Czy leci z nami terrorysta?

Czy leci z nami terrorysta?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pięć miesięcy po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton grupa testująca system zabezpieczeń na lotnisku w Manchesterze wprowadziła na pokład samolotu cały arsenał broni
Z nożem pod ręką przemierzył samolotem glob reporter "Wprost" 

Przez lotnisko uznane za jedno z najbezpieczniejszych w Europie przeszmuglowano zestaw części niezbędnych do sklecenia naprędce bomby, kilka pistoletów, imitacje materiałów wybuchowych, trzy detonatory i karabin z magazynkiem wypełnionym pięcioma ślepymi pociskami. Większość materiałów ukryto w książce, aparacie fotograficznym i paczce papierosów. Po skrupulatnym skontrolowaniu bagażu na kolejnych stanowiskach broń trafiła na pokład samolotu British Airways lecącego do Gatwick. O przedsięwzięciu wiedziały władze BA i ucierpiała co najwyżej reputacja lotniska. Podobne egzaminy oblewają kolejne porty lotnicze w Niemczech i USA.

Lotniska w rękach żółtodziobów
Oskarżane o nieodpowiedzialność i niefrasobliwość władze lotnisk wykręcają się argumentem, że imitacje ładunków wybuchowych nie mogą być wykryte. Problem polega na tym, że sprzęt mający gwarantować bezpieczeństwo pasażerów jest przestarzały. Dochodzenie "Press&Sun Bulletin" ujawniło, że w ciągu ostatnich pięciu lat przez amerykańskie lotniska można było swobodnie przemycać niemal wszystko, co niezbędne do spowodowania katastrofy lotniczej. Średnio co drugi dzień federalni agenci przenosili na pokłady samolotów dynamit, ręczne granaty, bomby. - Nowsze skanery, fotokomórki, kolorowe monitory nie zagwarantują sukcesu. W 80 proc. decydują o nim ludzie, ich spostrzegawczość i profesjonalizm - mówi Jerzy Dziewulski, były szef jednostki antyterrorystycznej na warszawskim lotnisku Okęcie.
Problemy ze znalezieniem i wyszkoleniem personelu od lat są zmorą europejskich i amerykańskich portów lotniczych. "Redukcja personelu i ciągła wymiana osób doświadczonych na żółtodziobów doprowadzą do tego, że wkrótce za nic nie będziemy mogli ręczyć" - irytuje się Bill Morris, sekretarz generalny Transport & General Workers Union.

Myśleć jak terrorysta
W Waszyngtonie po ubiegłorocznych atakach terrorystycznych zdecydowano, że za bezpieczeństwo na lotniskach powinien odpowiadać rząd federalny. W listopadzie Kongres zaaprobował ustawę o bezpieczeństwie lotnictwa i transportu, która zakłada zatrudnienie jeszcze w tym roku ponad 30 tys. pracowników obsługujących lotniska. Do połowy października tego roku mają oni przejść szkolenia, a potem będą odpowiedzialni za szczegółową kontrolę pasażerów i ich bagaży. - Należy sprawić, aby ludzie strzegący bezpieczeństwa na lotniskach zaczęli myśleć jak terroryści, a nie jak ochroniarze - mówi Dziewulski.
Federalna Agencja Lotnictwa USA opracowała dziesiątki raportów na temat niewydolności systemu kontroli bezpieczeństwa, wskazując na konkretne niedociągnięcia, takie jak fałszowanie przez firmy ochroniarskie kartotek o przestępczej przeszłości rekrutowanego pracownika, łatwość dostępu do danych osobowych pilotów, kradzieże identyfikatorów. Brytyjczycy te problemy dostrzegli dopiero teraz. W samych Stanach Zjednoczonych od 11 września 2001 r. "za posługiwanie się fałszywymi danymi w celu uzyskania zatrudnienia, a przede wszystkim zdobycia identyfikatorów umożliwiających swobodne poruszanie się po całym porcie", zatrzymano 356 osób. Pod koniec kwietnia aresztowano 104 pracowników lotnisk w okolicy Waszyngtonu i Baltimore.

Łatwa kasa z Heathrow
Klienci linii lotniczych mają wszelkie powody, by się czuć coraz mniej bezpiecznie.
W marcu w biały dzień na londyńskim lotnisku Heathrow zrabowano trzy miliony funtów szterlingów. Dwaj złodzieje przebrani za funkcjonariuszy ochrony zatrzymali samochód przewożący gotówkę, która przyleciała do Londynu dwoma samolotami South African Airlines. Sterroryzowali kierowcę nożem, zmusili go do wyjechania z lotniska, a następnie szybko zmienili pojazd i odjechali w nieznanym kierunku. Był to już drugi w tym roku duży rabunek na londyńskim lotnisku. - Po wydarzeniach wrześniowych całą uwagę skupiono na ochronie antyterrorystycznej lotnisk. Być może z tego powodu zaniedbano ochronę przed rabusiami - mówi Tearson.

