Jezuici XXI wieku

Jezuici XXI wieku

Dodano: 
Liberałowie w Kościele katolickim?
Opus Dei w Polsce wychodzi z podziemia

W dodatku tacy, których poglądy są dość bliskie ideom Friedricha von Hayeka i Miltona Friedmana i bardzo się różnią od przesłania encykliki Jana Pawła II "Laborem exercens"? Tacy są właśnie członkowie Opus Dei (Dzieła Bożego), konserwatywnej kuźni kadr. W Europie - także w Polsce - są obrzucani epitetami, bo ośmieszają lewicową retorykę, sprzeciwiają się "dyktaturze redystrybucji". Swoje liberalne koncepcje wprowadzali w życie we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Chile i Argentynie. Wielu uważa się za twardych monetarystów.Po 13 latach działalności w Polsce Opus Dei porzuca wizerunek organizacji na poły konspiracyjnej. - Tak, jestem członkiem Opus Dei - przyznaje Waldemar Gasper, były prezes Telewizji Familijnej. W kręgu oddziaływania dzieła pozostają Wiesław Walendziak (poseł PiS), Maciej Srebro (były minister łączności), Jerzy Polaczek (poseł PiS), Marek Jurek (poseł PiS), Kazimierz M. Ujazdowski (poseł PiS) i Jarosław Sellin (członek KRRiTV). Przyznają, że uczestniczą w spotkaniach Opus Dei. Jeden z domów dzieła znajduje się blisko Sejmu. To tam przychodzi około 15 posłów z różnych ugrupowań, kilkunastu bankowców, maklerzy.


Hiszpańska droga
Pracownicy Boga

Gdy 26 czerwca 1975 r. umierał twórca Opus Dei Josemaria Escrivá de Balaguer, jego organizacja liczyła 60 tys. osób. Obecnie w szkołach, instytucjach naukowych, przedsiębiorstwach, redakcjach, rozgłośniach i wytwórniach filmowych pracuje 90 tys. członków prałatury Opus Dei. Do związków z organizacją przyznają się m.in. ministrowie i parlamentarzyści Austrii, Włoch, Portugalii, Hiszpanii,Chile, Argentyny, Brazylii, Peru, a także członkowie Parlamentu Europejskiego. Powiązań z Opus Dei nie kryje Jacques Santer, były przewodniczący Komisji Europejskiej.Kilkanaście lat temu w otoczeniu Jana Pawła II doliczono się około stu członków i protektorów dzieła. Na przykład w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych działali wówczas Alvaro del Portillo, ówczesny prałat Opus Dei, i Javier Echevarria Rodriguez, dziś prałat dzieła, a w Papieskiej Radzie Środków Przekazu Społecznego rzecznik prasowy Watykanu Joaquin Navarro-Valls.Opus Dei miało ogromny wpływ na reformę społecznego nauczania Kościoła. Wobec kryzysu państwa opiekuńczego oraz sukcesów neoliberalnych reform Margaret Thatcher i Ronalda Reagana bardziej przekonująco zaczęły brzmieć argumenty tych katolickich myślicieli społecznych, którzy jak ksiądz Richard Neuhaus, Michael Novak czy George Weigel zwracali uwagę na zbieżność kapitalizmu z chrześcijańską wizją człowieka jako istoty twórczej, wolnej i odpowiedzialnej.Zdaniem Vittorio Messoriego, autora głośnej książki "Śledztwo w sprawie Opus Dei", istnieje coś, co można nazwać stylem Opus Dei. Związani z organizacją księża zawsze noszą eleganckie sutanny lub czarne ubrania z koloratką. Z kolei świeccy działacze są z reguły solidnie wykształceni, odznaczają się dobrymi manierami i noszą świetnie skrojone ubrania.
Polscy członkowie Opus Dei chcą powtórzyć drogę hiszpańskich współbraci. To oni w największym stopniu przeprowadzili Hiszpanię od gospodarki zetatyzowanej z czasów gen. Franco do wolnorynkowej. - Politycy związani z Opus Dei, przede wszystkim Navarro Rubio i Alberto Ullastres, zyskali wpływ na gospodarkę Hiszpanii dzięki protekcji admirała Luisa Carrero Blanco, "prawej ręki" gen. Franco - mówi dr Paweł Skibiński, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego. Hiszpańscy katolicy chętnie wiązali się z Opus Dei, gdyż żadne inne środowisko nie podkreślało tak bardzo wolności osobistej i społecznej oraz potrzeby osobistej odpowiedzialności. W latach 70. i 80. Opus Dei skupiło najbardziej liberalną część hiszpańskich elit. Osoby z tego środowiska objęły potem stanowiska w prawicowym rządzie José Marii Aznara (do związków z Opus Dei przyznaje się sześ-ciu ministrów). Członkowie dzieła zawsze podkreślają, że w działalności publicznej nie reprezentują instytucji, do której należą.
Najważniejsze są wpływy Opus Dei w hiszpańskiej gospodarce. Menedżerowie wykształceni w prowadzonych przez Dzieło Boże uniwersytetach (na świecie jest ich 19) zajmują około 3 tys. wysokich stanowisk w hiszpańskich bankach, przedsiębiorstwach, dyplomacji, na giełdzie, w firmach uezpieczeniowych. Polscy członkowie i sympatycy Opus Dei mogą się kształcić na tych samych uczelniach (najbardziej znany jest Uniwersytet Nawarry). Obecnie studiuje tam około dwustu osób z Polski. Korzystają one ze stypendiów fundowanych przez Opus Dei (po studiach rozpoczną staże w firmach i instytucjach, w których dzieło ma największe wpływy). Na tych uczelniach wykładają także biskupi z Polski: w Rzymie na Uniwersytecie św. Krzyża zajęcia prowadzi biskup Tadeusz Pieronek, a w Madrycie wykładał abp Józef Życiński. Ks. Piotr Prieto, wikariusz regionalny dzieła w Polsce, nie ukrywa, że chciałby, by również w Polsce powstała szkoła wyższa prowadzona przez Opus Dei (na razie dzieło dysponuje kilkoma akademikami, m.in. w Warszawie i Krakowie).



