Rozumu i odwagi

Rozumu i odwagi

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Włączenie się w proces globalizacji jest najskuteczniejszą metodą na zmniejszanie obszarów nędzy
Protesty antyglobalistów warto zderzyć z faktami. Dobrze temu służy jeden z ostatnich raportów Banku Światowego "Globalizacja, wzrost i bieda". Jest on podsumowaniem wielu badań naukowych. Autorzy tego dokumentu wskazują, że w ostatnich 130 latach mieliśmy do czynienia z trzema falami globalizacji, czyli otwierania się krajów na przepływy ludzi, towarów, kapitału i informacji.

I fala, czyli megamigracja
Pierwsza potężna fala globalizacji pojawiła się w latach 1870-1914. Rozwój transportu i redukcja ceł doprowadziły do podwojenia udziału eksportu w światowym dochodzie. Trzykrotnie wzrósł udział zagranicznego kapitału w relacji do dochodu ówczesnych rozwijających się krajów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Sześćdziesiąt milionów ludzi wyemigrowało z Europy - głównie do Ameryki Północnej i innych części Nowego Świata. Podobna grupa opuściła Chiny i Indie, kierując się do mniej zaludnionych krajów, takich jak Sri Lanka, Wietnam, Birma i Filipiny. W krajach objętych globalizacją zmniejszyło się zróżnicowanie dochodów i wzmocnił się wzrost gospodarki - w porównaniu z tymi częściami świata, do których globalizacja nie dotarła.
W okresie międzywojennym nastąpił regres globalizacji, zatriumfował protekcjonizm. Tempo wzrostu gospodarki światowej wyraźnie spadło, a zróżnicowanie dochodów zaczęło się zwiększać.
[ LIDERZY GLOBALIZACJI ]

II fala, czyli świat bez barier
Z drugą falą globalizacji mieliśmy do czynienia w latach 1950-1980. Objęła ona głównie bogate państwa Zachodu i polegała na usuwaniu barier handlowych między nimi. Większość krajów Trzeciego Świata pozostawała w okowach protekcjonizmu, starając się pod osłoną ceł rozwinąć krajowy przemysł. W państwach bogatych tempo wzrostu gospodarczego było zdecydowanie szybsze, a jednocześnie zmniejszyło się zróżnicowanie dochodów między tymi krajami. W biedniejszych krajach tempo rozwoju było słabsze i w efekcie zwiększyła się luka między nimi a bogatą Północą. Kraje te pozostały zależne od eksportu surowców i pozbawione - głównie z własnego wyboru - zagranicznego kapitału.

III fala, czyli polska szansa
Mniej więcej od 1980 r. świat objęła trzecia fala globalizacji, która trwa do dziś. Od drugiej odróżnia ją to, że wiele krajów Trzeciego Świata otworzyło się na handel międzynarodowy i napływ zagranicznego kapitału. Do liberalizacyjnej czołówki należą Chiny, Brazylia, Indie, Meksyk, Malezja, Tajlandia oraz niektóre kraje posocjalistyczne, w tym Węgry, Polska i państwa nadbałtyckie. W biedniejszych krajach objętych globalizacją, gdzie żyje około 3 mld ludzi, tempo wzrostu gospodarczego wzrosło z 1 proc. w latach 60. do 5 proc. w latach 90. Dzięki temu państwa te zaczęły zmniejszać dystans wobec bogatych krajów OECD. Natomiast kraje Trzeciego Świata, które pozostały poza nawiasem globalizacji - zdecydowana większość Afryki i Bliskiego Wschodu - pozostają coraz bardziej w tyle. Ich dochód w latach 90. wręcz spadał i odpowiednio rosły obszary nędzy.

Globalizacja, czyli bogactwo
Autorzy raportu nie znajdują ani jednego przykładu sukcesu gospodarczego strategii antyglobalizacyjnej; podają natomiast wiele przykładów gospodarczego awansu dzięki otwarciu się na świat. Nie znajdują oni także dowodów, że mogą powstać przedsiębiorstwa championy pod silną osłoną barier antyimportowych. W cieplarni trudno się zahartować. Te kraje Trzeciego Świata, które poszły drogą globalizacji, przestały być zależne od eksportu surowców i ogromnie zwiększyły wywóz towarów przemysłowych. Udział tych drugich w całkowitym eksporcie globalizujących się krajów mniej rozwiniętych wzrósł z 25 proc. w 1980 r. do 80 proc. w roku 1998!
Trzecią falę globalizacji cechuje również ogromny wzrost inwestycji w tych państwach Trzeciego Świata, które zlikwidowały bariery blokujące napływ zagranicznego kapitału. W efekcie wartość zainwestowanych funduszy wzrosła z 28 mld USD w latach siedemdziesiątych do 306 mld USD w 1997 r. Zwiększyły się zwłaszcza zagraniczne inwestycje bezpośrednie, które polegają na kupowaniu przedsiębiorstw lub zakładaniu firm przez zewnętrznych inwestorów. A właśnie te inwestycje - według cytowanych badań - potężnie wzmacniają wzrost gospodarki krajów przyjmujących. Zniechęcanie zagranicznych inwestorów jest więc kosztowne dla społeczeństwa.
Wyjątkowy sukces w przyciąganiu zagranicznych inwestycji bezpośrednich odniosły Chile i Malezja. Wartość inwestycji przekracza tam 2 tys. USD na mieszkańca. Ale w Stanach Zjednoczonych wskaźnik ten jest jeszcze wyższy - 3,2 tys. USD. Tymczasem na przeciętnego Afrykanina przypadają 124 USD zagranicznych inwestycji bezpośrednich.

Antyglobalizacja, czyli bieda
W krajach Trzeciego Świata, które włączyły się w proces globalizacji, obszar biedy zmniejszył się w latach 1993-1997 o 14 proc., w tym samym czasie wzrósł on o 4 proc. w państwach mniej otwartych. Globalizacja jest więc siłą przyczyniającą się do zmniejszania obszarów nędzy. Dlatego nie pomaga się biednym w Trzecim Świecie i poza nim, zwalczając liberalizm, pomaga się, walcząc z protekcjonizmem w krajach bogatych, który jest wymierzony w import z krajów biedniejszych. Dotyczy to zwłaszcza przywozu tekstyliów i produktów rolnych. Państwa Trzeciego Świata tracą z tego powodu około 100 mld USD rocznie, dwa razy więcej, niż wynosi oficjalna pomoc bogatej Północy dla biednego Południa. Tu jest pole do popisu dla antyglobalistów - niech zmierzą się z tymi, którzy podtrzymują bariery importowe w krajach bogatych. Ale to by wymagało rozumu i odwagi.
Więcej możesz przeczytać w 19/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1
  • musi.odejsc@o2.pl   IP
    A to ci, Pan Balcerowicz chyba uważa że tego typu artykuły czytają tylko ludzie na których wyobraźnie oddziałuje wyłącznie zestawienie. Powiem więcej, uważa czytelników wręcz za prymitywów nie znających się na ekonomii. Ponieważ gdyby był to rzetelny artykuł to traktował by choćby o takich podstawach jakich uczy się ludzi na pierwszym roku studiów - choćby socjologicznych - czyli tego, że państwa jak to określa Leszek \"antyglobalistyczne\" (swoją drogą myląc pojęcia alter i anty) są eksploatowane przez kapitalistyczne państwa zachodu i bez nich bigactwo zachodu i USA nie było by nawet możliwe. Strasznie tendencyjny i traktujący ludzi jak prostaków artykuł, który trąci takim samym neoliberalizmem jakim nakarmił ów Pan polaków po roku 89.