Podatnik pańszczyźniany

Podatnik pańszczyźniany

Dodano: 
Pół roku Polak pracuje tylko po to, by utrzymać państwo
Jeżeli przeciętny Jan Kowalski od 1 stycznia oddawałby państwu całe swoje zarobki na poczet podatków, od 25 czerwca mógłby wreszcie zacząć zatrzymywać pieniądze dla siebie. Wydatki publiczne w 2002 r. mają bowiem wynieść 47,6 proc. wytwarzanego przez nas rocznego PKB, czyli dopiero 24 czerwca - w dniu wolności podatkowej - przestaliśmy łożyć na budżet.
Jakkolwiek byśmy liczyli, średnio oddajemy fiskusowi - a ściślej biorąc, fiskus nam zabiera - w formie podatków bezpośrednich lub pośrednich prawie połowę dochodów. Polski podatnik niczym chłop pańszczyźniany pół roku musi odpracować na rzecz feudała, w tym wypadku budżetu. Pomyśleć, że niegdyś rewolty wybuchały z powodu dziesięciny kościelnej, czyli - jak sama nazwa wskazuje - podatku w wysokości 10 proc.

Z kulą u nogi
Historia nie zna przykładu przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego przy równoczesnym zwiększaniu obciążeń podatkowych. Nie łudźmy się, z pewnoś-cią nie będziemy pierwszymi, którym się to uda. "Podobnie jak tylko najsilniejsze organizmy mogą żyć i cieszyć się zdrowiem przy niehigienicznym trybie życia, tak też tylko te narody, które we wszystkich gałęziach gospodarstwa posiadają największe naturalne i nabyte bogactwa, mogą istnieć i prosperować przy nadmiernym obciążeniu podatkami" - pisał Adam Smith. O tym, jak zgubny wpływ mogą mieć nadmiernie wysokie podatki, przekonuje nas historia i doświadczenia dni dzisiejszych. Zły podatek od nieruchomości był przyczyną oderwania się Niderlandów od Hiszpanii w XVI wieku, a teraz jest przyczyną upadku centrów wielu miast amerykańskich. Zły podatek od wynagrodzeń, nazywany składką na ZUS, jest dziś jednym z powodów wysokiego bezrobocia.

Podatkowe rykowisko
Tymczasem zamiast koniecznej radykalnej zmiany systemu podatkowego - jego uproszczenia i obniżenia stawek - przeprowadza się jedynie kolejne zabiegi kosmetyczne. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że - jak twierdził Roman Rybarski, ekonomista, badacz historii gospodarczej Polski - już u zarania II Rzeczypospolitej zagadnienia podatkowe były par excellence zagadnieniami polityczno-społecznymi. "Po jednej stronie jest często krótkowzroczny egoizm, po drugiej - demagogia skarbowa, sprzeczna z wiekowym doświadczeniem" - pisał Rybarski. Przy okazji wszystkich debat podatkowych politycy zabiegający o podatników wyborców zachowują się niczym jelenie na rykowisku, starając się pokazać łaniom podatnikom, że im "zrobią dobrze". Z góry wiadomo, co zrobią naiwne łanie. Oddadzą się jeleniom, które w kolejnym sezonie godowo-wyborczym znowu będą ryczeć na tej samej polanie.

Amerykańska lekcja
Mimo że sytuacja gospodarcza Ameryki jest znacznie lepsza niż nasza, Amerykanie wysiłek reformy podatkowej już podjęli. Powołana przez Kongres Narodowa Komisja ds. Wzrostu Gospodarczego i Reformy Podatkowej stwierdziła, że jednym z celów, jakie przyświecały jej pracom, było "poinformowanie całego świata, w szczególności nowo powstających demokracji, iż celem polityki podatkowej jest wzrost dochodu, a nie redystrybucja dobrobytu". Te "nowo powstające demokracje" to przecież również Polska, lecz tych słów nikt z polskich polityków, o ile w ogóle się z nimi zapoznali, nie bierze poważnie.
Centrum im. Adama Smitha podjęło się przygotowania pakietu projektów nowych ustaw podatkowych i nadania im charakteru obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Przedstawimy je za rok w kolejnym dniu wolności podatkowej. Niestety, wszystko wskazuje na to, że będziemy go obchodzić dopiero w lipcu. n

robert.gwiazdowski@adam-smith.pl
Okładka tygodnika WPROST: 27/2002
Więcej możesz przeczytać w 27/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0