A nóż się uda?
Niedawno reporter "Wprost" przemierzył w powietrzu pół globu z nożem pod ręką, po drodze poddając się wszelkim procedurom kontrolnym na kilku lotniskach. Niemożliwe? A jednak. Wsiadł z dużym scyzorykiem w bagażu podręcznym do samolotu na Okęciu. Wylądował w Paryżu. Stamtąd poleciał do Buenos Aires. Przyleciał z Argentyny do Polski, cały czas mając nóż z trzema ostrzami w zasięgu ręki. Nikt go nie niepokoił. - Tego typu informacje odświeżają dyskusję na temat odpowiedzialności. Kogo należy winić? Linie lotnicze? Lotniska? Ministerstwo transportu? A gdzie miejsce dla policji? Jeśli nie odpowiemy sobie na te podstawowe pytania, nigdy nie będziemy mogli być pewni, czy nie leci z nami gotowy na wszystko terrorysta - komentuje David Veness, szef wydziału operacji specjalnych Scotland Yardu.

Fałszywy alarm
Od 11 września 2001 do 28 lutego 2002
41 razy ewakuowano lotnisko w Los Angeles, trzecie na świecie pod względem liczby lądujących i startujących samolotów.
16 listopada 2001
Cztery godziny trwał paraliż lotniska w Atlancie spowodowany zachowaniem mężczyzny, który nie poddał się obowiązkowej kontroli w punkcie wykrywaczy metali i przebiegł obok ochroniarzy. Z portu ewakuowano około 10 tys. pasażerów, wstrzymano wszystkie odloty i większość lądowań, zamknięto pobliskie ulice.
20 listopada 2001
W Reno w amerykańskim stanie Nevada zamknięto połowę lotniska i opóźniono kilkanaście lotów, ponieważ strażniczka z prywatnej firmy ochroniarskiej zmyśliła historyjkę o zamachowcu, aby ukryć, że piła na służbie. Zameldowała, że skonfiskowała pewnemu pasażerowi ośmiocentymetrowy składany nóż, ale pasażer jej go odebrał. Groził pistoletem, by nie zgłaszała incydentu.
4 stycznia 2002
Zamknięto lotnisko w Wenecji z powodu dwóch alarmów bombowych, które okazały się fałszywe.

Najbezpieczniejsze lotnisko świata
Na zamknięty, rozległy teren portu lotniczego im. Ben Guriona w Tel Awiwie można się dostać tylko przez pilnie strzeżone wjazdy. Każdy samochód zwalnia lub zatrzymuje się na skinienie uzbrojonego ochroniarza, który przygląda się twarzom pasażerów i zagląda do środka pojazdu. Czasami każe pokazać dokumenty, pyta o cel wjazdu na lotnisko. Do mikrobusów, autobusów i autokarów turystycznych wchodzą strażnicy, patrzą w twarze, rozglądają się, pytają - na przykład - czyj jest ten bagaż, a czyj tamten.
Między wjazdem na lotnisko a wejściem do samolotu przechodzi się przez co najmniej dziesięć różnych bramek i śluz, trzeba się poddać wielu kontrolom i odprawom. Najważniejsza - pochłaniająca najwięcej czasu i niejednokrotnie decydująca o losie pasażera (szczególnie gdy chodzi o nielegalnych emigrantów zarobkowych) - jest kontrola dokumentów i bagażu. Padają pytania o cel pobytu w Izraelu, o kontakty, znajomości, pracę, naukę, pieniądze, miejsce zakupu biletu. Pojawiają się pytania o bagaż - kto i gdzie go pakował, czyje to walizki, kto je wkładał do samochodu, czy pasażer był cały czas przy bagażach, czy nie otrzymał jakiegoś prezentu, którego nie rozpakował itd. Kolejne pytania dotyczą przyjazdu na lotnisko - jak, z kim, skąd... Aby zaskoczyć pasażera, strażnicy często zadają niekonwencjonalne pytania. To urzędnik kieruje rozmową i wydaje się, że jest przygotowany na każdą ewentualność. W tej lawinie pytań rutynowe wydają się te o broń, ostre przedmioty, niebezpieczne materiały, narkotyki. Poza zadawaniem pytań urzędnik może również przeglądać bagaż albo zażądać rewizji osobistej.
Dla służb bezpieczeństwa język pasażerów nie jest problemem - pod ręką są tłumacze, m.in. mówiący po polsku.
W ostateczności można się posłużyć zestawem pytań wydrukowanym na kartonie. Regułą jest brak reguł - trudno przewidzieć, jak będzie wyglądała kontrola. Siłą tego systemu jest znakomite przygotowanie urzędników - merytoryczne i psychologiczne, jakby instynkt ochrony bezpieczeństwa. Ostatni atak terrorystyczny na lotnisku im. Ben Guriona odnotowano w 1972 r. Nie zdarzają się porwania samolotów izraelskich ani startujących z Izraela.

Ryszard Montusiewicz
Tel Awiw


Arsenał terrorysty
Przedmioty, którymi porywacze samolotów zastraszali załogę:
  • obcas damskiej szpilki
  • bandaże elastyczne (do podwieszania pasażerów pod sufitem)
  • butelka po wodzie mineralnej (szyjka zbitej butelki może zastępować nóż)
  • żyletki
  • skalpele chirurgiczne
  • imitacje bomb
  • granaty
  • pistolety
  • bomba ukryta w beciku
Więcej możesz przeczytać w 19/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0