Teatr Putina

Teatr Putina

Dodano:   /  Zmieniono: 
Breżniew żyje! - takie wrażenie można było odnieść podczas wizyty prezydenta Władimira Putina w Warszawie
Prezydenta Rosji przyjmowano w naszym kraju jak przed laty sekretarzy partii komunistycznej 

Oto polską gubernię zaszczycił obecnością władca Kremla. Znowu mieliśmy nadzwyczajne środki ostrożności, setki agentów tajnych służb i wiernopoddańczą atmosferę. Zabrakło tylko - czyżby przez zapomnienie? - szpalerów złożonych z uczniów oraz pracowników państwowych firm i urzędów, spędzonych na trasę przejazdu gościa. Breżniew miał przynajmniej władzę nad komunistycznym imperium, a Związek Radziecki wpływy w kilkudziesięciu krajach świata. Putin jest zaś prezydentem kraju, który ma wprawdzie ogromne terytorium, ale jego PKB jest tylko o 34 proc. wyższy od polskiego. Skąd więc ta postawa zastraszonego wasala: zachwycającego się każdym gestem gościa, spijającego słowa z jego ust, potulnego i wdzięcznego za okazane łaski? Czyżby z przyzwyczajenia do satelickiego układu, w którym jaśniało tylko jedno słońce - na Kremlu? Jakże inaczej zachowywał się Lech Wałęsa: pewny poparcia społeczeństwa, suwerenny, równorzędny partner Borysa Jelcyna.

Ludzki pan
Choć Władimir Putin odwiedził Polskę przejazdem - wracając z Paryża - został okrzyknięty gwiazdą sezonu. Kto wie, czy nie większą od prezydenta George’a W. Busha. 16 stycznia w Warszawie z Putinem mógłby konkurować chyba tylko papież. Kamery, sześciuset dziennikarzy, zatrzymany ruch uliczny i sparaliżowana stolica. W Poznaniu władze zakazują demonstracji garstce sympatyków Czeczenii, a wzmożone kontrole powodują, że przy wejściach na targi tworzą się gigantyczne kolejki. Prezydent Rosji króluje w programach informacyjnych wszystkich stacji radiowych i telewizyjnych. Wszędzie te same entuzjastyczne oceny: Europejczyk, miłośnik Mickiewicza, taki bezpośredni, miły, konkretny, wysportowany, słowiańska dusza, w dodatku pije tylko czerwone wino.
Po dwóch godzinach pobytu Putina w Sejmie na gwałt zaczęto odśnieżać dojście pod pomnik Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. Rosyjski prezydent złożył tam kwiaty. Spontaniczny gest czy precyzyjnie wyreżyserowany spektakl? Po godzinie rozmowy gość oczarował parlamentarzystów. "Prezydent Putin robi bardzo sympatyczne wrażenie" - zachwycał się Maciej Giertych z Ligi Polskich Rodzin. "Putin to nowy typ przywódcy" - wtórował mu klubowy kolega Antoni Macierewicz. "Wszyscy są pod wrażeniem bezpośredniości i klasy prezydenta Putina jako człowieka. Zdecydowanie odbiega bowiem od naszych wyobrażeń o tym, jak zachowują się rosyjscy politycy" - komplementował Donald Tusk, poseł Platformy Obywatelskiej, wicemarszałek Sejmu. Marek Borowski, marszałek Sejmu, nie krył oczarowania prezydentem Rosji. "Nasz prezydent powinien się uczyć od Putina patriotyzmu, bo ma go zero, a Putin powiedział, że o sprawy swego narodu i o gospodarkę trzeba walczyć!" - komentował zachwycony Andrzej Lepper, szef Samoobrony. Najbardziej - w telewizyjnych i radiowych wywiadach - rozpływał się nad cnotami gościa prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Tylko obserwatorzy z zewnątrz zachowali zdrowy rozsądek. - Putin uczy się politycznego marketingu i całkiem sprawnie go stosuje - uważa prof. Andrew Michta, politolog z Rhodes College w Memphis. Jeśli nawet złożenie kwiatów przed warszawskim pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego potraktować jak odruch chwili, to hołd ofiarom poznańskiego Czerwca chyba już nim nie był.

