Pogoda dla Polski

Pogoda dla Polski

Mamy najniższą inflację w całym okresie powojennym! Dorównaliśmy pod tym względem eurolandowi!
Pod względem poziomu inflacji zbliżyliśmy się do Unii Europejskiej

Zaczęło się od optymistycznych prognoz. W końcu maja NBP przewidywał, że inflacja dwunastomiesięczna spadnie w maju do 2,5-2,7 proc. (z 3 proc. w kwietniu). Analitycy rynku uważali, że będzie jeszcze niższa i wyniesie 2,3-2,5 proc. Największym optymizmem wykazywało się tradycyjnie Ministerstwo Finansów, prognozując spadek do 2,2 proc. Nikt nie trafił. Wedle wstępnych szacunków, inflacja wyniosła bowiem 2 proc. Ekonomiści ostrzegają jednak, że lada miesiąc inflacja może wrócić do ubiegłorocznej normy, czyli 4 proc. Czy mamy szansę, by przetrwać do końca roku w sferze stabilnych, niskich cen?

Rok ów, rok urodzaju
Co spowodowało tak duży spadek inflacji? Dyżurne wyjaśnienie sprowadza się do restrykcyjnej polityki monetarnej NBP. I jeśli ktoś będzie na tyle leniwy, że nie zajrzy do danych statystycznych, dyżurne wytłumaczenie mu wystarczy. Osoby pracowite, które do danych zajrzą, dojdą do nieco innego wniosku. Takiego samego zresztą jak osobnicy pracowici umiarkowanie, których aktywność życiowa ogranicza się do wyglądania przez okno. Wyjaśnienie to brzmi: "Lato było wczesne tego roku". Miesiące letnie na ogół charakteryzują się deflacją, czyli spadkiem cen. Tak było nawet w 1995 r., kiedy w skali roku ceny wzrosły o 22 proc., w lipcu zaś spadły o procent. Skala letniej deflacji zależy od urodzaju i polityki rolnej. Na ogół ogranicza się ona do miesiąca (zwykle lipca, tylko w 1998 r. był to sierpień), czasem obejmuje także sierpień, a w zeszłym roku spadek cen męczył nas od czerwca do sierpnia.
Ten rok - przynajmniej do tej pory - to, powtarzając za Mickiewiczem, "rok ów". Kto bowiem przeżył ten rok w naszym kraju, musi zwać go rokiem urodzaju. Pierwsze krajowe truskawki jadłem w dniu Święta Pracy; w połowie maja kupowałem je już po 4 zł, pod koniec maja, gdy na bazarze proponowano mi gruntowe ogórki po 2,50 zł, zrobiłem awanturę i odmówiłem kupowania tej drożyzny.

Spichlerz pełen zboża
Nowalijki, choć swój udział mają, nie zdecydowałyby o majowym spadku cen żywności, wynoszącym 1,3 proc. Na ceny artykułów spożywczych decydujący wpływ ma zboże, a zboża ci u nas dostatek po zeszłorocznym urodzaju. W magazynach i stodołach leży go jeszcze około 4 mln ton. W skupie za kwintal pszenicy płaci się dzisiaj nie więcej niż 45 zł (o 20 proc. mniej niż przed rokiem). Tanie zboże to nie tylko tania mąka i chleb - to przede wszystkim tanie mięso. Żywiec wieprzowy skupowany jest po mniej więcej 3,5 zł (10 proc. taniej niż przed rokiem), co sprawia, że kiełbasę czy mielonkę w cenie 7 zł można kupić nie tylko w supermarketach.
Politycy wrogo nastawieni do rządzącej koalicji twierdzą, że owe niskie ceny płodów rolnych spowodował - poza urodzajem - także duży (i niepotrzebny) import zboża. Politycy nastawieni bardzo wrogo, powołując się na przykład 1998 r., twierdzą, że tak jest zawsze, kiedy ster polityki rolnej dzierży PSL. A Andrzej Lepper posuwa się jeszcze dalej, sugerując (nie bez racji), że to właśnie peeselowskie spółki owo zboże sprowadzają. Fakt jest jednak taki, że nowy rząd przez całą zimę nic z nadwyżkami zboża nie zrobił. Chłopów to bez wątpienia martwi. Biednych emerytów - nie. Nawet bowiem ci zawsze narzekający nie mogą zaprzeczyć, że nigdy jeszcze - w stosunku do swoich dochodów - tak tanio żywności nie kupowali.

