. Szybko zbudowano dwa kolejne egzemplarze. To przesądziło o decyzji użycia tej broni, gdyby przedstawione rządowi japońskiemu żądanie natychmiastowej i bezwarunkowej kapitulacji zostało odrzucone. Ze względu na świadomość niezwykłej siły niszczycielskiej nowej broni rozważano jednak użycie jej w szczególny - jak na warunki wojenne - sposób. Pierwszy wariant przewidywał przeprowadzenie kolejnej próbnej eksplozji, którą mieli obserwować emisariusze japońscy przysłani do USA za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Drugi zakładał uprzedzenie przeciwnika o planowanym ataku, aby umożliwić ewakuację ludności cywilnej. Trzeci przewidywał zrzucenie bomby bez ostrzeżenia.

Dylemat Trumana
Powstały trzy teorie dotyczące ataku atomowego na Japonię. Pierwsza, sformułowana pod wyraźnym wpływem prezydenta Trumana i niektórych jego współpracowników oraz historyków, wskazywała na konieczność zastosowania broni atomowej wyłącznie ze względów militarnych. Na jednej szali znalazła się perspektywa wielkich strat amerykańskich, większych niż poniesione w całej wojnie (w latach 1941-1945 zginęło prawie 410 tys. Amerykanów), na drugiej - hekatomba ludności cywilnej, a także ryzyko zainicjowania wyścigu zbrojeń (już w 1945 r. uważano, że ZSRR zbuduje własną bombę najpóźniej za dziesięć lat). Choć dylemat był bardzo poważny, Truman musiał podjąć decyzję o atomowym uderzeniu. Rozstrzygnięcie dylematu moralnego ułatwił fakt, że to Japonia zaatakowała Stany Zjednoczone w 1941 r.
Kolejne dwie teorie koncentrują się na uwarunkowaniach politycznych. Jedna z nich wskazuje na chęć uczynienia z broni atomowej oręża w powojennej rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii ze Związkiem Radzieckim i tworzonym przez to państwo systemem komunistycznym. Według tej interpretacji, prezydent Truman, przekonany o nieuchronności konfrontacji, pragnął uczynić z ataku na Japonię manifestację siły wobec ZSRR. Twórcy teorii argumentują, że po bombardowaniach strategicznych potencjał militarny Japonii był w połowie 1945 r. tak osłabiony, że wielu wojskowych było przekonanych, iż "Japonia jest już skończona". Poza tym tuż po zakończeniu konferencji w Quebecu we wrześniu 1944 r. premier Winston Churchill i prezydent Franklin D. Roosevelt podpisali w Hyde Parku tajne porozumienie przewidujące, że strona radziecka nie zostanie powiadomiona o amerykańskim projekcie atomowym "Manhattan". Tym samym jeszcze przed podjęciem konkretnych decyzji dotyczących ataku na Japonię wskazano, kto stanie się po wojnie przeciwnikiem państw anglosaskich. Ataki na Hiroszimę i Nagasaki stały się więc początkiem zimnej wojny.

Przesłanie dla Stalina
Istnieje jeszcze jedna teoria wskazująca na polityczny wymiar ataku atomowego na Japonię. Tym razem argumenty dotyczą zobowiązań sojuszniczych z okresu konferencji jałtańskiej w lutym 1945 r. Zgodnie z nimi ZSRR powinien przystąpić do wojny z Japonią najpóźniej trzy miesiące po kapitulacji Niemiec. Wojna w Europie zakończyła się na początku maja 1945 r., więc na początku sierpnia wojska radzieckie powinny podjąć działania przeciwko Japonii. Mogło to sprawić, że bezpośrednia inwazja na Wyspy Japońskie byłaby niepotrzebna. Gdyby jednak armia radziecka rozpoczęła operację na Dalekim Wschodzie, Związek Radziecki trzeba by w sprawach pokonanej Japonii - jak w wypadku Niemiec - potraktować jako decydenta.
Sytuacja zasadniczo się jednak zmieniła po 16 lipca 1945 r., czyli po próbnej eksplozji atomowej w Nowym Meksyku. Od tego momentu wejście ZSRR do wojny wcale nie musiało się wiązać z koncesjami politycznymi na rzecz tego państwa. Część historyków (na przykład Robert L. Messer) jest zdania, że świadomość tej zmiany istniała już podczas konferencji poczdamskiej, której otwarcie na prośbę strony amerykańskiej przesunięto na 17 sierpnia 1945 r. Uważa się, że dokonano tego, by prezydent Truman, który po raz pierwszy wystąpił na spotkaniu wielkiej trójki, mógł przyjąć ofensywną postawę wobec Stalina.

Lekcja historii
Poddanie się Japonii po drugim ataku jądrowym uchroniło Stany Zjednoczone, które wyczerpały już zapas ładunków jądrowych, przed koniecznością sprawdzenia innych, nie przewidywanych wcześniej scenariuszy zakończenia wojny. Bez względu na ocenę konkretnych teorii warto podkreślić, że atomowy atak na Japonię był lekcją historii, którą amerykańscy decydenci polityczni i wojskowi potraktowali bardzo poważnie. Wprawdzie kilku prezydentów amerykańskich - Harry S. Truman, Dwight D. Eisenhower, Lyndon B. Johnson - otwarcie groziło użyciem broni atomowej, ale stanowiła ona jedynie środek zastraszenia przeciwnika. Pytanie, które nieuchronnie nasuwa się po wrześniowych atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton oraz rozpoczęciu operacji wojskowej w Afganistanie, dotyczy tego, czy broń jądrowa zachowa siłę paralizatora przeciwników Stanów Zjednoczonych. Być może okaże się, że w związku z nowym charakterem wojny przeciwko światowemu terroryzmowi podejście do broni atomowej zostanie zasadniczo przewartościowane.

Więcej możesz przeczytać w 46/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0