Z Życia koalicji i Życia opozycji

Z Życia koalicji i Życia opozycji

Dodano: 
Rządowi Leszka Millera stuknęło sto dni
Z życia koalicji
Na razie nędza, lecz prawdziwych Millerów poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale jak kończą. Za swój największy sukces lider SLD uznał to, że w czasach biedy i oszczędzania jego rząd jest najmniejszy. No, tu przesadził. Premier rzeczywiście jakiś kieszonkowy, ale Pol czy Kalinowski to przecież chłopy na schwał!

A rządu przybywa. Podobno Barbary Piwnik jest mniej o całe pięć kilo, ale za to Wiesława Kaczmarka jest więcej. Jak na nasze oko, to z dziesięć kilo więcej.
PS Gdyby Ministerstwo Skarbu chciało to sprostować, to my już sami odszczekujemy, że minister wcale nie przytył, jeno mu się koszula na brzuchu wygła.

A koalicji ubywa... O Firaka Witolda, posła SLD, ubyło. Witold, niebożę, poszedł w ślady swego kolegi klubowego Bronisława Cieślaka, który po choinkę pod prąd chodnikiem pruł, i Tomasza Mamińskiego, co to "Heil Hitler!" do cudzoziemca wykrzykiwał. Ale zachował się grzecznie i jak zaniemógł, to się zamknął w pokoju i tylko marszałka Borowskiego wpuścił. I za to go SLD z klubu wyrzucił. Morał: jak już chłopaki zabańczycie, to za kierownicę i dalej obsobaczać cudzoziemską hołotę, po chwacku, a jak! SLD mięczaków nie lubi.

...i ubywa. Witos XXI wieku, czyli Roman Jagieliński (najpierw PSL, a teraz jakaś kanapa, chyba PLD, ale kto by miał głowę do tych nazw), chce wystąpić z klubu SLD, z którego został posłem. Chciał wystąpić razem z Tomaszem "Heil Hitler!" Mamińskim (emeryci z KPEiR) i Janem Klimkiem (SD, nie mylić z SB), ale ci dwaj się rozmyślili. A szkoda, bo mogłoby powstać koło PLDKPEiRSD.

Już był w ogródku, już witał się z gąską, już miał być ministrem od propagandy proeuropejskiej, już gazety o tym pisały, a tu gucio - Sławomir Wiatr nadal Polaków do niczego nie namawia. Eee tam, widzisz sam, Sławek, że z tymi komunistami to tak zawsze jest: z dużej chmury mały Wiatr.

Europą ma się za to zajmować na całego Józef Oleksy. I to nie u nas, ale tam, u nich, za euro jadać i pijać, i po europejsku gadać. Chodzi o to, że Unia Europejska sobie jakiś konwent funduje czy jakieś inne licho. SLD wyniuchało okazję i chce tam Oleksego pchnąć, bo w Warszawie bruździ. Były premier wolałby być kimś ważnym u nas, ale w ostateczności może się zgodzić. Panie Józefie, niech się pan cieszy, Albina Siwaka swego czasu do Libii zesłali.

Chodzenie na mszę to jednak bardzo polityczne zajęcie. Na przykład Jolanta Kwaśniewska pojawiła się na mszy w Zakopanem, i to na mszy za Ojczyznę. Czyli wszystko OK. Tyle że msza była zamówiona przez... Ligę Polskich Rodzin. I chryja. Ale o co te wrzaski?! Toż pani prezydentowa jak najbardziej z polskiej jest rodziny!

Głupia sprawa, ale Jerzy Jaskiernia chyba nie zostanie sekretarzem generalnym SLD. Na razie jest nim Krzysztof Janik, lecz od chwili gdy został ministrem, nie ma czasu na takie głupoty i miał go Jaskiernia zastąpić. Tylko że podobno Jaskiernia się nie nadaje, bo boi się podjąć jakąkolwiek decyzję. Mogli to przewidzieć, w końcu to sami ministrowie rozpowiadają, iż Jaskiernia taki bojący, że nawet do PZPR zapisała go mamusia.

No to do wyborów samorządowych w czerwcu sekretarzem będzie Janik, ale ciągle szukają następcy. Ma być energiczny, pracowity, inteligentny, błyskotliwy i dowcipny. Nie ma rady, muszą nas wziąć.

Albo i nie muszą. Może wezmą Michała Tobera, bo jak plotkują w Sejmie, SLD-owcy go nie znoszą i chętnie by się go pozbyli z rządu. Strasznie nam głupio, bo to myśmy te głupie historie o psie (że go Tober służbową lancią wozi) ujawnili. Michał, nie przejmuj się, my Cię przygarniemy. I możesz nawet z psem do roboty przychodzić.

