Nasze pieniądze

Nasze pieniądze

Pod polityczną presją podejmuje się u nas decyzje sprzeczne z elementarną kalkulacją ekonomiczną


"Stracić pieniądze - to mało stracić"
Alfred Krupp


Niegasnące napięcie między rządem a Radą Polityki Pieniężnej nie pozwala obywatelom RP zapominać o pieniądzach. Jak wiadomo, szczęścia one nie dają, ale bez nich jest jeszcze gorzej. Tymczasem rzecz dotyczy zarówno osób najbogatszych, jak i najbiedniejszych.
Słuchałem ostatnio wywodu, którego punktem wyjścia nie była inflacja ani model wzrostu gospodarczego, lecz sytuacja w Stoczni Szczecińskiej. Wiadomo dziś, że rzeczona stocznia zadłużona jest - bagatela - na 1,4 mld zł. Banki proszone są o umorzenie 80 proc. tej kwoty, czyli około 1,12 mld zł. Część banków zdaje się ulegać namowom, inne się ociągają. Z punktu widzenia rządowego zamiaru przejęcia spółki (czyli w gruncie rzeczy upaństwowienia, a inaczej mówiąc, deprywatyzacji) - decyzje banków wierzycieli są zgoła najistotniejsze. W przeciwnym razie zobowiązania Stoczni Szczecińskiej dołożą się do dziury w kieszeni, boleśnie odczuwanej przez budżet państwa. Ponieważ reguły ekonomii nie podlegają zmiennej pogodzie ani widzimisię pojedynczych osób lub nawet rządów, jest jasne, że ktoś będzie musiał zapłacić. Może to być rząd bądź banki, mógłby być ewentualnie jakiś św. Mikołaj (ale na razie się nie znalazł). No i kółko się zamyka, bo nawet jeśli banki zrezygnują ze ściągania należności, to koszty operacji poniosą klienci banków, czyli wszyscy Polacy. Alternatywą jest ogłoszenie upadłości stoczni, rozsprzedanie tego, co da się sprzedać, oddanie długów wierzycielom i możliwie szybkie zaciągnięcie kurtyny miłosierdzia nad tą smutną sprawą. Że tak wcale być nie musiało, świadczy przykład konkurencyjnej Stoczni Gdyńskiej, która trzyma się dzielnie.
W tej prostej na pierwszy rzut oka sprawie - ciągnął mówca - jest jedna komplikacja. Stocznia Szczecińska zatrudnia około 6000 pracowników, którzy w wypadku ogłoszenia plajty stracą jedyne źródło utrzymania. Wprawdzie w Szczecińskiem bezrobocie nie jest rekordowo wysokie, ale pojawienie się na rynku 6000 poszukujących zatrudnienia stanowiłoby ważny problem społeczny i gospodarczy (a także polityczny) w tym regionie. Argument ten pojawia się w dywagacjach związanych z oddłużeniem stoczni, podobnie zresztą, jak pojawiał się przy okazji dyskusji związanych z redukcją polskiego górnictwa węglowego. W tym drugim wypadku zdecydowano się na odprawy dla zwalnianych górników, którzy dostawali około 40 tys. zł na osobę z intencją wydania ich na przekwalifikowanie zawodowe celem znalezienia pracy w innym sektorze. Z jedną różnicą: wtedy rzecz dotyczyła sektora państwowego i państwo czuło się odpowiedzialne za "swoich" pracowników, tymczasem w Szczecinie rzecz dotyczy pracowników zatrudnionych przez przedsiębiorstwo już sprywatyzowane.
Autor wywodu wyjął w tym momencie kalkulator i na oczach zebranych podzielił 1 120 000 000 przez 6000. Wyszło mu 186 666,66 zł na zatrudnionego. Nie byłaby to odprawa na przekwalifikowanie - powiedział - lecz na utrzymanie jednego stanowiska pracy. A potem zadał dwa retoryczne pytania. Po pierwsze, czy nie byłyby to najdroższe miejsca pracy w III RP, i po drugie, czy banki wierzyciele nie mają przypadkiem obowiązku chronić interesów swoich klientów, a więc milionów Polaków korzystających z usług bankowych, powstrzymując się od inwestycji w najdroższe miejsca pracy.
Zaspokojenie słusznych roszczeń pracowniczych jest w cywilizowanym świecie i w każdym państwie prawa rzeczą świętą. Gorzej, jeśli pod polityczną presją podejmuje się decyzje sprzeczne z elementarną kalkulacją ekonomiczną, rozkładające wprawdzie koszty czyjegoś nieudacznictwa na większą liczbę płatników, ale zarazem nie dając szansy odzyskania pieniędzy w przewidywalnej przyszłości. "Nie jestem pewien, czy jako klient jednego z banków jestem gotów partycypować w takiej inwestycji" - zakończył mówca. I dodał: "Pieniądze traciłem już wielokrotnie, chcę jednak przynajmniej uratować rozum".
Okładka tygodnika WPROST: 25/2002
Więcej możesz przeczytać w 25/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0