Realna fikcja

Realna fikcja




Magister Gomułka - tak brzmiał najkrótszy dowcip polityczny w czasach PRL, popularny zwłaszcza po marcu 1968 roku. W ostatnich dniach mamy nową wersję najkrótszego dowcipu politycznego. Składa się on podobnie jak tamten z dwóch słów: marszałek Lepper. Dowcip ten powstał zbiorowym wysiłkiem posłów SLD, UP, PSL, no i oczywiście Samoobrony i bawi teraz całą Polskę. Niestety, głosy oburzenia z powodu wybryków Leppera, zwanego marszałkiem, potępienie jego niegodziwości wobec ministra Cimoszewicza to - rzec by można - krokodyle łzy. Stworzono politycznego Frankensteina, który nie ma zamiaru poddać się kontroli politycznych kreatorów. Gdyby marszałków Sejmu wybierano w wyborach bezpośrednich, dzisiaj Andrzej Lepper utrzymałby to zaszczytne stanowisko, a może nawet zastąpiłby marszałka Borowskiego.
Leppera stworzyło wrogie państwo opiekuńcze, które twórczo rozwijamy od pięćdziesięciu lat. Skoro przez wiele lat tworzono iluzję państwa opiekuńczego, na które nigdy tak naprawdę nie było nas stać, to trudno się dziwić, że poważna część społeczeństwa uwierzyła w realną fikcję. A nic nie powoduje większych napięć, frustracji, agresji niż konieczność rozstania się z iluzją wszechmocnego państwa opiekuńczego.
Wyborcy Samoobrony, ale nie tylko oni, także wyborcy Ligi Polskich Rodzin oraz część wyborców SLD, UP i PSL, to ofiary nie odwzajemnionej miłości do wrogiego państwa opiekuńczego. Wicepremier Marek Belka dwoi się i troi, by dla nich właśnie stworzyć budżet na amortyzatorach z podatków dla bogatych. Na takim zawieszeniu można pojechać jeszcze rok, i to wolno, na pierwszym biegu. Rację ma zapewne Mirosław Cielemęcki ("Zero wzrostu"), stwierdzając, że lepiej nie będzie, ale przynajmniej tempo pogarszania się sytuacji jest pod kontrolą. Lepiej już było, o czym - niestety - ciągle pamięta część społeczeństwa. Nie pamiętają o tym, bo nie mogą, licealiści z ZMP (Zdezorientowani Maturzyści Polscy), którzy mają dość realnej fikcji edukacyjnej ("Dyktando z przyszłości"). Ich bunt przeciwko anachronicznemu systemowi szkolnemu, w którym uczeń, czyli usługobiorca, jest traktowany jak uciążliwy intruz, uważam za najwartościowsze zjawisko społeczne ostatnich lat. Trudno mi zatem zrozumieć, że tak wytrawny polityk jak minister Krystyna Łybacka potraktował demonstrujących licealistów jak swoich wrogów, a tymczasem są to najwięksi sojusznicy. Nowa pani minister powinna zdecydować jak najszybciej, czy jest szefem ministerstwa nauczycieli, czy kieruje Ministerstwem Edukacji Narodowej. Sądzę, że edukacja zwycięży, choć doceniam nieprzemijającą siłę realnej fikcji.
Okładka tygodnika WPROST: 48/2001
Więcej możesz przeczytać w 48/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0