Twarze Millera

Twarze Millera

Jakim człowiekiem, a jakim politykiem jest Leszek Miller? Jakie ma zalety i wady? Które zdarzenia z prywatnych kontaktów z nim charakteryzują go najtrafniej? O opinie poprosiliśmy polityków, ekonomistów, socjologów, przedsiębiorców i publicystów z Polski i zagranicy

Maciej Płażyński, przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej: Premier wpada we własne sidła, nakręcając pewne oczekiwania w imię walki politycznej. Teraz będzie tracił, bo tych oczekiwań nie może zrealizować. Miller uważa, że cel uświęca środki, a tym celem było zdobycie władzy. Teraz będzie walczył o jej utrzymanie, więc będzie odsuwał decyzje tylko po to, żeby nie tracić poparcia. Ponadto Miller nie uświadamia sobie ciąg-le, że już nie jest szefem opozycyjnego klubu parlamentarnego, ale premierem.

Lech Kaczyński, przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości: Popełnił bardzo wiele błędów w pierwszych miesiącach rządzenia. Z tego, co robi, jas-no widać chęć odtworzenia mechanizmów poprzedniego ustroju. Premier odznacza się też niezwykle brutalnymi, wręcz grubiańskimi wypowiedziami pod adresem opozycji. Miller bardzo skutecznie walczył o władzę w SLD. Pomogła mu w tym "ucieczka do przodu" Aleksandra Kwaśniewskiego na urząd prezydencki. Można powiedzieć, że jest to polityk, który nie śpiesząc się, osiągnął swoje cele.

Jacek Kuroń, były minister pracy i polityki socjalnej: Bardzo go szanuję od czasu, gdy przejmował z moich rąk ministerstwo. Zaimponował mi sprawnością, brakiem uprzedzeń, otwartością na ludzi. W tej chwili podjął się - moim zdaniem - samobójczej misji kierowania rządem. Niestety, ostatnio dochodzą do mnie niepokojące syg-nały, które zaburzają pozytywny obraz osoby Millera. Z takimi sygnałami bywa różnie, dlatego pomijam ataki osób zaangażowanych w walki między "komuchami" a "solidaruchami". Jeżeli jednak głosy niepokoju dochodzą ze środowisk ludzi zajmujących się konkretną pracą na rzecz społeczeństwa, to Miller powinien je odebrać jako sygnał ostrzegawczy, że należy się bardziej liczyć z opinią publiczną. Nadal jednak mam o nim jak najlepsze zdanie i w sprawie przyznania mu tytułu Człowiek Roku jestem absolutnie za.

Mieczysław F. Rakowski, redaktor naczelny miesięcznika "Dziś", były premier, były I sekretarz KC PZPR: Miller to bez wątpienia polityk w pełni dojrzały. Stawia sobie cele i z uporem je realizuje. Słucha ludzi - to ważne dla polityka. Własnymi siłami zdobył wysoką pozycję w życiu politycznym. Koleżeński, dowcipny, w swych wypowiedziach bardzo celnie określa przyjaciół i przeciwników. Był moim najbliższym współpracownikiem w końcowej fazie istnienia PZPR. Zapamiętałem go jako człowieka mającego umiejętność dostrzegania istoty rzeczy. To ważna cecha, bo zaw-sze istnieje taka pokusa, żeby się koncentrować na sprawach ubocznych. Jego zasługą pozostanie porzucenie modelu partii socjaldemokratycznej, jaką była SdRP, na rzecz zbudowania ugrupowania opartego na szerszej bazie społecznej.

Jacek Kurczewski, socjolog: Pierwszy raz zobaczyłem Millera, kiedy występował w telewizji jako sekretarz KW PZPR w Skierniewicach. Zapamiętałem go jako interesującego liberalnego działacza partyjnego. Po pewnym czasie pojawił się jako człowiek reprezentujący twarde skrzydło lewicy postkomunistycznej. Mam jednak nadzieję, że się w pierwszej ocenie Millera nie pomyliłem, lecz nie wiem, czy jest on w stanie uczynić z SLD normalne socjaldemokratyczne ugrupowanie.

Jan Olszewski, poseł niezależny, były premier RP: Leszek Miller ma kłopoty z zamianą dotychczasowej funkcji lidera opozycji, która była politycznym "samograjem" wobec działalności poprzedniego rządu, na funkcję premiera, czyli osoby odpowiedzialnej za rządzenie państwem. Nadal występuje jako bezpośredni polemista polityczny, atakujący swoich poprzedników za doprowadzenie państwa do złego stanu. Jednocześ-nie dezawuuje opozycję za pomocą inwektyw. To bardzo poważny błąd. Premier powinien mówić z pewnym dystansem. Od bieżących polemik ma rzecznika rządu. Tymczasem odnosi się wrażenie, iż rzecznikiem tego rządu jest sam premier. Miller jest jednak człowiekiem, który potrafi przyznawać rację konkurentom. W poprzedniej kadencji Sejmu wspólnie występowaliśmy przeciwko zgłaszaniu w ostatniej chwili projektów rządowych, przez co brakowało czasu na przygotowanie się do dyskusji. Ówczesny przewodniczący klubu SLD przyznał w rozmowie ze mną, że gdy ja byłem premierem, do czegoś takiego nie dochodziło.

Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club: Mam w wielu sprawach inne poglądy niż Leszek Miller. Należymy do innych środowisk i bronimy racji odmiennych grup społecznych. Niezależnie od tego lubię go. Potrafi uznać racjonalne argumenty, nie odmawia dyskusji. Cenię go za drogę, którą przeszedł - od politycznego niebytu do funkcji premiera. Podoba mi się jego sarkazm. Poza tym mój pięcioletni synek zakochał się w jego wnuczce Monisi.

Cristiano Pinzauti, wiceprezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych: Leszek Miller jest pragmatykiem, ma sprecyzowane cele, do których z uporem dąży. Jest politykiem skutecznym - nie tylko dlatego, że w tak dobrym stylu wygrał ostatnie wybory parlamentarne, ale także dlatego, iż sprawnie udało mu się stworzyć nowy rząd, do którego wprowadził znakomitych specjalistów, na przykład ministra finansów Marka Belkę.

Jerzy Urban, redaktor naczelny "Nie": Obdarzenie Millera tytułem Człowiek Roku jest drugim - po uhonorowaniu Aleksandra Kwaśniewskiego - trafnym wyborem redakcji. W istocie rzeczy nie są to wybory autonomiczne, gdyż "Wprost" honoruje na ogół każdego, kto wygrywa wybory. Jest to automatyczne kwitowanie powodzenia. Wybór Millera przewidywałem wcześniej na łamach "Nie" w ironicznej konwencji, pamiętając o politycznych skłonnościach redakcji "Wprost". Bardzo się jednak cieszę z tego wyboru, bo Millerowi życzę najlepiej spośród wszystkich polityków, którym życzę dobrze. Nieszczęściem Polski przez ostatnich jedenaście lat było przewijanie się na stanowisku premiera polityków egzotycznych i nieudolnych, często ludzi znikąd, choć niektórym nie sposób odmówić zalet. Tadeusz Mazowiecki posiadał na przykład przymioty rozumu i charakteru. Miller wypracował sobie stanowisko premiera długą i konsekwentną walką. Charakterystyczne, że zwycięstwo SLD miało charakter personalny - głosując na sojusz, obywatele głosowali na Millera jako przyszłego szefa rządu. Jest to naturalny przywódca, człowiek pozbawiony narodowej megalomanii, który z pokorą przyjmuje marną pozycję Polski w świecie. Nie jest wizjonerem, twórcą nowych koncepcji. Może to źle, może Polska potrzebuje wielkich charyzmatycznych mężów stanu. Może to jednak dobrze - jest mało prawdopodobne, aby Miller wciągnął Polskę w ryzykowne eksperymenty. To najlepszy premier III RP.

Zbigniew Religa, senator RP: Inteligentny, niezwykle sprawny polityk, świetnie wyszkolony, twardo dążący do celu bez względu na przegrywane potyczki czy nawet wojny. Poza tym jest to człowiek daleki od pychy i wyniosłego sposobu bycia, który widać u wielu ludzi z kręgów władzy. Dziesięć lat temu, gdy powstawała Fundacja Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu, przyjechał do nas w towarzystwie Barbary Blidy. Zaproponowałem, żeby obejrzeli siedzibę fundacji. Ponieważ był późny wieczór i wszystko było pozamykane, musieliśmy przeskakiwać przez wysoką bramę. Obecny premier był bardzo chętny do podsadzania Barbary Blidy.

Paweł Piskorski, poseł Platformy Obywatelskiej: On jest czołgiem politycznym, który się przedziera przez różne okoliczności i buduje systematycznie swoją pozycję. Polityk po przejściach, który ma bardzo dużo szczęścia. Najbardziej sprzyjającą okolicznością był wybór Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta. Innym szczęśliwym zbiegiem okoliczności była katastrofalna jakość rządzenia AWS. Władza sama weszła Millerowi w ręce.

Janusz Lewandowski, poseł Platformy Obywatelskiej: Miller miał niezły debiut jako premier, zwłaszcza na tle dekadencji i bezładu poprzedniego rządu. Błysnął jako energiczny lider nowej ekipy. Po tych miodowych początkach miał jednak serię poważnych potknięć, słychać też zgrzyty w koalicji. Myślę, że bardziej pasuje mu rola lidera opozycji niż szefa rządu w trudnych czasach. Wyraźnie ożywia się w sytuacjach potyczek słownych i wymiany drobnych złośliwości z opozycją.

Czesław Bielecki, były przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych: Nie zgadzam się z Millerem jako politykiem, ale uważam, że jest sprawnym premierem w trudnej sytuacji. Doceniam jego poczucie humoru, choć ten rodzaj dowcipu mi nie odpowiada. Twarda ręka, prosty i ostry język to jego atuty. Sądzę, że jego rząd padnie ofiarą populistycznej licytacji, którą rozpoczął cztery lata temu.

