PostTaliban

PostTaliban

Zaczyna się zimna wojna o władzę w Afganistanie

Ani król Mohammad Zahir Szah, ani były prezydent Burhanuddin Rabbani nie będą grali pierwszych skrzypiec w powojennym Afganistanie. Do władzy rwie się nowe pokolenie. Wprawdzie pierwsze afgańskie wybory odbędą się po trzyletnim prowizorium dopiero w 2004 r., ale po tygodniu obrad na petersberskiej "górze cudów" już widać, że w kraju targanym od 23 lat wojnami pokoju i skutecznej władzy nie mogą ustanowić szacowni starcy. W Petersbergu zaczęto więcej mówić o Hamidzie Karzaju, zdolnym dowódcy wojsk pasztuńskich walczących z talibami. Podobno podczas obrad w Niemczech jego "gorąca linia" telefoniczna była naprawdę gorąca. Nie mniej aktywny pozostaje również młody i wykształcony minister spraw zagranicznych Sojuszu Północnego Abdullah Abdullah. Na razie na czele tymczasowych władz stanie jednak doradca króla Abdul Sattar Sirat.
Demokracja po afgańsku ma inne oblicze niż demokracja europejska. Loja Dżirga (wielki krąg), pasztuński odpowiednik zgromadzenia narodowego, jest jedynym organem od 300 lat uznawanym przez wszystkie grupy etniczne i religijne w Afganistanie. Wielki krąg polega na dyskusji przedstawicieli ludności, trwającej aż do czasu znalezienia rozwiązania, które nie wzbudzi żadnego sprzeciwu. Kto nie dostosuje się do uzgodnień, może być srogo ukarany, ze spaleniem domostwa i wygnaniem włącznie.
Loja Dżirga zajmie się reformowaniem państwa, uchwaleniem ordynacji wyborczej i tworzeniem niezbędnych instytucji dopiero w drugiej fazie "sprzątania po talibach". Na razie ustalono, że w Afganistanie na sześć miesięcy powstanie prowizoryczny gabinet z szefem i pięcioma jego zastępcami oraz 21-osobowa komisja, która przygotuje zgromadzenie narodowe. I to właśnie dyskusje nad sprawami personalnymi rozpalają emocje, powodując spięcia i konflikty.
Jeszcze niedawno posadzenie przy jednym stole ludzi, którzy przedtem oglądali się najwyżej z okopów, nie mówiąc o skłonieniu ich do ustalenia powojennego ładu, wydawało się niemożliwe. Za sukces uznano zatem fakt, że przy afgańskim okrągłym stole zasiedli reprezentanci wszystkich grup etnicznych i religijnych - wśród nich kobieta, doradczyni tzw. grupy peszawarskiej, Fatima Gailani.
Cud na Petersbergu okazał się jednak połowiczny. W pełni zrealizowano właściwie dwa z pięciu punktów planu pełnomocnika Narodów Zjednoczonych Lakhdara Brahimiego: zorganizowano spotkanie oraz porozumiano się w sprawie tymczasowych struktur administracji w Afganistanie i zwołania zjazdu przedstawicieli wszystkich grup ludności. Pozostałe punkty - dwuletni okres przejściowy, przezwyciężanie codziennych problemów i ciągle istniejących podziałów, opracowanie i zatwierdzenie nowej konstytucji Afganistanu oraz wyłonienie nowego rządu - będą znacznie trudniejsze do realizacji. Zgodnie z oceną międzynarodowych misji humanitarnych, ponad siedmiu milionom Afgańczyków grozi dziś głód. Czynnikiem destabilizującym sytuację w kraju są też ambicje poszczególnych przywódców. Generałowie Fahim i Dostum podczas wojny przywykli do statusu wszechmocnych "komendantów" i niechętnie zgodzą się na zwierzchnictwo polityków. Nad przebiegiem obrad na Petersbergu czuwali przedstawiciele Narodów Zjednoczonych oraz amerykańscy i rosyjscy dyplomaci. Po wyjeździe delegatów nowa, prowizoryczna rada będzie zdana na siebie. Do spełnienia się "cudu na Petersbergu" pozostanie jeszcze kilka trudnych lat. Pierwszym zwiastunem kłopotów okazuje się oświadczenie Rabbaniego, który czując zapewne wiatr zmian, ogłosił własny plan naprawy kraju. Jak można się było domyślać - z włas-nym ugrupowaniem w roli głównej.


Okładka tygodnika WPROST: 49/2001
Więcej możesz przeczytać w 49/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0