Posłom pod choinkę

Posłom pod choinkę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prośmy świętego Mikołaja, by posłom skandalistom przyniósł pod choinkę lekarstwo przywracające powagę



Obdarowanie wszystkich posłów jednym choinkowym prezentem sprawiłoby nie lada kłopot. Każdy parlamentarzysta ma bowiem własne marzenia, których spełnienie w oczywisty sposób kłóci się z oczekiwaniami kolegów. Na przykład poseł X chciałby najpewniej znaleźć pod świątecznym drzewkiem gorący płomień bezlitosnego ognia dekomunizacji, żeby nim móc zionąć na adwersarzy z przeciwnej strony izby. Z kolei poseł Y, gdyby tylko mógł, wskrzesiłby choćby jedno województwo PRL, jawiącej mu się jako kraina powszechnej szczęśliwości.
Odpychające się biegunowo życzenia można by w Sejmie mnożyć długo. Posła Z ucieszyłaby pod choinkę Polska sprywatyzowana do ostatniego źdźbła trawy. Jego sejmowego przeciwnika jeszcze bardziej uradowałyby zaś klucze do przestronnego więzienia, w którym zamknąłby kolejnych ministrów prywatyzacji. Nie ulega więc wątpliwości, że poselskie podarunki, umieszczone obok siebie, uległyby samozniszczeniu na zasadzie redukujących się wzajemnie plusów i minusów.
W tej sytuacji jedyną szansę przetrwania miałby dar, którego sami parlamentarzyści zapewne nie uznają za potrzebny, a o jakim coraz bardziej marzą ich wyborcy. Owym prezentem jest szczepionka uodporniająca posłów na pokusę zachowań niepoważnych, ośmieszających całą izbę. Kiedy się bowiem obserwuje obecny Sejm, gołym okiem widać, że kolejni posłowie zapadają na groźną chorobę, polegającą na porzuceniu normalnych sejmowych zajęć i na gorączkowym poszukiwaniu coraz to bardziej nonsensownych sensacji i skandali.
O klinicznym przypadku owej choroby nawet nie warto wspominać, bo znają go wszyscy i coraz bardziej są znużeni bolesnym widokiem cierpiącego. Ale przecież nie mniej niepokojący jest stan innego posła, który w co drugim zachowaniu Sejmu dopatruje się rażącego łamania konstytucji i bije w dzwon alarmu, brzmiący nad Polską już tylko jako dźwięk śmieszności.
Nie da się tych przypadków skwitować jedynie lekceważącym wzruszeniem ramion. Kiedy obserwuje się zachowania opinii publicznej, widać wyraźnie, że o wizerunku Sejmu nie decyduje przeszło czterystu normalnie zachowujących się i pracujących parlamentarzystów, lecz niewielka grupka posłów bulwersujących miliony oby-wateli. Wystarczy wziąć do ręki kolejne sondaże, aby zobaczyć, jak fatalnie odbija się to dzisiaj na prestiżu Sejmu. Na naszych oczach tężeje odruch niechęci do całej izby, a nie tylko do wybranych posłów, usilnie pracujących na te niepochlebne sądy. Takie nastroje łatwo się mogą przerodzić w zdecydowany uraz antyparlamentarny.
Historia, zwłaszcza okresu międzywojennego, zna niejeden taki wypadek.
I chociaż nic się w dziejach nie powtarza, i najpewniej nie grozi nam podobna do międzywojennej dewaluacja parlamentaryzmu, nie ma co prowokować losu i bezsensownie osłabiać powagi Sejmu. Proś-my więc św. Mikołaja, aby posłom skandalistom przyniósł pod choinkę lekarstwo przywracające powagę. Alternatywnym prezentem może być rózga, ale lepiej przywracać zdrowie, niż karać chorego.

Więcej możesz przeczytać w 51/52/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0