Egzamin fikcji

Egzamin fikcji

W Polsce mamy kilkanaście tysięcy różnych egzaminów na studia


Jeśli za dwa lata znajdziemy się w Unii Europejskiej, polscy maturzyści - poza dwustu osobami zdającymi międzynarodową maturę - nie będą się mogli starać o przyjęcie na zachodnie uczelnie, bo nie będą się legitymować maturą ocenianą poza szkołą, co jest w Europie standardem - mówi prof. Mirosław Handke, były minister edukacji. Krystyna Łybacka, obecna minister edukacji, pozbawiła maturzystów tej szansy. Już w tym roku mieli bowiem zdawać maturę, która byłaby jednocześnie przepustką na studia w 90 proc. polskich uczelni. Przez najbliższe lata nadal nie będzie jednolitych kryteriów w całej Polsce.
Aby się dostać na psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, trzeba zaliczyć testy z trzech przedmiotów (do wyboru: język polski, historia, matematyka lub biologia), a także z języka obcego. Kandydaci na ten sam wydział na Uniwersytecie Łódzkim muszą zaliczyć tylko dwa przedmioty, a na Uniwersytecie Opolskim - jedynie test z wiedzy ogólnej. Tylko na dwunastu polskich uczelniach - akademiach medycznych - na około 350 (czyli w 3 proc. szkół wyższych) zdaje się taki sam egzamin wstępny. Na pozostałych inne kryteria obowiązują nawet na poszczególnych kierunkach. System można by uzdrowić jedną prostą decyzją - likwidując egzaminy wstępne i wprowadzając jednolity test kompetencji na koniec szkoły średniej.
Likwidacja egzaminów oznacza jednak likwidację korupcyjnej szarej strefy oraz rozbudowanego systemu korepetycji udzielanych przez lub "pod" członków komisji rekrutacyjnych. Beneficjantami obecnego systemu są przede wszystkim pracownicy uczelni, biorący łapówki za załatwienie przyjęcia lub zarabiający na kursach przygotowujących do egzaminów.

Korepetycje, czyli łapówka w ratach
Większość kandydatów nie koncentruje się na zdobyciu określonej wiedzy, lecz uczy się "pod" egzaminatorów. Jeśli członek komisji rekrutacyjnej jest specjalistą od Afryki, to pewne są pytania na przykład z historii RPA czy upadku kolonializmu na tym kontynencie. Jeśli jest skandynawistą - pytania będą dotyczyły historii bądź kultury Szwecji, Norwegii czy Finlandii. Oczywiście za łapówkę można też zdobyć konkretne pytania (w ubiegłym roku test na wydział lekarski można było kupić m.in. w Białymstoku i Łodzi za 2-4 tys. zł). Najpopularniejsza jest łapówka wypłacana w ratach, czyli w formie opłat za korepetycje (przeciętnie 50-80 zł za godzinę, a w wypadku akademii medycznych czy wydziałów architektury - do 120 zł za godzinę).
Obecny system egzaminów wstępnych na studia jest żyłą złota dla pracowników uczelni. Dlatego duża część środowisk akademickich wcale nie chce go zmieniać. - Sejmowa komisja edukacji szykuje się do prac nad zmianą ustawy o szkolnictwie wyższym, która eliminowałaby patologie na egzaminach, lecz robi to bardzo ostrożnie, bo boi się narazić kolegom na uczelniach - ocenia Paweł Poncyliusz, poseł PiS, członek komisji edukacji.

Konflikt zastępczy
W czasach PRL pytania były układane centralnie. - System funkcjonujący do 1990 r. był krytykowany przez młodzież, rodziców i środowiska oświatowe. Postulowano przyznanie uczelniom większej swobody - mówi Krystyna Krawczyk, radca ds. rekrutacji w resorcie edukacji. Dlatego w ustawie o szkolnictwie wyższym z 1990 r. zapisano, że o sposobie rekrutacji decydują senaty szkół wyższych. - W Polsce jest za dużo demokracji w naborze na wyższe uczelnie, natomiast nie ma - jak w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii czy Japonii - czynnika normalizującego, czyli jednakowych kryteriów dla tych samych kierunków - ocenia prof. Mirosław Handke. Jedni piszą test, inni esej, a jeszcze inni odpowiadają wyłącznie ustnie.
Batalia o czytelne i jednorodne zasady rekrutacji jest konfliktem zastępczym, bo w wielu krajach, gdzie edukacja stoi na wyższym niż u nas poziomie (przede wszystkich w USA i Wielkiej Brytanii), jedynym warunkiem przyjęcia na studia jest jednolity dla wszystkich maturzystów test kompetencji lub egzamin końcowy oceniany przez zewnętrzną komisję. I tak miało być w Polsce, i to już w tym roku. Tymczasem minister Krystyna Łybacka odroczyła wprowadzenie nowej, jednolitej matury, której wyniki miały być w przyszłości respektowane przez większość uczelni. Decyzją minister Łybackiej nie tylko wycofano się z nowej matury, ale zanegowano też sens zdawania matury międzynarodowej. Jej absolwenci mogą studiować bez egzaminów w Oksfordzie, ale nie mogą na wielu kierunkach w Polsce.

