Miasto zaginionych

Miasto zaginionych

Każdego roku bez wieści przepada kilkanaście tysięcy osób - tyle, ile mieszka w Mrągowie czy Rawiczu


Kilkadziesiąt tysięcy ludzi nie usiądzie do wieczerzy wigilijnej z bliskimi, których opuścili, udając się w nieznane. Czterdziestoletniego Roberta Wojciechowskiego z Kostrzyna widziano po raz ostatni 14 lipca 1999 r. na trasie z Gorzowa Wielkopolskiego do Zielonej Góry. Trzydziestoletnia Anna Szewczyk z Gliwic wyszła z domu 23 września 2001 r. około piętnastej - nie wróciła do dziś. Z roku na rok ginie coraz więcej osób. W latach 70. i 80. odnotowywano kilka tysięcy zgłoszeń rocznie, na początku lat 90. - już ponad dziesięć tysięcy. W 1997 r. poszukiwano prawie 12 tys. osób, w 1998 r. - 14,3 tys., w 1999 r. - ponad 15 tys., a w 2000 r. - niemal 20 tys. To tak, jakby co roku opuszczali domy kolejno wszyscy mieszkańcy Rawicza, Środy Wielkopolskiej, Mrągowa... W rzeczywistości zaginionych jest prawdopodobnie o 20 proc. więcej - nie wszystkie zaginięcia są bowiem zgłaszane.
Dane policyjne przeczą utartym opiniom o powodach zaginięć - zazwyczaj spodziewamy się "trupa w wodzie".
- To nie zabójstwo jest najczęstszą przyczyną zaginięcia człowieka - podkreśla Wojciech Tochman, gospodarz telewizyjnego programu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". Tylko mały odsetek zaginionych pada ofiarą przestępstw lub nieszczęśliwych wypadków. Jeszcze mniej osób zostaje zaatakowanych przez utajoną chorobę. Ponad połowa świadomie podejmuje decyzję o odejściu!

Najczęściej znikają nastolatki
Szesnastoletnia Anna P. z Krakowa do ucieczki z domu przygotowała się starannie. Spakowała potrzebne rzeczy, zostawiła list wyjaśniający motywy decyzji: stres w szkole, niezrozumienie przez rodziców. "Jest mi tu duszno" - napisała. Przez dwa lata przysyłała rodzicom kartki świąteczne z różnych stron kraju, by wiedzieli, że żyje i "daje sobie radę". Dawid Żuryński (lat 13) opuścił dom we Wrocławiu 5 maja 2001 r.
Młodzież stanowi najliczniejszą grupę zaginionych (ponad dziesięć tysięcy w 2000 r.). Co roku policja poszukuje też około półtora tysiąca dzieci w wieku 7-13 lat, które uciekają, gdy nie znajdują w domu akceptacji, zrozumienia, czasu na rozmowę. - W niektórych rodzinach występuje tak silny deficyt emocjonalny lub wychowawczy, że dziecko nie widzi innej możliwości, jak tylko uwolnienie się przez ucieczkę - mówi Izabela Jankowska, pedagog z Pogotowia Opiekuńczego w Warszawie. - Dzieci i nastolatki uciekają też z obawy przed reakcją rodziców na oceny, gdy zamiast spodziewanych piątek i szóstek na świadectwie są czwórki. Zdarza się, że rodzice stawiają dziecku zbyt wysokie wymagania - komentuje Anna Teodorowicz, psycholog z Fundacji Itaka.
Aby przeżyć, uciekinier musi jeść i znaleźć dach nad głową. - Poznani podczas ucieczki opiekunowie zwykle nie są bezinteresowni - ostrzega Izabela Jankowska. Nierzadko dzieci nakłaniane są do prostytucji i rozprowadzania narkotyków. Narażone są też na większe ryzyko stania się ofiarą przestępstwa, wciągnięcia do sekty, popadnięcia w narkomanię. Z doświadczeń pracowników pogotowia opiekuńczego wynika, że prawie każde dziecko dokonuje podczas ucieczki czynów karalnych.