Władysław Frasyniuk, przewodniczący Unii Wolności: Leszek Miller należy do ludzi niezwykle dynamicznych, ambitnych, pewnych siebie i potrzebujących sukcesu. Obiektywnie trudna sytua-cja państwa i kosztowny sposób rządzenia powodują jednak, że sprawia wrażenie człowieka pogubionego - jakby nie bardzo rozumiał istotę demokracji. Wydaje mu się, że socjotechnika - umiejętność kupowania ludzi czy nasyłania jednych na drugich - jest najważniejszym elementem poruszania się w demokratycznym państwie. Cena, którą niewątpliwie trzeba zapłacić za tę politykę, to wypuszczenie z butelki dżinna o nazwisku Lepper.

Roman Giertych, poseł Ligi Polskich Rodzin: Przed objęciem rządu przez Leszka Millera Polska stała na krawędzi przepaści. Po zaprzysiężeniu rządu zrobiliśmy wielki krok naprzód. Leszek Miller, zamiast porzucić kierunek polityki, który obrali Jerzy Buzek i Leszek Balcerowicz, kontynuuje go. Możliwe więc, że nasza gospodarka znajdzie się w sytuacji porównywalnej z gospodarką Argentyny. Myślę, że to będzie osobisty dramat tego polityka, który osiągnął bardzo dużo, został premierem rządu, ale popełnia błąd w ocenie sytuacji naszej ojczyzny.

Jan Winiecki, ekonomista: Miller panuje nad swoim zespołem, bo przez sejmowe komisje przeszły wszystkie kontrowersyjne poprawki: zamrożenie płac nauczycielom i budżetówce, zamrożenie wydatków na zdrowie (na poziomie proponowanym przez Balcerowicza), a rewaloryzacja emerytur przeprowadzona będzie na nis-kim poziomie. To są decyzje bardzo drażliwe i poprzedni rząd, przymierzając się do likwidacji dziury budżetowej, nie zdecydował się na nie. Trzymając w garści swoich polityków, Miller sprawuje się znacznie lepiej niż szefowie poprzedniej ekipy. Ruszyły też negocjacje z Unią Europejską. Denerwuje mnie jednak traktowanie prawa jako instrumentu służącego do realizacji doraźnych celów politycznych.

Ryszard Bugaj, były przewodniczący Unii Pracy: Miller nie jest człowiekiem, który przenosiłby spory polityczne w sferę prywatnych relacji. Parę lat temu, gdy był ministrem spraw wewnętrznych i administracji, ostro starliśmy się podczas debaty telewizyjnej. Po zakończeniu programu najwyraźniej zatroskany Miller zaproponował mi, że chętnie podwiezie mnie swoim samochodem do domu w Podkowie Leśnej. Jako polityk zaś Miller wszystko podporządkowuje skuteczności. Dlatego jest nieograniczenie elastyczny. Leszek Miller może być za NATO i przeciw NATO, może być za podatkiem progresywnym i za podatkiem liniowym, może likwidować Senat, a następnego dnia twierdzić, że jest to bardzo ważny składnik de-mokracji. Jest szefem drużyny, której przewodzi i którą wynagradza. Mniej chodzi w niej o jakieś więzi ideowe. Wiąże ich system kar i nagród.

Zbigniew Niemczycki, prezes Polskiej Rady Biznesu: Obdarzam go jeszcze kredytem zaufania, zbyt krótko rządzi. W tym czasie jego gabinet popełnił kilka błędów, których można było uniknąć. Rząd podjął jednak wiele niepopularnych decyzji i będzie musiał się zdecydować na następne. Pewne grupy społeczne poczują się pokrzywdzone, ale innego wyjścia nie ma. Sądzę, że ze wstępną oceną rządu Millera należy się wstrzymać do początków lutego, kiedy będziemy już po dyskusji budżetowej, po wizycie Putina, będziemy coś więcej wiedzieć o rządowej propozycji wspierania przedsiębiorczości.

Piotr Nowina-Konopka, przewodniczący Kolegium Europejskiego: Potwierdzają się moje spostrzeżenia, że brak kilkunastu mandatów w parlamencie, które pozwoliłyby SLD na utworzenie samodzielnego rządu, boleśnie odbija się na prowadzeniu polityki zagranicznej. Przez dwa lata Miller żył w przekonaniu, że parlamentarną większość ma jak w banku, ale jak widać, każdy rząd w Polsce musi mieć swoje PSL.

Stefan Bratkowski, publicysta: W kampanii wyborczej Leszek Miller i jego koledzy nie obiecywali żadnych środków zaradczych i swojej obietnicy dotrzymali. Na razie nie ma śladu przygotowania jego ekipy do rządzenia.
Okładka tygodnika WPROST: 2/2002
Więcej możesz przeczytać w 2/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0