Zachodni standard
Egzaminów wstępnych nie ma w USA, gdzie o przyjęciu na najbardziej prestiżowe uczelnie decyduje konkurs świadectw, czyli de facto wynik testu kompetencji na koniec szkoły średniej. Uczelnie interesują się zresztą wynikami uczniów już w ostatnich klasach high school, starając się, by najlepsi właśnie u nich studiowali. Pozostali wysyłają swoje zgłoszenia do kilku uczelni, a te przyjmują kandydatów na podstawie konkursu świadectw. Na wiele uczelni wstęp jest wolny - za naukę trzeba oczywiście płacić (pomoc finansowa jest przyznawana w zależności od warunków materialnych i wyników w nauce). Podobnie jest w Wielkiej Brytanii, gdzie o przyjęciu decydują wyniki egzaminów z poszczególnych przedmiotów zdawanych na koniec szkoły średniej.
Również w Niemczech nie zdaje się egzaminów na studia. Uczelnie przyjmują wszystkich maturzystów, którzy zamierzają studiować, niezależnie od tego, jakie oceny otrzymali na egzaminie dojrzałości. Przygotowanie do matury trwa dwa lata. W tym czasie uczniowie za różne prace zbierają punkty, które potem są doliczane do ocen uzyskanych na egzaminie maturalanym. Tylko kandydaci na medycynę muszą się wykazać wysoką średnią (odpowiednik naszej czwórki z plusem). Są oni rejestrowani w centralnym komputerze i przyjmowani na akademie medyczne w całym kraju. Także we Francji na studia dostają się w zasadzie wszyscy, a egzamin trwa praktycznie przez cały pierwszy rok nauki. W Austrii egzaminy maturalne są egzaminami państwowymi. Składają się z trzech lub czterech egzaminów pisemnych i kilku ustnych. Wszyscy absolwenci, którzy pozytywnie zdali egzamin maturalny, mogą podjąć studia. W Słowenii liceum kończy się maturą organizowaną przez Narodową Komisję Egzaminacyjną. Pozytywnie zdany egzamin w liceum o dowolnym profilu uprawnia do rozpoczęcia nauki w szkole wyższej.

Nowa matura, czyli szykana
Nowa matura ma być w Polsce wprowadzona w roku szkolnym 2004/2005, ale ten termin może jeszcze zostać przesunięty. Niewielka grupa śmiałków (6487 osób z 320-tysięcznej rzeszy maturzystów), która zdecydowała się na zdawanie zewnętrznego egzaminu, czyli wybrała europejski standard, jest w różnoraki sposób szykanowana. Ci, którzy nie zdali nowej matury (a było kilka wypadków losowych), muszą czekać na kolejny egzamin do stycznia przyszłego roku, a więc tracą cały rok, podczas gdy zdający w starym systemie mają drugą szansę już w sierpniu. Ponadto zdający w starym systemie otrzymują dwa komplety świadectw, a w nowym - jeden, co oznacza dodatkowe koszty za notarialne potwierdzanie kopii. - Odsuwając termin wprowadzenia nowej matury, odsuwamy też w czasie likwidację szarej strefy edukacyjnej i rozpanoszonej korupcji. Jeśli komuś to służy, to na pewno nie uczniom i płacącym za ich edukację rodzicom - konkluduje prof. Mirosław Handke.


Kontrreforma
1998 r.
W lutym 1998 r. Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło projekt reformy edukacji: wprowadzono gimnazja i nową, ocenianą na zewnątrz maturę (zakładała ona obowiązkowy egzamin z języka polskiego i matematyki).

1999 r.
Zaczął obowiązywać system 6+3+3 - szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum profilowane. Miały zniknąć technika i licea zawodowe, a w ich miejsce powstać licea profilowane albo dwuletnie zawodówki.

2001 r.
We wrześniu 2001 r. podpisano tzw. porozumienie krakowskie - uczelnie zobowiązały się do jak najszybszego uwzględniania wyników nowej matury podczas rekrutacji na studia. Ponad 90 proc. szkół wyższych zadeklarowało, że uczyni to już w 2002 r.

2001 r.
W listopadzie 2002 r. ogłoszono przesunięcie nowej matury o trzy lata. Według nowych założeń, matematyka na maturze nie będzie obowiązkowa.

2002 r.
Zdecydowano o wstrzymaniu likwidacji techników i zawodówek. Wycofano się także z projektu, który zakładał, że w technikach będzie można przystąpić do matury po trzeciej klasie, jeśli uczeń postanowił zdawać na studia.
Okładka tygodnika WPROST: 25/2002
Więcej możesz przeczytać w 25/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0