Piromani i strażacy

Piromani i strażacy

Rząd szantażuje Radę Polityki Pieniężnej i NBP

Puściły mu nerwy - tak w nieoficjalnej rozmowie ocenił jeden z najbliższych współpracowników premiera Leszka Millera jego wystąpienie, w którym zarzucił Radzie Polityki Pieniężnej "nieodpowiedzialną politykę" i zagroził doprowadzeniem do ograniczenia jej kompetencji. Premier ma powody do zdenerwowania. Mimo dwukrotnej za jego rządów obniżki stóp procentowych gospodarka nie chce ruszyć z miejsca, bezrobocie nadal rośnie, a złoty jest jeszcze bardziej przewartościowany niż pod koniec rządów Buzka. Już niedługo nie będzie można wszystkiego wytłumaczyć niekompetencją ekipy Buzka. Czyżby nowym chłopcem do bicia miała być Rada Polityki Pieniężnej?
Leszek Bugaj, Andrzej Sopoćko, Grzegorz Kołodko, Paweł Bożyk, Mirosław Pietrewicz, Bogdan Pęk, Adam Biela, Jerzy Kropiwnicki - to nasi kandydaci na nowych członków RPP, którzy pewnie w ciągu kilku miesięcy zrealizowaliby zgłoszoną przez posła PSL Józefa Gruszkę strategię naprawy gospodarki przez szybkie obniżenie stóp procentowych o 7,5 pkt. Żart żartem, ale premier z całą powagą rozważa projekt powiększenia składu rady co najmniej o pięć osób (oczywiście, rozumiejących i akceptujących jego strategię uzdrowienia gospodarki za pomocą niskich stóp). PSL ma jeszcze bardziej radykalne pomysły na zmniejszenie kompetencji rady i banku centralnego, ze zmianą konstytucji włącznie. Takie rozwiązanie skompromitowałoby nas jednak w oczach cywilizowanego świata. Miller wie, że radę bez skandalu można zdobyć tylko podstępem. Tak bowiem należy ocenić próbę wprowadzenia do jej składu konia trojańskiego z pięcioma wojownikami.
Dajmy im czteropunktową obniżkę stóp, może wtedy zrozumieją, że nie tędy droga do naprawy gospodarki! - z pewną złośliwością zaproponował jeden z członków RPP, gdy Leszek Miller i Marek Belka zaczęli otwarcie głosić swoje żądania obniżenia stóp o 3 punkty procentowe. Efekt byłby zapewne jeszcze dotkliwszy niż w czwartym kwartale 1999 r., gdy po radykalnej obniżce stóp inflacja przekroczyła 10 proc. i niezbędne było gaszenie pożaru ogarniającego całą gospodarkę. W roli strażaka oczywiście wystąpiła rada, która (wówczas z pełną aprobatą rządu) gwałtownie podniosła stopy.
Trudno uwierzyć, że premier Miller oraz wicepremier Belka zapomnieli o pożarze sprzed dwóch lat i teraz dążą do następnego. Obaj z całą pewnością nie są piromanami. Marek Belka wie doskonale, że przy obecnej złej sytuacji finansów państwa wystarczy małe zachwianie, aby inflacja w ciągu kilku tygodni z jednocyfrowej stała się dwucyfrowa. A wtedy jedynym beneficjentem uległości rady stanie się Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, która będzie musiała uruchomić dodatkową zmianę na oddziale produkcji banknotów. Belka wreszcie wie, że radykalne obniżenie stóp zmusi banki do obniżenia odsetek z lokat, co sprawi, że ludzie zaczną wycofywać z kont swoje zaskórniaki. A wtedy żegnajcie miliardy złotych, zwane podatkiem Belki, czyli zapisane w budżecie wpływy z opodatkowania zysków kapitałowych.
Skoro Miller i Belka wiedzą o tym wszystkim, to o co tak naprawdę chodzi w atakach na radę? Łapaj złodzieja - to najprostsza metoda na skierowanie pogoni w złym kierunku. I rząd wybrał tę metodę, obarczając radę winą za brak pomysłów na poprawę stanu finansów państwa i nakręcenie koniunktury gospodarczej. Rada jest teraz chłopcem do bicia, którego obarcza się odpowiedzialnością za spadające tempo wzrostu gospodarki, za wzrastające bezrobocie, za zmniejszające się wpływy budżetowe i za wszelkie inne złe tendencje w gospodarce, z którymi nie potrafi sobie poradzić rząd.
Ci, którzy uwierzyli w bajkę o złej radzie, prędzej czy później zreflektują się jednak, że po sześciu w tym roku obniżkach realna polska stopa procentowa wynosi już tylko około 6 proc. To zaledwie o jeden punkt więcej niż na przykład w bogatej i stabilnej gospodarczo Norwegii! Potem przyjdzie jeszcze jedna refleksja: zastosowana przez premiera polityka zastraszania banku centralnego jest ewenementem wśród państw OECD, której jesteśmy członkiem. Nie posunięto się do tego nawet w Meksyku, gdy ogarnął go kryzys. Bo mniej tam niż w Polsce piromanów.

Więcej możesz przeczytać w 50/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0