Ministerstwo głupich decyzji

Ministerstwo głupich decyzji

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bogdan S., przewodniczący Koła Kobiet SLD, został oskarżony o wymuszenie rozbójnicze. Minister finansów chce objąć podatkiem akcyzowym, zwykle dotyczącym dóbr luksusowych, energię elektryczną. Przywódca jednej z ważniejszych polskich partii przekazał opinii publicznej oraz prokuraturze informacje, że talibowie otrzymywali bakterie wąglika z byłego gospodarstwa PGR pod Olsztynem.
Bogdan S., przewodniczący Koła Kobiet SLD, został oskarżony o wymuszenie rozbójnicze. Minister finansów chce objąć podatkiem akcyzowym, zwykle dotyczącym dóbr luksusowych, energię elektryczną. Przywódca jednej z ważniejszych polskich partii przekazał opinii publicznej oraz prokuraturze informacje, że talibowie otrzymywali bakterie wąglika z byłego gospodarstwa PGR pod Olsztynem. Dotychczasowe normy nonsensu zostały przekroczone. O zakreślenie granic nonsensu na przyszły rok poprosiliśmy współpracujących z tygodnikiem "Wprost" satyryków.

30 grudnia 2002 roku

Przez sterylnie czyste sale wielkiego stołecznego szpitala idzie jego ordynator w asyście studentów IV roku medycyny. "Sami państwo widzą, że zadbaliśmy o wszystko, czego domagali się wcześniej pacjenci, a co potem było rozdmuchiwane przez media. W salach wymieniliśmy prawie cały sprzęt na nowy. Łóżka są takie, że aż przyjemnie chorować. Proszę, niech się pani tu położy - ordynator zwrócił się do cudownej urody studentki specjalizującej się w chirurgii miękkiej. - I jak?". "Fantastycznie, panie profesorze" - odparła. "Sam tu czasami odpoczywam po dyżurach... A oto gabinet zabiegowy. Najnowsze osiągnięcie medycyny europejskiej, na miarę naszego wejścia do Unii Europejskiej... A teraz zajrzyjmy do sali rehabilitacyjnej. Proszę bardzo, wszystko, co wymyślono na świecie dla poprawienia naszej kondycji, jest właśnie tutaj. Mało tego, dla mniej poważnie chorych pacjentek planujemy nawet otwarcie fitness clubu".
"To fantastyczne" - powiedziała studentka przecudnej urody. "A oto i sala operacyjna, proszę bardzo, otwieram ją pilotem, żeby zarazki nie gromadziły się na klamkach. I co widzimy, moi drodzy? Laser! Wszystkie operacje będziemy przeprowadzać tym urządzeniem. To już naprawdę XXI wiek"- zachwalał lekarz. "A kiedy będą zajęcia z pacjentami?" - spytał prymus grupy. "Tego na razie nie mogę obiecać" - odparł ordynator. "Dlaczego?" - wyrwała się studentka przecudnej urody. "Bo w miejsce zlikwidowanych kas chorych powinniśmy byli utworzyć kasy żywych". n


Przepis się rodzi - nas oswobodzi

W czasie poprzednich świąt w jednym z tygodników społecznych schłostano bezlitośnie stan porządków w komunikacji. I oto dziś, czyli po roku, możemy z niekłamaną satysfakcją powiedzieć: to był dobry rok dla komunikacji! Najpierw wprowadzono taryfikator mandatów. Bardzo pożyteczna inicjatywa. Jeśli kierowca ma przy sobie - powiedzmy - 600 zł, to już wie, że może zapłacić za jedno wymuszenie pierwszeństwa, dwa przekroczenia linii ciągłej i parkowanie w niedozwolonym miejscu. I więcej niech nie próbuje, bo go nie stać. Wkrótce jednak wycofano taryfikator mandatów, co spowodowało sytuację krańcowo odmienną. Dziś nie wiemy, czy za głupią jazdę pod prąd zapłacimy 100 zł czy 1000 zł. To stresuje kierowców, wskutek czego jeżdżą jeszcze gorzej.
Niedługo potem komendant główny poinformował, że policja drogowa nie będzie się chowała w krzakach. Jednocześnie zapowiedziano zwiększenie oddziałów policji wewnętrznej, czyli tej, która pilnuje policjantów. Obie wiadomości ściśle się ze sobą wiążą: miejsca w krzakach są potrzebne funkcjonariuszom policji wewnętrznej śledzącym tych z drogówki.
W ostatnim roku powstała społecznie zasilana baza informacji internetowych o nie oznakowanych (tajnych?) autach policyjnych: z podaniem marki, numerów rejestracyjnych i cech charakterystycznych. A jeszcze niedawno władze policji obiecywały, że dane wszystkich samochodów będą zarejestrowane w komputerach. Nikt wówczas nie podejrzewał, że chodziło o auta policyjne.
Nadal karana jest rozmowa kierowcy przez telefon komórkowy w czasie jazdy. Nie jest natomiast karane malowanie paznokci (na szczęście u rąk) w trakcie jazdy - byłem tego świadkiem. Nie jest też karana rozmowa kierowcy z kimkolwiek na żywo - zwłaszcza matki z dzieckiem siedzącym na tylnym fotelu. (Uwaga! Z dzieckiem trzeba rozmawiać, patrząc mu w oczy!)
Wciąż nie wiadomo, co jest w Polsce samochodem ciężarowym. Z problemem tzw. lewych vanów w połowie roku uporało się na chwilę Ministerstwo Transportu, wprowadzając przepis, że za samochód ciężarowy można uznać ten, do którego da się włożyć sześcian o boku 70 cm. Według tej normy porsche cabrio może być samochodem ciężarowym, nie jest nim natomiast żadna cysterna. Niestety, przepis umarł tuż po narodzeniu, pogrążając w smutku wszystkich humorystów. n