Pomogła... statystyka
Swój udział w spadku inflacji ma także statystyka. Statystyka jest nauką piękną - piękną, bo ścis-łą. Zarazem jednak ma w sobie coś z poezji. Każde zagadnienie możemy bowiem ilustrować wieloma wskaźnikami dającymi różne wyniki. I tak inflacja dwunastomiesięczna w maju 2002 r. wynosi 2 proc. W maju roku 2001 wynosiła natomiast 6,9 proc. Oznacza to, że w ciągu roku odnotowaliśmy znaczny spadek inflacji, bo prawie o 5 punktów procentowych.
Weźmy jednak teraz wskaźnik inflacji mający za podstawę grudzień poprzedniego roku. W maju 2002 r. ceny były o 1,6 proc. wyższe niż w grudniu 2001 r. Przed rokiem, czyli w maju 2001 r. analogiczny wskaźnik wynosił 3,3 proc. Jeżeli zatem porównujemy początek tego i zeszłego roku, także odnotowujemy spadek inflacji. Tyle że znacznie mniejszy, bo wynoszący tylko 1,7 punktu procentowego.
O co tu chodzi? I o ile naprawdę spadła inflacja? Jeżeli liczymy miesięczne wzrosty cen, spadek jest niewielki. W pierwszych pięciu miesiącach ubiegłego roku miesięczne wskaźniki inflacji wynosiły kolejno 0,8, 0,1, 0,5, 0,8 i 1,1 proc. W tym roku odpowiednio 0,8, 0,1, 0,2, 0,5 i - 0,2 proc. Jeśli liczymy inflację dwunastomiesięczną, zmiana wskaźnika, jaka następuje co miesiąc, bierze się z tego, że zawsze jeden miesiąc nam dochodzi i jeden wypada. Żeby wskaźnik ten się obniżał, nie jest konieczne, by inflacja w ostatnim miesiącu była szczególnie niska. Wystarczy, aby była niższa niż w wypadającym ze wskaźnika miesiącu zeszłego roku. A ponieważ właśnie wypadł wysoki wskaźnik ubiegłorocznego maja (1,1 proc.), inflacja dwunastomiesięczna musiała się znacznie obniżyć. Stałoby się tak także wtedy, gdyby w maju 2002 r. nastąpił najwyższy tegoroczny wzrost cen (na przykład jak w styczniu, czyli o 0,8 proc.).

Łabędzi śpiew?
Ale uwaga! Sztuczka statystyczna, która dzisiaj tak ładnie obniża inflację, za chwilę zacznie ją podwyższać. Przypomnę, że w ubiegłym roku czerwiec, lipiec i sierpień były okresem deflacji (a w następnych miesiącach inflacja była bardzo niska). Oznacza to, że przez całe lato deflacja musiałaby być większa niż przed rokiem, aby następował dalszy spadek wskaźnika inflacji. A to wcale nie jest takie pewne. Nie zawsze musi świecić słonko. Pod presją rolników i Samoobrony nadwyżki zbożowe mogą zostać wyeksportowane, a statystyka - jak wiemy - będzie grać przeciwko nam. Nie ma także pewności, że na rynku światowym utrzyma się niska cena ropy. Ponadto pojawi się skumulowany efekt gigantycznych (o ponad połowę) obniżek stóp procentowych.
Dlatego nie pora jeszcze, by odtrąbić wielki i wiekuisty sukces w walce z inflacją. Nie należy też (chyba że ktoś ma w tym polityczny interes) zbytnio pokrzykiwać o restrykcyjnej polityce monetarnej. Najbardziej prawdopodobna prognoza wskazuje bowiem, że od przyszłego miesiąca dwunastomiesięczny wskaźnik inflacji zacznie rosnąć (do końca roku może urosnąć do 3,5-4 proc.). A nam po pięknym maju pozostanie tylko jedna satysfakcja. Oto przeżyliśmy miesiąc, w którym roczny wskaźnik cen był najniższy od września 1939 r.

Okładka tygodnika WPROST: 25/2002
Więcej możesz przeczytać w 25/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0