Nie biegałem po krzakach

Nie biegałem po krzakach

11 grudnia w "Monitorze Polskim" ukażą się oświadczenia lustracyjne ministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu w rządzie Leszka Millera. Do współpracy ze służbami specjalnymi PRL przyznał się między innymi Jan Truszczyński, główny negocjator w rozmowach z Unią Europejską, a także Andrzej Byrt, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.


Rozmowa z ANDRZEJEM BYRTEM, podsekretarzem stanu w MSZ

Ryszard Kamiński: Jak się zostaje współpracownikiem służb specjalnych?
Andrzej Byrt: W 1987 r., przed moim pierwszym wyjazdem na placówkę zagraniczną (w Brukseli), zgłosił się do mnie oficer wywiadu i zapytał, czy mógłbym od czasu do czasu przygotować analizę ekonomiczną. Zwrócono się do mnie jako znawcy międzynarodowych stosunków gospodarczych. Zgodziłem się i podpisałem stosowne zobowiązanie.
- Czego od pana oczekiwano?
- Polska zamierzała podjąć - co później zrobiła - negocjacje w sprawie redukcji naszego zadłużenia zagranicznego. Przygotowywano też pierwsze negocjacje w sprawie umowy o współpracy handlowej i technicznej z ówczesnymi Wspólnotami Europejskimi. Miałem przygotowywać analizy weryfikujące informacje, którymi przy okazji takich negocjacji strony się wymieniają.
- Zlecano panu także inne zadania?
- Analizy dotyczyły wyłącznie instytucji i sytuacji gospodarczej, a w jej kontekście - gotowości do redukcji długów przez państwa, które były naszymi wierzycielami. Pisałem ekspertyzy na podstawie rozmów, dostępnych dokumentów, publikowanych sprawozdań czy wywiadów prasowych, czyli przeprowadzałem tzw. biały wywiad. Odbywało się to w ramach mojej normalnej działalności dyplomatycznej. Nie prowadziłem natomiast żadnych tajnych gier, nie biegałem po krzakach. Nie działałem na szkodę osób fizycznych, prawnych, a także żadnego państwa. Moja współpraca była nieodpłatna.
- Ile analiz pan przygotował?
- W ciągu pięciu lat pobytu na placówce opracowywałem około trzech analiz miesięcznie. Łącznie mogło ich więc być jakieś sto, sto pięćdziesiąt. Każda miała jedną, dwie strony.
- Wie pan, jak wykorzystywano te analizy?
- Dowiedziałem się tego już po zmianie systemu politycznego i likwidacji poprzednich służb, w ramach których działał wywiad. Wtedy kanałami wywiadowczymi dostałem podziękowanie za dostarczone informacje. Doceniono ich jakość i użyteczność w negocjacjach w sprawie redukcji polskiego długu.
- Informował pan kogoś o tym, że współpracował z wywiadem?
- Nie. Po powrocie do kraju, kiedy zaproponowano mi stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, oświadczyłem ówczesnemu szefowi resortu, że byłem współpracownikiem polskiego wywiadu gospodarczego. Przyjął to do wiadomości. Obowiązek poinformowania o współpracy, który nakłada ustawa lustracyjna, obejmuje urzędników tzw. erki, więc obecnie także mnie. Dlatego teraz informuję o współpracy opinię publiczną.
- Kiedy i w jaki sposób zakończył pan współpracę?
- Współpraca ustała w dniu mojego powrotu z placówki. Nigdy więcej się do mnie nie zwracano. Pisemne zobowiązanie mówiło wyraźnie o jej ograniczeniu do czasu pobytu za granicą.
- Jako wiceminister w MSZ powinien pan mieć certyfikat umożliwiający dostęp do tajnych informacji. Otrzymał go pan?
- Tak, otrzymałem.

Okładka tygodnika WPROST: 50/2001
Więcej możesz przeczytać w 50/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0