Noblesse oblige

Noblesse oblige

Dodano:   /  Zmieniono: 
Marszałek Grześkowiak i premier Buzek machnęli ręką na własną legendę
Alicja Grześkowiak jako marszałek Senatu znana była ze szczególnego zamiłowania do celebry. Senackie kuluary raz po raz obiegały wieści o jej wyrafinowanych zachowaniach, które nawet angielskiej królowej mogłyby służyć za wskazówkę, jak głowa państwa dumnie winna sprawować swój urząd. Szczególnie majestatycznie pani marszałek wyglądała w ceremonialnym stroju Zakonu Rycerzy Maltańskich, co dzięki telewizyjnym pochlebcom jeszcze do niedawna musiała podziwiać cała Polska.
Jeśli wierzyć promocyjnym materiałom tego zakonu, jego członkowie winni się legitymować szlachectwem co najmniej od trzech pokoleń. A szlachectwo - jak wiadomo - zobowiązuje. Wiele jednak wskazuje na to, że marszałek Alicja Grześkowiak zupełnie o tym zapomniała. Miliony Polaków zbulwersowała ostatnio wiadomość, że premier Jerzy Buzek dosłownie w ostatnich godzinach swego urzędowania skorzystał z przysługującego mu nadzwyczajnego uprawnienia i przyznał kilku osobom specjalne renty i emerytury. Jedną z takich ekstraordynaryjnych emerytur, wynoszącą miesięcznie 1800 zł, otrzymała kończąca właśnie swoje urzędowanie Alicja Grześkowiak.
Trudno odgadnąć, co skłoniło panią marszałek do przyjęcia owego premierowskiego daru, fundowanego z kieszeni podatników. Na pewno nie było to zachowanie, którym można by zilustrować maksymę obligującą szlachtę do szlachetnego postępowania. Dla prawdziwej damy maltańskiej nagrodą za jej uczynki jest uznanie rodaków, może order wręczony przez głowę państwa, ale nie 1800 zł dopłacane do normalnych, jak się można domyślać - i tak niemałych, dochodów.
Wiernością zasadzie noblesse oblige nie popisał się też premier Buzek. Nie sposób bowiem uznać za dowód szlachetności obdarowania specjalnymi emeryturami i rentami kolegów z upadłego kręgu władzy z jednoczesnym wepchnięciem milionów rodaków w otchłań gigantycznej dziury budżetowej, wymuszającej wyrzeczenia na tych, którzy i tak ledwie wiążą koniec z końcem.
Politycy, włącznie z odchodzącymi z publicznej sceny, na ogół dbają o własną legendę. Marszałek Grześkowiak i premier Buzek najwyraźniej machnęli na to ręką. Przyzwoite miejsce w polskiej historii liczyło się dla nich mniej niż pobierane co miesiąc tysiąc osiemset złotych.
Więcej możesz przeczytać w 46/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0