Sukces mniemany
Zastanawia niemal irracjonalna żądza sukcesu tej wizyty po polskiej stronie. Gospodarz, czyli Kancelaria Prezydenta, nadała jej wymiar porównywalny z pierwszą pielgrzymką papieża Jana Pawła II do Polski w 1979 r. A przecież podczas tej wizyty nie załatwiono niczego istotnego, co zauważył w bardzo trzeźwych komentarzach prof. Dariusz Rosati, członek Rady Polityki Pieniężnej, były minister spraw zagranicznych. Nie załatwiono więc kwestii dotyczących dostaw gazu, odszkodowań dla polskich ofiar stalinizmu (propozycja Putina, by Polacy występowali o odszkodowania na takich samych zasadach jak Rosjanie, nie jest warta rozważania), majątku po byłej RWPG, tzw. rosyjskich nieruchomości w Warszawie, otwarcia Cieśniny Pilawskiej, połowów na Morzu Ochockim, demilitaryzacji obwodu kaliningradzkiego czy zmian w rosyjskich programach nauczania historii.
Tymczasem prezydent Aleksander Kwaśniewski obwieścił, że wszystkie drzwi zostały otwarte, tabu przełamane, zaszłości wyjaśnione i teraz we wzajemnych stosunkach czeka nas świetlana przyszłość. Zaznaczył też, że jest już z prezydentem Putinem na "ty" - po prostu zostali przyjaciółmi. To nic, że przyjaciele (w końcu najbliżsi sąsiedzi) spotkali się po raz czwarty, podczas gdy z innym przyjacielem, kanclerzem Gerhardem Schröderem, Putin w ciągu dwóch lat prezydentury spotkał się już osiem razy, a z kolejnym, premierem Tonym Blairem - dziewięć.

Przystanek Polska
Dlaczego droga do przyjaciela wiodła przez Paryż? Wiele wskazuje na to, że Putin odwiedził Jacques’a Chiraca tylko po to, aby nie lecieć do Warszawy bezpośrednio. Z francuskim prezydentem rozmawiał krótko, a przyjęcie Francuzów dalekie było od atmosfery "tradycyjnej przyjaźni". Sam Chirac zadał niedelikatne pytanie o siedzącego w więzieniu dziennikarza Grigorija Paskę, a dziennikarzy nie interesował prozachodni kurs Kremla, tylko Czeczenia. Francuzi nie byli skłonni uwierzyć, że Czeczeni to bliscy przyjaciele bin Ladena. Zresztą wizyta Putina specjalnie nie zaintrygowała paryżan, nie licząc hałaśliwych demonstrantów przed Pałacem Elizejskim, na których obecność policja nie reagowała. Relacje mediów były skąpe. W wieczornym dzienniku France 3 News wizytę zilustrowano informacją o rosyjskich szwadronach śmierci grasujących w Czeczenii.
Przed przyjazdem rosyjskiego przywódcy francuski tygodnik "L’Express" zamieścił obszerną analizę - jak to nazwał - "demokracji sterowanej według Putina", a tygodnik "Le Point" opisał usuwanie z Kremla wszystkich, którzy kojarzą się z Jelcynem, i zastępowanie ich członkami ekipy Putina. Tymczasem w Polsce oczekiwano przełomu w kontaktach polsko-rosyjskich, na ogół entuzjastycznie oceniając przemiany w putinowskiej Rosji. Stąd już niedaleko do brania życzeń za rzeczywistość.

Jak uwieść Warszawę
Pod koniec grudnia w "Moskowskich Nowostiach" ukazał się artykuł pod tytułem "Jak uwieść Warszawę" autorstwa Piotra Kretowicza, stażysty Carnegie Council w Nowym Jorku. Kretowicz napisał, że aby przełamać lody w stosunkach z Warszawą, trzeba wykonać gest porównywalny z pamiętnym przyklęknięciem Willy’ego Brandta. Mimo polskich sugestii niczego takiego w programie wizyty nie uwzględniono, chociaż jesienią ubiegłego roku Putin nie miał oporów, by w Helsinkach uczcić pamięć marszałka Mannerheima, krnąbrnego Fina, który w 1940 r. ośmielił się sprzeciwić Stalinowi.
- Gdyby Putin nadal uparcie omijał Warszawę, w jego strategii zbliżenia z Zachodem powstałaby luka. W końcu Polska z punktu widzenia Rosji leży na zachodzie nie tylko w sensie geograficznym - uważa Leopold Unger, publicysta "Le Soir". Najwyraźniej demonstracyjne omijanie Warszawy "za karę" po "zdradzie braci Słowian" nie ma już sensu i po prostu się nie opłaca. Zwłaszcza jeśli Moskwie zaczęło zależeć na ociepleniu kontaktów z Zachodem, także z NATO.
- Przesadą byłoby twierdzenie, że Putin układa stosunki z Polską zgodnie z sugestią Ameryki, ale poprawa tych relacji na pewno nie jest wbrew stanowisku Waszyngtonu - przekonuje prof. Andrew Michta.
- Ta wizyta nie jest jeszcze przełomem, ale niewątpliwie jest nowym początkiem. Polityka Putina zasługuje na docenienie. Nie można jednak wpadać w euforię i tracić z pola widzenia sprawy najważniejszej: bezpieczeństwa i niezależności Polski. Nasz kraj nie jest już zagrożony militarnie, ale nadal jest uzależniony od dostaw surowców energetycznych - uważa Jan Nowak-Jeziorański. Tym bardziej że rejestr trudnych spraw po wizycie pozostał równie długi jak przed nią. W 1993 r. "otwartość na trudne problemy" demonstrował w Warszawie również Borys Jelcyn. Wynikło z tego niewiele.