Absurd, wystąp!!!

Wojsko jest odważne i absurdów się nie boi. Dlatego wyznaczać mu nowe granice absurdu jest niebezpiecznie, bo właśnie wojsko jest od poszerzania i pilnowania granic. Jeszcze usłyszy i poszerzy, a potem się okopie i będzie strzec. Tak jak to zrobiło z moim absurdalnym pomysłem wynajmowania firm ochroniarskich do pilnowania magazynów broni, bo wojsko ich samo nie mogło upilnować i broń mu kradziono. Potem, wdrożywszy ten pomysł, twórczo go rozwinęło, stawiając na warcie "uzbrojonych" bezrobotnych, bo taniej. Celowo piszę w cudzysłowie, bo sam na służbie wypychałem kaburę papierem, żeby wyglądała na wypełnioną pistoletem, chociaż nie była, bo kto by podchorążemu dał broń, nie mówiąc o amunicji. Z bronią jest tak, że raz do roku sama strzela, więc wojny są dlatego, że jest wojsko. Mimo to wojsko musi być i to już jest absurd. Są i kolejne.
Wojsko służy do zabijania, a cieszy się powszechnym szacunkiem - zarówno tych, którzy nie chcą być zabici, jak i wyznawców przykazania "nie zabijaj". Każe wyglądać i zachowywać się jednakowo, choć podobno stoi na straży wolności. Głupszemu daje komendę nad mądrzejszym, bo ten mądrzejszy jest gorszą maszyną do zabijania. Szczycąc się funkcją wychowawczą, uczy wulgarnego języka, znęcania się nad słabszymi, picia i brania. Armia zawodowa jest tańsza, ale przejście na zawodowstwo kosztuje, więc utrzymujemy droższą. I co tu się dziwić, że w warunkach bojowych kąt prosty może mieć sto stopni, a wartość sinusa dojść do pięciu?
Może więc zamiast poszerzać granice absurdu, spróbujmy je zawęzić. Wyznaczyć z góry upatrzone pozycje, na które wojsko mogłoby się z honorem wycofać. Tak absurdalne jak dobroć, uprzejmość, uczciwość i wrażliwość. Wydać wojsku rozkaz osiągnięcia tych rubieży i trwania na nich. I nie bójmy się o skuteczność. Mniejsza nie będzie, bo już się nie da. n


Idiotaryzm

Granice absurdu są w naszym sądownictwie bardzo szeroko zakreślone. Już prosty więzień, odsiadujący wyrok za uchylanie się od alimentów, jest na to dowodem, bo koszt pobytu w więzieniu przekracza wysokość alimentów, które miał płacić. Czy to nie bzdura?
W sprawach wagi ciężkiej mamy znaczący przypadek afery FOZZ, która po dziesięciu latach w sposób oczywisty zmierza do przedawnienia, czyli uniewinnienia oskarżonych. Ostatnio za sprawą pani sędzi, która otrzymała propozycję nie do odrzucenia i musiała awansować na wysokie stanowisko. Zanim nowy sędzia przeczyta akta, będzie po terminie. Prawo pozwalające, by wymiana sądowego urzędnika oznaczała faktyczną aprobatę dla złodziejstwa, jest niedorzeczne.
Zbliżony mechanizm zastosowano w procesie Wojciecha Jaruzelskiego. Panowie adwokaci postanowili zrezygnować z jego obrony w momencie, kiedy miał zostać odczytany akt oskarżenia. Nowi obrońcy potrzebowali sporo czasu, by się zorientować, kto właściwie do kogo strzelał w 1970 r. na wybrzeżu: chuligani do wojska czy odwrotnie? Jeżeli nawet odczytanie oskarżenia w takich sprawach jest uniemożliwiane, to co dopiero mówić o wydaniu wyroku? Powodów, dla których można w nieskończoność przedłużać proces, jest znacznie więcej niż tych zmuszających do szybkiego zapuszkowania łobuza. Czyli mamy przewagę bezprawia nad sprawiedliwością. Absurd!
Szlachetna zasada domniemanej niewinności prowadzi w pewnych procesach do wniosku, że ofiary same sobie zaszkodziły. Tak się stało z poległymi górnikami kopalni Wujek - po orzeczeniu niewinności strzelających ZOMO-wców górnicy wyszli na samobójców. Ostatnio pomnik zastrzelonych górników wizytował premier naszego państwa, który w czasie tamtej strzelaniny i długo po niej stał kategorycznie po stronie strzelających. Przeszedł teraz na stronę ofiar. Ciekawe, dlaczego zraził się do niewinnych zabijaków.
Kilka pierwszych z brzegu przykładów potwierdza powszechne odczucie, że wymiar sprawiedliwości działa poza logiką i zdrowym rozsądkiem. Opieszałość nieprawdopodobna. Procedury beznadziejne. Wyroki abstrakcyjne itd., itp. Aby kpinom stało się zadość, w konstytucji mamy zapisane "państwo prawa". Na takim tle wyrastają Lepperowie, ludzie bezkarni. Po dziesięciu latach bezczelnego łamania prawa naród w nagrodę wybiera ich do parlamentu. Tu kończy się absurd, zaczyna idiotyzm. n


