Filar bezprawia

Filar bezprawia

Państwo nielegalnie zmusza nas do zasilania powszechnych towarzystw emerytalnych
Drugi filar ubezpieczeń emerytalnych działa wbrew obowiązującemu w Polsce prawu! 10 mln ubezpieczonych każdego miesiąca jest bezprawnie zmuszanych do odprowadzania części swoich zarobków do kas powszechnych towarzystw emerytalnych (PTE). W konstytucji zabrakło, być może przez przeoczenie, części zdania i brak ten wypacza sens zapisu dotyczącego zabezpieczenia społecznego - argumentują obrońcy systemu przymusowych otwartych funduszy emerytalnych. Tak samo jednak jak nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania, tak błędy w prawie nie pozwalają na jego dowolne interpretowanie - odpowiadają na to ich oponenci.

Prawo czy obowiązek
"Obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy, ze względu na chorobę lub inwalidztwo, oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego" - głosi artykuł 67 Konstytucji RP. Zakres i formy zabezpieczenia społecznego określa ustawa. Konstytucja wyraźnie mówi zatem o prawie, a nie o obowiązku. Oba te pojęcia mają zaś zupełnie odmienne znaczenie. Drugi rozdział konstytucji zatytułowany jest bowiem "Wolności, prawa i obowiązki", czyli osobno prawo, osobno obowiązek! Tak samo sprawę tę reguluje ratyfikowana przez Polskę europejska karta społeczna, która jako część prawa międzynarodowego jest wyższym aktem prawnym od stanowionych w kraju ustaw. - Prawo zaś to możność zachowania się zgodnie z treścią normy lub zrezygnowanie z takiego zachowania. W taki sposób jest ono definiowane w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego - wyjaśnia senator Robert Smoktunowicz, partner w kancelarii Smoktunowicz & Falandysz. Jest to zatem tzw. prawo pozytywne, a mówiąc prostym językiem: jeśli chcemy - to się zabezpieczamy, jeśli nie - to nie.

Państwo musi mieć pieniądze
Nie wydaje mi się, aby w ten sposób można było odczytywać zapisy konstytucji - uważa prof. Michał Kulesza. - Chcąc się wywiązać ze zobowiązań wobec tych, którzy zechcą jednak skorzystać ze swojego prawa, państwo musi przecież w jakiś sposób się zabezpieczyć, by mieć w przyszłości pieniądze. Podobnie oceniają sytuację prawnicy kancelarii wynajmowanych przez powszechne towarzystwa emerytalne. Jedynie nieliczni z nich przyznają anonimowo, że tak naprawdę nikt nigdy się nie zastanawiał, czy ustawa o systemie zabezpieczeń społecznych jest zgodna z konstytucją. Krzysztof Lutostański, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, stwierdza z rozbrajającą szczerością: - Jeśli faktycznie w prawie jest sprzeczność, to powinna być ona usunięta w taki sposób, by został zachowany dotychczasowy stan.
Co zatem ma usprawiedliwiać utrzymanie obowiązku oszczędzania w drugim filarze? Jeśli rządzący koniecznie chcą dostarczyć obywatelowi produkt, który potem pozwoli na otrzymywanie świadczenia, to niech to zrobią. Decyzję o skorzystaniu z oferty (bądź nie) niech pozostawią jednak każdemu z nas.
Państwo nadaje bowiem w konstytucji swoim obywatelom najprzeróżniejsze prawa i nikt nawet nie myśli, by można było zamienić je na obowiązki. Tak dzieje się na przykład z prawem do głosowania, prawem do udziału w życiu publicznym, prawem do odszkodowania. W tym samym artykule 67 znalazł się nawet zapis, że obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli i nie mający środków utrzymania ma prawo do zabezpieczenia społecznego, a przecież nikt nie każe ani nawet nie prosi o ustawienie się w kolejce po zasiłek. Co więcej, wszędzie tam, gdzie ustawodawca miał na myśli obowiązek, zaznaczył to bardzo wyraźnie, pisząc na przykład, że istnieje obowiązek służby wojskowej czy też obowiązek ponoszenia obciążeń związanych z finansami publicznymi.

Moje, czyli nie moje
Prawo rozróżnia pojęcia finansów publicznych i prywatnych. Do tych pierwszych zaliczane są m.in. pieniądze przekazywane przymusowo do ZUS. One jak się wydaje faktycznie są "nie do ruszenia", aczkolwiek dla jasności należałoby je nazwać podatkiem emerytalnym. Natomiast środki gromadzone w ramach drugiego filaru są tylko nasze. Potwierdzają to oficjalnie wszyscy przedstawiciele PTE (popierają ich w tym także twórcy reformy emerytalnej). A przecież naszą własnością możemy rozporządzać w dowolny sposób. Praktyka jest jednak zupełnie inna. - To, czy fundusz jest prywatny, czy nie, nie ma znaczenia. To tylko kwestia definicji, która według Unii Europejskiej mówi, iż za publiczne uznaje się środki zbierane pod przymusem i zarządzane przez państwo - tłumaczy Lutostański. Dla PTE ma to znaczenie - i to niebagatelne.
Państwo przekazuje nasze pieniądze do prywatnych spółek, jakimi są fundusze emerytalne, przy okazji łamiąc kolejną nadrzędną zasadę dotyczącą swobody zawierania umów i uniemożliwiając dysponowanie własnym majątkiem, co gwarantują nam tzw. społeczne (ekonomiczne) prawa człowieka. Strony takiej umowy są bowiem podmiotami prywatnymi, a zatem bez ich dobrowolnej zgody nie może być mowy o ważności porozumienia. A zgoda taka niewątpliwie by się przydała, zwłaszcza że na ubezpieczeniu w drugim filarze można sporo... stracić.

Zmuszeni do strat
Dla każdego, kto potrafi liczyć, nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że największymi beneficjantami przymusowych ubezpieczeń są same fundusze oraz Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. - Za identyczną usługę, jaką wykonują PTE, można zapłacić nawet dziesięciokrotnie mniej, powierzając pieniądze firmom typu asset management, oferującym plany emerytalne. Jeśli jednak ktoś chce, to może samodzielnie stworzyć i prowadzić bezpieczny portfel, który niczym nie będzie się różnił od tego prowadzonego przez fundusze emerytalne - uważa analityk giełdowy Tomasz Jóźwik.
Jest jeszcze jeden argument przywoływany w ostateczności przez zwolenników utrzymania obligatoryjności systemu ubezpieczeń - jego rzekoma powszechność. Mało kto jednak pamięta o ogromnej liczbie wyjątków. Rolnicy, artyści, osoby zajmujące się pracą dorywczą - wszystkie te grupy społeczne wolne są od wnoszenia składek do PTE. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby do listy wyjątków można było dopisać jeszcze jedną grupę - tych, którzy najzwyczajniej w świecie sobie tego nie życzą.

Okładka tygodnika WPROST: 50/2001
Więcej możesz przeczytać w 50/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0