Z życia opozycji
Andrzej Gelberg zrezygnował z kierowania "Tygodnikiem Solidarność". Trzeba szczerze powiedzieć, że misja Gelberga zakończyła się porażką.
Mimo wielokrotnych prób ukatrupienia pisma (przeprowadzanych nie bez talentu i morderczej konsekwencji) "Tysol" żyje. Naczelny odniósł jednak pewne sukcesy: konający tygodnik marzy o emigracji. Do Holandii, gdzie eutanazja jest legalna.

Platformie Obywatelskiej stuknął roczek. Podsumowując jej historyczne dokonania, warto poszukać inspiracji w słowach Winstona Churchilla (to człowiek, który po angielsku mówił nawet lepiej od Olechowskiego, a whisky wlewał w siebie więcej niż..., zresztą, mniejsza o to). A zatem: jeszcze nigdy tak wielu nie zawiodło się tak bardzo na tak nielicznych.

Różnych różnie rozczarowuje ta platforma. "Gazeta Wyborcza" chlipie, że kiedyś unia poratowała liberałów w biedzie. A teraz? "Czy ktoś słyszał, żeby dziś PO wystąpiła z jakąkolwiek propozycją wobec UW?". Historia najnowsza przyniosła światu wiele niegodziwości i zbrodni. Ale jednej nie powinniśmy zapomnieć nigdy: krzywdy wyrządzonej profesorowi Geremkowi przez tych gówniarzy liberałów.

Trochę ploteczek. Jak wiadomo, Jana Maria Rokita zerwał z SKL i jest w platformie. Natomiast jego bardzo sympatyczna żona Nelly nie zerwała i u ludowców została. Wszyscy widzą w tym jakiś podstęp: że będzie szpiegować albo doklejać Balazsowi włosy do golonek w kapuście, albo jeszcze coś gorszego. Ale my kobiety znamy jak mało kto i wiemy, że im się po prostu bez chłopów ckni. Ot i cała tajemnica.

Już wiemy, dlaczego nie możemy zrozumieć Leszka Millera. Bo nie mówi po polsku, tylko po retorycku. Sami byśmy na to nie wpadli, bośmy ciemni, ale oświecił nas Władysław Frasyniuk - lider partii, która specjalizuje się w oświecaniu. Stwierdził mianowicie: "Język, którego używa premier, to wyłącznie retoryka". Ładnieś go Pan, Panie Władku, obnażył. A ta retoryka to co właściwie? Jakaś odmiana esperanto?

Wszystko to absolutnie czystą i bezbłędną polszczyzną Władysław Frasyniuk powiedział w Szczecinie. Tamże - na lokalnym zjeździe swej Unii Wolności - opowiedział się za zbudowaniem szerszego obozu prawicy. Jak Frasyniuk mówi takie rzeczy, to może oznaczać tylko jedno: będą prawicowców w obozach zamykać.

Polski parlamentaryzm się rozwija. Dowodem na to jest postęp w dziedzinie okupowania mównicy. W zeszłej kadencji bidula Gabriel Janowski trwał na trybunie samotnie i wiele nie zwojował. Teraz w okolicy sejmowych mikrofonów okopała się malownicza grupa posłów Samoobrony. Zejść nie chcieli, za to swój protest wzmocnili elementami choreograficznymi (przytupy i przyklaski). Piękne to było bardzo, aż się marszałek Borowski wzruszył i podziękował im za występ. Chłop potęgą jest i basta!

Oprócz występów były także na mównicy modlitwy. Modliła się posłanka LPR Anna Sobecka. Z tej sejmowej trybuny to się prawdziwa trybuna ludu robi.

Uuuu! Lipa! Za wcześ-nie pochwaliliśmy Leppera i jego partię. Liczyliśmy, że jak mu będą odbierać immunitet, to da czadu i coś powie fajnego. A on nudził i nudził, ględził i ględził. Kasa powinna zwrócić za bilety.

Z tego całego odbierania immunitetu dwie rzeczy tylko dla potomnych zachować należy. Pierwsza jest taka: wydało się, że Lepper ma na drugie Zbigniew, co może wpłynąć na jego dalsze losy. Są już precedensy. Jak się rozeszło, że Leonardowi di Caprio mama dodała jeszcze imię Adolf, od razu mu seksapil wyparował.

I rzecz druga. Lepper ogłosił, że Leszek Balcerowicz to zbrodniarz. W związku z tym Samoobrona zwróci się do organizacji międzynarodowych, żeby go osądziły za ludobójstwo. Zachodzimy w głowę, co to mogą być za międzynarodowe organizacje. Może Międzynarodówka Komunistyczna? Hop! Hop! Jest tam jeszcze która?!
Okładka tygodnika WPROST: 5/2002
Więcej możesz przeczytać w 5/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0