Coraz częściej przepadają dorośli
Liczną grupę zaginionych stanowią dorośli, świadomie opuszczający rodziny. Dwu-dziestoczteroletni Stanisław M. z Łodzi zostawił poślubioną dwa lata wcześniej żonę z rocznym dzieckiem i dużym kredytem (przestał go spłacać, kiedy stracił pracę). Ponad trzy tysiące zaginionych to ludzie między 26. a 40. rokiem życia. - Ich odejścia to najczęściej ucieczki od spraw, które zdają się ich przerastać. Jedni uciekają w alkohol, narkotyki czy hazard, inni uciekają dosłownie - mówi Anna Teodorowicz.
Co roku do domu nie wraca też ponad 2,5 tys. osób po pięćdziesiątym roku życia. W ich wypadku przyczyną odejścia najczęściej bywają zaburzenia pamięci i orientacji, amnezje oraz zaburzenia psychiczne. Dziewięćdziesięcioletni Józef Skibko z Łap odwiedził syna 25 sierpnia 2001 r. Porozmawiał z nim i wybrał się w drogę powrotną do domu. Przepadł, chociaż miał do pokonania tylko dwa kilometry. Jego rodzina podjęła poszukiwania, ale coraz więcej osób w podeszłym wieku nakłanianych jest do opuszczenia domu lub wręcz porzucanych z dala od niego. Nikt nie zgłasza ich zaginięcia, a taka osoba, cierpiąca na zaburzenia pamięci, nie potrafi powiedzieć, jak się nazywa i gdzie mieszka.

Rozwód z zaginionym
Zaginięcie otwiera puszkę Pandory. Rodzina staje w obliczu licznych problemów psychicznych, socjalnych i prawnych. Zgodę zaginionego na istotne rozporządzenia majątkiem wspólnym zastępuje jedynie zgoda sądu. Gdy przyczyną zaginięcia małżonka są jego długi, pojawia się często potrzeba uregulowania kwestii odpowiedzialności za nie. Zaginięcie nie uniemożliwia natomiast, wbrew powszechnemu przekonaniu, zniesienia wspólności majątkowej, orzeczenia rozwodu czy separacji. Znaczna liczba zaginięć młodych osób powinna jednak skłonić ustawodawcę do wprowadzenia możliwości zakazania przez rodziców wyjazdu dziecka z kraju. Obecnie dla straży granicznej wiążąca jest jedynie decyzja sądu lub prokuratora.

Sieć poszukujących
Emitowany od września 1996 r. program Andrzeja Minki i Wojciecha Tochmana "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie", który ma w Polsce prawie trzymilionową widownię, nadawany jest też przez TV Polonia. Duża popularność owocuje aż czterdziestoprocentową skutecznością w wyjaśnianiu przedstawianych spraw. - Uzyskujemy informacje od telewidzów. Zdarza się również, że zgłaszają się sami zaginieni. Wracają do domów albo przynajmniej informują, że żyją - mówi Wojciech Tochman. W poszukiwaniu zaginionych pomaga Internet. Na opracowanej przez wolontariuszy Fundacji Itaka stronie (www.zaginieni.pl) stale aktualizowana jest baza danych. Lekarz czy pracownik socjalny, który spotyka osobę o nie ustalonej tożsamości, może wpisać w witrynie znane sobie informacje dotyczące jej płci czy prawdopodobnego wieku. Baza danych dostępna jest dla każdego, a za ogłoszenia nie trzeba płacić.
W USA do akcji poszukiwawczej włączają się również firmy i usługodawcy. Darmowe wydrukowanie zdjęcia zaginionego dziecka na przykład na kartoniku mleka, drugiej stronie rachunku czy biletu znacznie zwiększa szansę odnalezienia i pozwala przedsiębiorcy na kreowanie pozytywnego wizerunku firmy. Podobny projekt w Polsce zamierza realizować Fundacja Itaka.
Z biegiem czasu zaginiony się zmienia; dotyczy to zwłaszcza dzieci, coraz mniej przydatny jest więc główny instrument poszukiwań - fotografia. W USA wprowadzono metodę age progress, polegającą na uaktualnianiu zdjęcia poszukiwanego dzięki komputerowej symulacji. Od listopada 2001 r. taką kampanię prowadzi w Polsce Fundacja Itaka. Na ulicach już wiszą pierwsze billboardy z uaktualnionymi portretami zaginionych. Może dzięki temu rodziny poznają ich los.

Okładka tygodnika WPROST: 51/52/2001
Więcej możesz przeczytać w 51/52/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0