Garb historii

Garb historii

Stwórzmy we Wrocławiu międzynarodowe centrum przeciw wypędzeniom
"Człowiek powinien stale dbać
o naprawianie swoich przyjaźni"
Samuel Johnson


Trwa dyskusja wokół wrocławskiego (lub berlińskiego) centrum przeciwko wypędzeniom. Przewodnicząca Związku Wypędzonych Erika Steinbach proponuje, by stworzyć je w Berlinie. Ta lokalizacja stwarza - niestety - ryzyko redukcji zjawiska wypędzenia do niemieckiego wymiaru cierpień i przemilczenia jego historycznego kontekstu. Głównymi ofiarami przymusowej powojennej wędrówki ludów mogliby się okazać tylko Niemcy. Szkoda, że tę inicjatywę wsparła frakcja CDU/CSU, łamiąc niegdysiejszy konsensus niemieckiej klasy politycznej i jej dystans wobec żądań jastrzębi. Sensownie wystąpił Markus Meckel z SPD, proponując urządzenie centrum wspólnym wysiłkiem Niemców, Polaków i Czechów nie w Berlinie, lecz we Wrocławiu.
Dlaczego Meckel? Bo były wschodnioniemiecki dysydent, protestancki duchowny i od dwunastu lat poseł do Bundestagu przyznaje się do tradycji listu polskich biskupów i polskich oraz niemieckich działań na rzecz pojednania (im bardziej szlachetnych, tym bardziej w NRD i PRL tępionych). Przyznaje się wreszcie do tej samej tradycji, w jakiej osadzony był rzeczowy i pogłębiony dialog historyków i polityków Niemiec i Polski, prowadzony pod auspicjami Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana w połowie lat 90. Ten dialog zaowocował m.in. wspólnym wystąpieniem polskich i niemieckich posłów średniego pokolenia. "Łaska późnego urodzenia" sprawiła, że pojawiliśmy się na tym poplątanym świecie już po wojnie - ani wypędzeni, ani wypędzający, a mimo to nadal niesiemy "garb historii", o którym tak przejmująco mówił kiedyś prezydent von Weizsäcker.
Podpisuję się oburącz pod projektem stworzenia centrum we Wrocławiu. Dlaczego tam? Bo właśnie z Wrocławia i do Wrocławia byli przeganiani ludzie wbrew własnej woli, jedynie dlatego, że nad ich głowami odbywały się wielkie przeprowadzki granic. Tam, gdzie następowała koncentracja nieprawości na skalę historyczną, potrzeba znaku sprzeciwu wobec nieprawości i jej instrumentalnego zawłaszczania.
Nie każdy postawi na jednej płaszczyźnie "wypędzenia" Niemców z Wrocławia i "wysiedlenia" Polaków z Wilna i Lwowa, choć wszystkie ofiary tych działań zostały wyzute z domu, tradycji i własnej historii. Nie wolno jednak przemilczać związków między nazizmem (i stalinizmem), duchowym "pokaleczeniem" ofiar wojennych bestialstw i późniejszymi decyzjami poczdamskimi. Ludzka krzywda, niegodziwości popełnione już po wojnie (syndrom Łambinowic), a nade wszystko nadal zdarzające się w świecie przepędzanie ludzi jak bydła z miejsca na miejsce - to wszystko wymaga nie tylko dokumentowania i dialogu, ale także zbiorowego przeciwdziałania.
W innym razie przyzwalalibyśmy na kontynuowanie wysiedleń, czystek, zbiorowych jatek i nie kończącego się odgrywania za to, że ktoś wcześniej zachował się wobec nas nieludzko. Bałkańska rzeźnia, palestyńsko-żydowska spirala, Tutsi i Hutu. Samo życie. Tę tezę uznali także niemieccy partnerzy programu Fundacji Schumana, łącznie z najwyżej postawionymi działaczami Związku Wypędzonych. Kwestionowała ją zawsze rzeczona pani S., którą zresztą trudno zaliczyć do "wypędzonych" - urodziła się w czasie wojny koło Gdyni, gdzie "służbowo" znalazł się jej ojciec, hitlerowski podoficer.
Stąd apel, prośba i zachęta. Stwórzmy we Wrocławiu międzynarodowe centrum przeciw wypędzeniom. Zaprośmy tam osoby symbolizujące ofiary różnych wypędzeń, wysiedleń i czystek. Z polskiej strony z prośbą o patronowanie przedsięwzięciu zwróćmy się do kardynała Gulbinowicza i Jacka Kuronia. Dlaczego akurat do nich? To wilniuk i lwowiawin, wypędzeni z własnych ojcowizn, a mimo to umiejący pozostać sobą. Ludzie kryształy, rozumiejący dramat biedy i wyłączenia, mający ewangeliczny dar wybaczania i "naprawiania przyjaźni" ponad zawijasami historii, a zarazem nie ulegający pokusie fałszywego kompromisu kosztem świętych dla nich zasad. To ich przewaga nad Erikami Steinbach.
I niechby to była przewaga projektu wrocławskiego nad berlińskim.
Okładka tygodnika WPROST: 14/2002
Więcej możesz przeczytać w 14/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0