Pierwsza kadrowa
Jerzy Polaczek poseł Prawa i Sprawiedliwości

Na pierwsze spotkanie Opus Dei przyprowadziła mnie osoba, którą znałem od ośmiu lat i nie wiedziałem, że jest związana z dziełem. Na takie spotkania nie zaprasza się na zasadzie: "Przyjdź do nas, bo coś ci oferujemy". Zaproszenie kierowane jest do różnych ludzi po to, aby mogli zweryfikować swoje postawy życiowe, a także opinie na temat dzieła. Sam korzystam z jego propozycji formacyjnych. Opus Dei przypomina zwykłym ludziom - a zwykłymi ludźmi są także politycy - że trzeba nieustannie nad sobą pracować. Dzięki dziełu uczę się, jak dobrze gospodarować czasem, jak dobrze wykonywać swój zawód. Opus Dei jest znakiem obecnego czasu, daje świadomość wewnętrznej wolności. Nikt tam nie czuje się niesamodzielny. Na spotkania dzieła przychodzą ludzie ze wszystkich środowisk, to nie jest tylko oferta dla elit. Pojawia się niewielu polityków, za to z kilku klubów parlamentarnych.
Polskie Opus Dei jest wciąż organizacją kadrową. Liczy około dwustu członków, czyli numerariuszy i supernumerariuszy. W kręgu jego oddziaływania znajduje się ponad tysiąc osób, które uczestniczą w spotkaniach formacyjnych i wspierają dzieło. - Opus Dei nie prowadzi duszpasterstwa masowego: stawia na jakość, nie na ilość. Tu chodzi raczej o kształtowanie elit chrześcijańskich, choć z pewnością nie ma żadnego założenia, że muszą to być ludzie z "górnej półki" - mówi Marcin Przeciszewski, szef Katolickiej Agencji Informacyjnej, sympatyk dzieła.Otwarte mówienie o przynależności do Opus Dei czy wspieraniu tej organizacji - jak w wypadku Waldemara Gaspera czy Jerzego Polaczka - jest w Polsce nowością. Dotychczas o dziele publicznie wypowiadali się tylko członkowie nie pełniący publicznych funkcji. Opus Dei pokazywało w ten sposób, że jest także otwarte na przeciętnych ludzi, takich jak Erhard Gasda (typowy Ślązak), Joanna Piliszek, gospodyni domowa z Warszawy (z wykształcenia fizyk) czy Roman Polak, mechanik samochodowy prowadzący własny warsztat (jego córki są numerariami). Gasda przyznaje, że wśród członków i sympatyków organizacji jest sporo osób publicznych, głównie przedstawicieli prawicy. Dotychczas unikali oni publicznych wystąpień, żeby nie zachęcać do spekulacji o quasi-masońskim charakterze organizacji. - Opus Dei określa się jako paramasonerię w Kościele, ale to jest kompletne nieporozumienie. Dzieło jest środowiskiem formacyjnym, którego działalność ogranicza się do dostarczenia dobrej formacji chrześcijańskiej, w której chodzi przede wszystkim o ukoronowanie fachowości - mówi Marcin Przeciszewski. Przeciszewski przyznaje, że Opus Dei odgrywa ważną rolę na świecie. Wynika to głównie z kultu profesjonalizmu w szeregach dzieła. -Menedżerowie należący do Opus Dei są równie sprawni jak najlepsi maklerzy czy bankowcy w Nowym Jorku, ale nie rozprasza ich światowe życie. Potrafią zarabiać duże pieniądze i jednocześnie powstrzymać się od ich konsumowania - opowiada Rafael Gomez Perez, autor książki "Dzieło Boga".

