WiceBush

WiceBush

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy jeden z akredytowanych w Pentagonie dziennikarzy zapytał Donalda Rumsfelda, sekretarza obrony USA, czy nie obawia się, że skutkiem nalotów na talibów może być kolejny atak terrorystyczny, minister odparł: "Koncepcja zakładająca, że możemy ich powstrzymać, jeśli przestaniemy robić to, co robimy, jest nonsensem
Donald Rumsfeld, minister obrony, stał się faktycznym wiceprezydentem USA 

To tak, jakby karmić aligatora w nadziei, że zje on nas na samym końcu".
Pod koniec lata 2001 r. notowania Donalda Rumsfelda były mizerne. Obecnie konkuruje on z gwiazdami telewizji. Jego konferencje prasowe w Pentagonie stały się rodzajem politycznego talk show. W pierwszych trzech miesiącach po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton Rumsfeld wystąpił na 111 konferencjach prasowych i udzielił setek wywiadów - zawsze uzbrojony w zjednujący mu przychylność uśmiech roztargnionego belfra. Popularność sekretarza obrony, który zjawia się w Pentagonie przed godziną siódmą i wychodzi po dwudziestej z aktówką pełną papierów, sięga 78 proc. Rumsfeld jest przez niektóre amerykańskie media i dużą część opinii publicznej uznawany za faktycznego wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych.

Rummy w akcji
Próbując dostosować amerykańskie siły zbrojne do czasów pozimnowojennych, 69-letni Rumsfeld zadarł - zdaniem amerykańskich ekspertów wojskowych - z generalicją. Jego sytuację poprawiło rozpoczęcie operacji militarnej w Afganistanie. W tzw. trójcy kształtującej amerykańską politykę zagraniczną - Departament Stanu, Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Pentagon - ostatnie słowo należy właśnie do Rumsfelda. To za jego radą, mimo obiekcji sekretarza stanu Colina Powella, prezydent Bush wypowiedział traktat ABM.
Zasługi w sprawnym prowadzeniu wojny w Afganistanie w znacznej mierze są przez Amerykanów przypisywane Rumsfeldowi. Media, a tym samym obywatele USA wiedzą o tej operacji tyle, ile chce im powiedzieć sekretarz obrony. Konferencje z udziałem Rumsfelda, zwanego przez dziennikarzy Rummym, ogląda na żywo ponad 800 tys. osób - to w USA liczba duża jak na wystąpienia przedstawiciela administracji. Podczas gdy towarzyszący Rumsfeldowi generałowie z połączonych sztabów amerykańskich sił zbrojnych mówią o "eliminacji sił przeciwnika" bądź (częściej) o "zniszczeniu celów", sekretarz obrony otwarcie mówi o "zabijaniu". Zapytany, czy mógłby coś powiedzieć na temat tajnych aspektów operacji w Afganistanie, Rumsfeld ripostuje: "Mógłbym, ale nie powiem". Podobnie stanowczo zachowuje się podczas spotkań gabinetu. Zdarzyło się, że - za zgodą prezydenta - wyprosił z ważnych narad doradców, których obecność uznał za zbędną. Nie przysparza mu to popularności wśród niższych urzędników administracji. W walce o dostęp do informacji między mediami a administracją Rumsfeld jednak zwycięża, ponieważ ma za sobą większość Amerykanów. Są oni przekonani, że bezpieczeństwo oddziałów w polu walki jest ważniejsze niż prawo społeczeństwa do informacji.

Rakietowe Pearl Harbor
Mianowanie Donalda Rumsfelda sekretarzem obrony było ze strony George’a W. Busha ukłonem w stronę konserwatystów, którzy w wyborach prezydenckich 2000 r. byli języczkiem u wagi. Nowy prezydent wyciągnął wnioski z doświadczeń swego ojca, który przegrał wybory na drugą kadencję, bo konserwatyści nie wybaczyli mu złamania przedwyborczych obietnic (słynne: "Czytaj z moich ust - nie będzie nowych podatków"). Bush junior uczynił stworzenie tarczy antyrakietowej jednym z kluczowych tematów kampanii, a poźniej podstawowy element programu politycznego. Dlatego Rumsfeld był naturalnym kandydatem na stanowisko sekretarza obrony. W 1998 r. przewodniczył specjalnej komisji Kongresu (nazwanej zresztą jego imieniem), powołanej do zbadania zagrożeń związanych z rozpowszechnianiem technologii rakietowej. Końcowy raport tej komisji był szokiem dla wielu "gołębi" w administracji Billa Clintona, przekonanych, że po zakończeniu zimnej wojny nic poważnego nie grozi USA. Okazało się, że "Stany Zjednoczone są wystawione na poważne zagrożenie ze strony zdumiewająco tanich i skutecznych systemów przenoszenia broni masowej zagłady", nad którymi pracują tzw. państwa hultajskie.
Wnioski komisji Rumsfelda potwierdziła w czerwcu 1998 r. północnokoreańska próba trójstopniowej rakiety balistycznej oraz próby atomowe Indii i Pakistanu. Za każdym razem (podobnie jak 11 września) zawiódł amerykański wywiad. "Już samo istnienie takich systemów broni na ziemi powinno całkowicie zmienić ton dyskusji w Białym Domu i Departamencie Stanu" - ostrzegał Donald Rumsfeld przed "rakietowym Pearl Harbor". Rumsfeld dopiął swego - po objęciu władzy w Białym Domu Bush przyspieszył prace nad stworzeniem tarczy antyrakietowej.

Taktyka Rumsfelda
Udana kampania w Afganistanie przezwyciężyła panujące od czasu wojny w Wietnamie i spotęgowane przez tragicznie zakończoną misję w Somalii obawy przed użyciem amerykańskich sił lądowych do osiągnięcia celów politycznych. Taktyka zastosowana na Bałkanach i udoskonalona podczas operacji w Afganistanie, opierająca się na miażdżącej przewadze amerykańskiego lotnictwa i sił rakietowych zdolnych precyzyjnie i z dużej odległości ugodzić w najważniejsze cele, okazała się skuteczna. Coraz głośniej mówi się o tym, że tę taktykę, przypisywaną właśnie Rumsfeldowi, można by zastosować wobec Iraku i innych państw z czarnej listy sponsorów terroryzmu.
Przy okazji sukcesów politycznych Rumsfelda przypomniano, że świetnie radził on sobie w interesach. Po odejściu z administracji Forda dorobił się milionów w sektorze farmaceutycznym. Jego majątek szacowany jest, w zależności od wahań kursów posiadanych przez niego akcji przedsiębiorstw internetowych, biomedycznych i farmaceutycznych, na 50-210 mln dolarów.


Więcej możesz przeczytać w 3/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0