Polityczny biznes
Złudzeniem jest przekonanie, że Rosjanom zależy na likwidacji ogromnego deficytu (ponad 3,5 mld USD) w obrotach handlowych z Polską, mimo kurtuazyjnych dekla-racji Putina. Prawdziwym sprawdzianem dobrej woli Rosjan pozostaje nadal umowa o ochronie wzajemnych inwestycji. Bez niej rozruszanie polskiego eksportu do Rosji będzie trudne. Tymczasem projekt odpowiedniej ustawy od dawna tkwi w Dumie Państwowej i - zdaniem ekspertów - tkwić będzie jeszcze długo.
Atmosferę wzajemnych stosunków ekonomicznych miało poprawić Forum Ekonomiczne Polska - Rosja z udziałem dwustu biznesmenów przywiezionych przez Władimira Putina. Forum odbyło się już po raz drugi, ale niewielu uczestników potrafiło sobie przypomnieć, co pozostało z pierwszego.
I tym razem skończyło się na sporządzeniu rejestru "tego, co politycy powinni załatwić", a dla wielu uczestników najbardziej liczyła się możliwość znalezienia się w prezydenckich świtach, bo to ułatwia prowadzenie interesów z państwem - własnym. Żadne z podpisanych przy okazji porozumień gospodarczych nie miało istotnego znaczenia. Na osłodę podpisano umowę o wspólnej (z firmą Sobiesława Zasady) produkcji autobusów w obwodzie kaliningradzkim.
Na rezultaty forum nie oglądają się przedsiębiorcy, którzy chcą robić interesy na własny rachunek, bez kurateli państwa. Firma Atlas otwiera koło Moskwy nową fabrykę. Huta Stalowa Wola zdołała w ostatnich dwóch latach zwiększyć eksport maszyn do Rosji o ponad 70 proc. Nieźle idą w Rosji interesy poznańskiej Centry. Dziś 90 proc. eksportu do Rosji wypracowują małe i średnie firmy. One nie czekają na gwarancje rządowe i zapewnienia o przychylności prezydentów. - Rosyjski rynek ma swoją specyfikę i aby zrobić tam interes, nie wystarczy kilka telefonów i jedna podróż do Moskwy - mówi dobrze znający rosyjskie realia Mieczysław Wilczek.
- Trzeba też przełamywać stereotypy. Rosyjski system bankowy szybko się unowocześnia, a sądy gospodarcze działają lepiej niż w Polsce. Mit o możliwości sprzedawania w Rosji bubli trzeba włożyć między bajki.

Zając między niedźwiedziami
- Można mówić o rozmrażaniu stosunków, ale naiwnością jest oczekiwać na przełom - ocenia wizytę Putina w Warszawie Wiaczesław Nikonow, szef Fundacji Polityka. - Polityka polska jest skierowana na Zachód, więc Polska ma ograniczone pole manewru w kwestiach polityki wschodniej. Zdaniem Nikonowa, z Polską można rozmawiać o konkretach, na przykład o kwestii Kaliningradu i sprawach gospodarczych. - W pozostałych sprawach Warszawa i tak będzie się konsultowała z Brukselą i Waszyngtonem - dodaje szef Fundacji Polityka.
- Nie zapominajmy, że Polska w oczach Rosji to nadal zając między niedźwiedziami - mówi prof. Wojciech Materski, wicedyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN. Aby dokonała się zauważalna zmiana, najpierw musiałoby się zmienić nastawienie Rosjan do Polski i pozostałych dawnych wasali z Europy Środkowej. Tymczasem ponad połowa uczestników przeprowadzonej właśnie sondy radia Echo Moskwy uważa, że Rosja nie powinna płacić odszkodowań polskim ofiarom sowieckich represji.
- To dobrze, że rosyjskie władze dostrzegły, iż na drodze do Paryża i Berlina leży Warszawa. Jest jednak zupełnie zrozumiałe, że Rosji bardziej zależy na stosunkach z Ameryką czy zachodnią Europą niż z Polską - tłumaczy Konstantin Kosaczow, wiceprzewodniczący komisji spraw międzynarodowych Dumy. - Przełom? Raczej neutralna normalizacja - ocenia prof. Materski. - Putin otwiera Rosję na Zachód. Tam są prawdziwe konfitury: kredyty, inwestycje. Wątpię, czy cokolwiek, co moglibyśmy nazwać prawdziwym przełomem, naprawdę dokona się w ciągu najbliższych miesięcy lub nawet lat.
I nie zależy to wcale od przyjmowania Putina w Polsce w stylu epoki Breżniewa.
Więcej możesz przeczytać w 4/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0