Savoir-vivre człekokształtnych

Dziś nie trzeba być autorem science fiction, aby wyobrazić sobie ślub dwójki (a może trójki) homo udzielony przez pastora samiczkę, po którym nowożeńcy skorzystają z prawa do natychmiastowej eutanazji, transmitowanej na żywo w paśmie największej oglądalności.
Obrona prawa mniejszości doprowadzona do absurdu sprawia, że coraz częściej większość schodzi do podziemia i może tylko liczyć, że za jakiś czas stanie się mniejszością i wtedy dopiero sobie pożyje. Kobiety też mają coraz większe prawa i już wkrótce najbardziej nawet niewinną randkę będą musiały poprzedzać narady adwokatów obu umawiających się stron z wyszczególnieniem wszystkich ewentualności spontanicznego rozwoju sytuacji. Zresztą tylko w okresie przejściowym. Później seks stanie się wirtualny, a prokreacja ograniczy się do kontaktu z bankiem spermy, i to za pośrednictwem Internetu. Równie ciekawe są granice innych praw - są kraje, w których już dziś maltretowanie psa jest większym przestępstwem niż napad na bank. W innych kombinuje się na temat praw obywatelskich dla zwierząt obdarzonych wyższą inteligencją - na razie myśli się o małpach, może delfinach. Ale co będzie dalej? Co z prawem wyborczym? Są przecież szympansy, których iloraz inteligencji dorównuje niektórym naszym parlamentarzystom.
A o ile można jeszcze poszerzać zakres praw dziecka? Już dziś w wielu krajach dziecko może "wymówić" po-sadę opiekunów swoim rodzicom. Może dojść do tego, że za jakiś czas będzie żądało przegłosowywania swego menu przez wspólnotę sąsiedzką, a przed spożyciem szpinaku zasłoni się określoną konwencją humanitarną. W błazeńskim świecie teraźniejszości może jedynie śmierć pozbawiona jest poczucia humoru. Do czasu gdy za pomocą jakichś cyberneuronów uda się przekroczyć człowiekowi i te granice, zapewne za cenę resztek człowieczeństwa. n


Proces tfurczy

Kiedy na salony wdarło się malarstwo abstrakcyjne, performance i happening, a futuryzm i dadaizm odrzuciły wszelkie kanony, stało się jasne, że możliwości nadużycia w sztuce są olbrzymie i że zwykły hucpiarz i cwaniak może przy odpowiedniej reklamie zostać obwołany Natchnionym Artystą.
Absurdalne jest to, że we współczesnej sztuce coraz mniej liczy się warsztat, rzemiosło - czyli kunszt (die Kunst - sztuka); najważniejszy jest pomysł. Twórcy w pogoni za oryginalnością sami odgrywają rolę eksponatów, samookaleczają się w czasie happeningów, korzystają z własnych wydzielin w procesie twórczym (?). Trudno konkurować z ich pomysłowością, ale gdybym miał propozycję z Zachęty, postawiłbym tam - zamiast kobiety obierającej kartofle - aparaturę do warzenia piwa. Oto Artysta podchodzi do zbiornika - złocisty płyn leje się do kufla. Twórca lewą ręką chwyta butelkę z sokiem wiśniowym. Na oczach widzów złoto miesza się z purpurą. Jesteśmy świadkami aktu twórczego. Ale to nie koniec. Artysta podnosi kufel do ust i pochłania jego zawartość. Następuje identyfikacja Twórcy i jego Dzieła. Jeden kufel, drugi, trzeci... Złoto i purpura. Ale fizjologia ma swoje prawa; artysta obchodzi salę dookoła i "zaznacza" swoje terytorium, po czym znów napełnia naczynie, ale tym razem podaje je widzom. Każdy ze spektatorów otrzymuje kufel piwa i kieliszek soku. Zrób to sam. Złoto i purpura. I ty zostaniesz Artystą. Myślę, że nie trzeba specjalnej zachęty, aby tłum walił drzwiami i oknami na wystawę i aby opuszczał ją w oparach nie tylko absurdu.
Więcej możesz przeczytać w 51/52/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0