Wszystko dla szefa

O członkach Opus Dei mówi się, że to "katolicki klub dla bogatych". Liberalna prasa określa ich mianem "mistyków w świetnie skrojonych garniturach i dobrze dobranych krawatach". Dziennik "Le Figaro" nazwał ich "jedynymi prawdziwymi protestantami dzisiejszych czasów". Członkowie Opus Dei lubią o sobie mówić, że chodzą na "krótkiej smyczy Pana Boga". Są nauczeni ciężkiej pracy, punktualności, rzetelności, dyscypliny. Mają być skuteczni - jak swego czasu jezuici. Ludzie biznesu należący do Opus Dei często rezygnują z wyszukanej konsumpcji i odmawiają sobie wygód, ale za wszelką cenę bronią liberalnego kapitalizmu - zgodnie z zasadą, że "równość jest synonimem niesprawiedliwości".
Josemaria Escrivá de Balaguer, założyciel Opus Dei, w swojej najpopularniejszej Książce "Droga" pisał: "Katolicy przez wiele stuleci mówili to, co należało powiedzieć. Teraz powinni robić to, co mają do zrobienia: dobre koleje, rentowne fabryki, grzeczną i sprawną obsługę w sklepie. Róbcie to, do czego macie zawodowe skłonności. Bóg tego chce. I niczego więcej. Właśnie tego - dobrego adwokata, inżyniera, czyścibuta, hodowcy, rybaka (...). To jest droga świętości. Temu, kto ma uzdolnienia, aby się stać wybitnym uczonym, nie wybaczymy, jeśli nie zdobędzie światowego sukcesu!". Brzmi to jak liberalny manifest Johna Stuarta Milla.Jest paradoksem, że liberałowie z Opus Dei cieszą się wielkim poparciem Jana Pawła II, którego poglądy na gospodarkę bardzo się różnią od koncepcji monetarystów należących do dzieła. Członkiem Opus Dei jest m.in. rzecznik Stolicy Apostolskiej Joaquin Navarro-Valls. Rafael Gomez Perez uważa, iż Jan Paweł II ma świadomość, że tylko tacy katolicy jak "mistycy w garniturach" mogą stawić czoło postępującej sekularyzacji. Że to oni przejmą przywództwo w Kościele XXI wieku, że to oni zapewnią Kościołowi trwanie.



Dzieło Boże

Opus Dei to wewnątrzkościelna struktura, do której w ponad 60 krajach należy około 84 tys. osób - świeckich i duchownych. Wielokrotnie więcej sympatyzuje z dziełem. Do 1982 r. Opus Dei było kościelnym stowarzyszeniem świeckim. W 1982 r. stało się pierwszą w Kościele prałaturą personalną, czyli diecezją, która nie obejmuje określonego terytorium, ale grono osób. W Opus Dei nie składa się ślubów, wzajemne związki regulowane są na mocy umowy prawnej - prałatura zobowiązuje się rozwijać duchowość, kształcić wstępującego. Członkowie mają zaś obowiązek żyć zgodnie z określonymi wymaganiami, przestrzegać rozkładu dnia, obejmującego uczestnictwo we mszy i modlitwę. Poza tym raz w tygodniu powinni przystępować do sakramentu pokuty u stałego spowiednika i bronić zasad moralności katolickiej, gdziekolwiek się znajdą. Członkowie prałatury nie ukrywają przynależności do dzieła, choć też jej nie manifestują. W Polsce Opus Dei działa od 1989 r. Ośrodki dzieła znajdują się w Warszawie, Krakowie i Szczecinie. W Warszawie dzieło posiada 5 domów, a w Woli Bożej koło Mińska Mazowieckiego znajduje się ośrodek formacyjny.
Więcej możesz przeczytać w 11/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0