Grubi do boju!

Grubi do boju!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Chyba jesteśmy staromodni

Robercie Drogi!
Nasz wspólny znakomity przyjaciel, Staś Mancewicz, znany także jako zaciekły mól książkowy, wygrzebał w jakimś antykwariacie wyciętą z międzywojennej prasy rozczulającą reklamówkę.
Chudawy dżentelmen w surducie spotyka jowialnego jegomościa z wypiętym brzuchem i widok ten każe mu się zainteresować, gdzie ów grubas się żywi. Bo jeśli jest taki tłusty, to najwyraźniej obficie jada, a skoro obficie, to znaczy, że z apetytem. A jeśli z apetytem, to przecież nie od sportu, bo wszelkie sporty i turystykę jego figura wyklucza - jeśli z apetytem, to znaczy, że dobrze jada. Pan w surducie też chciałby się tak żywić, choćby i za cenę tuszy. Gruby ujawnia mu adres jednej z krakowskich restauracji... z komentarzem: "Potrawy wyśmienite, przyrządzone tylko na maśle".
Pięknie brzmi, prawda? I jak przekonująco! Ale dziś już nikt tak nie napisze, bo dziś, co prawda, można u nas jeszcze mówić o maśle - w Ameryce jest to słowo zakazane - byle jednak nie za głośno. Wciąż wolno używać masła i śmietany, byle zbytnio tego nie podkreślać. Bo tłuszcze tuczą, a dziś już zupełnie nie wypada być grubym. Moda idzie z Ameryki - na szczupłych wysportowańców i anorektyczne Barbie. Nie wolno tyć ani pić, ani palić papierosów. Trzeba być zdrowym i robić karierę.
A jeszcze w 60. latach Mrożek w ramach parodii gomułkowskiej propagandy sukcesu narysował ulicę, po której chodzą same tłuściochy, i podpisał jakoś w rodzaju: "W Polsce wszyscy ludzie są grubi z powodu dobrego się im powodzenia". Ja mam się dobrze i na żadne diety nie dam się naciągnąć. Idę pomedytować przy śmiejącym się Buddzie.

Twój Bikont Gruby
Z Powodu Dobrego Mu Się Powodzenia


Piotrusiu!
W wielu kulturach otyŁośĆ byŁa symbolem powagi, dostojeństwa i dobrobytu. Ale u nas to już przeszłość. Tak samo niemodni są ludzie starzy, a podeszły wiek przestał być synonimem mądrości i życiowego doświadczenia. Chyba pamiętasz reklamę telewizyjną soczków Frugo, w której energiczny młodzieniec, zbrojny w rzeczone soczki, zmiata z ekranu wstrętnych starców, niedołężnie przekonujących go do pożytków płynących z picia kompotu. Masz rację, moda na chudość i wieczną młodość przyszły z USA. Ten kraj dał światu wiele wspaniałych rzeczy, lecz i w niejednym wzorem dla nas być nie może. Czyż my, synowie kultury łacińskiej, spadkobiercy greckiego hedonizmu, późne wnuki Apicjusza i Lukullusa,
w sprawach życia oraz stołu mamy brać przykład z purytan, wierzących głęboko, że Pan Bóg u rajskiej furty będzie im sprawdzać stan kont bankowych i ostatnie wyniki testów cholesterolowych?
A zdrowotny terror, niczym sprzedawcy narkotyków, sięga młodzi z powszechniaków. Niedawno syn powiedział mi, że chyba nie będzie jadł jajek na bekonie, bo słyszał, że jajka i wieprzowina są niezdrowe. Na szczęście miałem w lodówce bekon węgierski (ten z genialnych świń pusztańskiej rasy mangalica) i jaja od baby, więc po trzecim plastrze zapomniał o cytowanych niedorzecznościach.
Amerykański wynalazca joggingu już dawno odszedł na atak serca, a jego francuscy równolatkowie nadal pałaszują foie gras, jedzą czerwone mięsa duszone z masłem i śmietaną, piją niezliczone aperitify i palą szlachetny czarny tytoń. Więcej zatem aperitifów tu i teraz, niech żyje wędzona słonina i gęś w kapuście, wszak na ten padół raz przyszliśmy i wcale nie wiemy, jakie
w raju podają kolacyjki!

Twój Makłowicz Mało Gruby
Choć Nie Wiadomo Dlaczego
Więcej możesz przeczytać w 20/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0