Złoty interes do zrobienia

Złoty interes do zrobienia

Dodano:   /  Zmieniono: 

Piotrze Złoty!

SpędziŁem kilka ostatnich dni w Trójmieście (na marginesie, w Oliwie powstała bardzo ciekawa luksusowa restauracja z francuskim szefem - Dwór Oliwski) i wyobraź sobie, oni tam w ogóle nie wiedzą, jaki mają skarb. Jaki? Przecież wiesz świetnie, że chodzi mi o słynną gdańską wódkę - goldwasser. Pisząc "gdańska wódka", cytuję Mickiewicza, który takiego właśnie określenia użył w "Pani Twardowskiej", choć nie jest to przecież wódka, lecz likier ziołowy z płatkami złota jeszcze cieńszymi niźli kompetencje koalicji SLD-PSL do rządzenia krajem.
Goldwasser. Nie złoto, ale prawdziwy brylant, przez stulecia wytwarzany jedynie w Gdańsku, artykuł eksportowy przynoszący krocie tamtejszym mieszczanom, ich duma, bo w końcu nikt inny w świecie całym nie wpadł na podobny likierowy koncept. Złote Źródło już jednak w Gdańsku nie bije. Po wojnie niemieccy gdańszczanie jęli robić likier w Hamburgu, robiono go i w Polsce, nie wiem gdzie, to nieistotne, ważne, jak z tym jakże istotnym fragmentem gdańskiej kultury obeszła się III RP. Otóż prawo do robienia likieru na skutek niejasnych i kretyńskich podziałów Polmosów przypadło wytwórni w Poznaniu. Przecież to nonsens jak z Monty Pythona - gdańska wódka made in Poznań! Pisałeś mi niedawno o krakusie z Wrocławia, ale to jedynie zwyczajna czysta wódka, jak wiele innych, a tu mamy do czynienia z oryginalną wielowiekową recepturą. Czy Gdańsk otrzyma w zamian monopol na wytwarzanie świętomarcińskich rogali lub pierników toruńskich, a może łąckiej śliwowicy? To nie wina Poznania zresztą, lecz naszych elit politycznych, nie znających historii kraju, którym przyszło im rządzić, to wina lekceważących tradycje regionów, pozbawionych smaku wyrobników sejmowych. Wszyscy oni, okopując się w stolicy Mazowsza, zapominają o interesach swych małych ojczyzn. Wstyd i hańba, powiadam Ci.

Twój rozsierdzony RM


Drogi Przyjacielu!

Nie mam skłonnoŚci do likierów i preferuję alkohole wytrawne, do goldwassera, czyli złotówki (bo tak się ona kiedyś po polsku nazywała), mam wszelako pewną słabość. Z jednej strony, rzecz jasna, ze względu na to złoto, które przed laty wyławiał dla mnie i kładł na dziecięcy paluszek dziadek (w jego kredensie zawsze stała flaszka owego trunku). Z drugiej strony, to bardzo ciekawa mieszanina smaków. Nie wiem, czy wiesz, że według oryginalnej starej receptury opracowanej w 1598 r. przez Ambrosinusa Vermoellena, zbiegłego do Gdańska Holendra, mocną anyżówką zalewano następujące przyprawy: kurkumę, drewno sandałowe, rutę, jagody jałowca, korzeń waleriany, kłącza tataraku, gencjany, dziewięćsiłu i mistrzowca, pieprz i driakiew. Dzisiejszy goldwasser to nalewka spirytusowa na zupełnie innych składnikach. Z tych oryginalnych pozostał jedynie anyż i jałowiec, a towarzyszą mu kolendra, kardamon, lawenda, cynamon, goździki i skórki cytrusowe. To smutny fakt, że nie umiemy we właściwy sposób sprzedać rozmaitych polskich specjałów, które nie mają odpowiedników gdzie indziej, a mogłyby zadziwić i uwieść niejednego obcokrajowca. W dziedzinie wódek innym przykładem jest choćby pyszna orzechówka, ciężka i mocna wytrawna nalewka na niedojrzałych orzechach, którą Polmos od dziesiątków lat produkuje, ale w śladowych ilościach i nikt jej nie próbował wypromować nawet tu, nad Wisłą.
Kolejny, a może wręcz koronny przykład z dziedziny napojów wyskokowych, to miód pitny. Jesteśmy jedynym krajem na świecie, gdzie się go jeszcze produkuje, ale świat nie ma o tym zielonego pojęcia. Pani Maguelone Toussaint-Samat w wydanej niedawno przez W.A.B. "Historii naturalnej i moralnej jedzenia" zachwyca się przebogatą historią pitnego miodu i jego rolą w światowej kulturze od starożytności, wreszcie stwierdza: "Dzisiaj ten napój praktycznie popadł w zapomnienie. Spróbujcie go tylko znaleźć w sklepie alkoholowym albo w supermarkecie! (...) Szkoda, oznaczał tyle rzeczy, o których też zapomnieliśmy. Czyżby bogowie naprawdę umarli?". Najwyraźniej więc bogowie wciąż żyją, tylko ukrywają się na półkach nadwiślańskich sklepów w pękatych butelkach czwórniaków, trójniaków i półtoraków. Ja osobiście stronię od tego typu słodkich trunków, pewnie podobnie jak i Ty, ale jestem przekonany, że na szerokim świecie można by nimi zrobić furorę.

Załączam przysiady,
Bikont Miodowo-Orzechowy
Upaćkany Gdańskim Złotem
Więcej możesz przeczytać w 22/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0