Czerwone diabły

Czerwone diabły

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mecz USA-Portugalia na stadionie w Suwon
Żywiołowość koreańskich kibiców jest precyzyjnie sterowana 

Gdy drużyna Luisa Figo i Rui Costy niespodziewanie przegrywa, z 20 tys. gardeł rozlega się okrzyk "Portugal!". Jak to możliwe, jeśli według wyliczeń dziennikarzy ze sportowej gazety "ABola", na mundial do Korei Południowej przyjechało nie więcej niż 500 sympatyków Portugalii? Kibiców z Półwyspu Iberyjskiego wspomogli Koreańczycy, których pouczono przed imprezą (zwłaszcza uczniów szkół podstawowych), że należy pomagać przegrywającej drużynie!

Próba dopingu
Przed każdym meczem odbywa się więc próba dopingu kibiców zajmujących wydzielone sektory stadionu, wyposażonych we flagi narodowe drużyn występujących na boisku. Kierujący aplauzem - to nie żart - pokazuje kartoniki, które mają sygnalizować odpowiednie zachowanie: radość, zdziwienie, wstawanie z miejsc, oklaski. Niestety, nawet stadionowi wodzireje najwyraźniej nie znają się na piłce nożnej, dlatego wielokrotnie w czasie meczu dochodzi do niezrozumiałych, wręcz komicznych reakcji publiczności. Gdy na przykład zawodnik zostaje sfaulowany na środku boiska, kibice - nazywający się "czerwonymi diabłami" - wstają z miejsc i potrząsają flagami, kiedy piłka mija słupek bramki o 10 metrów, rozlegają się kilkunastosekundowe owacje, wzmacniane przez podwieszone do sklepień stadionów głośniki.

Teatrzyk kukiełkowy
Wszyscy kibice są bardzo mili, chcą, by przybysze z całego świata dostrzegli, że Koreańczycy dobrze życzą każdej z drużyn, ale nijak się to ma do rywalizacji sportowej i bardziej przypomina teatrzyk kukiełkowy. Zwłaszcza że nie zawsze kibice zachowują się fair. Okna pokojów na ósmym piętrze hotelu Westin Chosun Beach w Pusan, gdzie spali reprezentanci Polski przed meczem z Koreą Południową, były szczelnie zamknięte, ale fani Korei Południowej urządzili naszym prawdziwy spektakl kociej muzyki. Na pobliskiej - największej w kraju - plaży zebrała się grupa kibiców gospodarzy, którzy wrzaskami i patriotycznymi śpiewami wzmacnianymi waleniem w bębny skutecznie przeszkadzali wypocząć drużynie Jerzego Engela. Zabawa zaczęła się krótko po godz. 24.00 i nasilała za każdym razem, kiedy miejscowi funkcjonariusze policji udawali, że interweniują. Ospałości na boisku reprezentantów Polski nie da się jednak żadną miarą wytłumaczyć tylko tym incydentem.


Więcej możesz przeczytać w 24/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0