Nie uwiodłem żadnej kobiety

Nie uwiodłem żadnej kobiety

Dodano:   /  Zmieniono: 
Spotkanie z ADAMEM HANUSZKIEWICZEMM, reżyserem i aktorem

Michał Karpiński: Co dzisiaj oznacza bycie dżentelmenem?
Adam Hanuszkiewicz: To pojęcie miało może sens przed drugą wojną światową. Teraz się zdewaluowało. Moim zdaniem, należy się ubierać czysto i schludnie, zgodnie ze swoim stylem.
Anka: Czy nadal podrywa pan ładne aktorki?
- Całe życie decydowały o tym kobiety i to one mnie uwodziły. Ja w życiu nie uwiodłem żadnej kobiety - słowo honoru! A one w dalszym ciągu mnie uwodzą. Nie rozumiem tego fenomenu.
Bartek: Skąd się bierze przesycenie pana przedstawień erotyką - nawet "Kordian" to niemal pornografia, w której aktorzy przebrani są w stroje z sex-shopu.
- Słyszałem te opinie. Ten, który tak stwierdził, jest głupcem. Tematem "Kordiana" jest romans fizyczny chłopca z kobietą od niego starszą. Ten młody człowiek pakuje się w seks. Wioletta to przecież kurtyzana. Moje przedstawienie jest inscenizacją klasyki. Robię je tak, jak jest napisane, a ci, którzy wypowiadają takie sądy, znają te dzieła tylko ze szkoły i nawet ich nie czytali.
Zantel: Dlaczego nie nakręcił pan żadnego filmu?
- Nakręciłem jeden, krótki, na podstawie opowiadań Stanisława Dygata. Potem zamierzałem kręcić film na podstawie własnego scenariusza - było to w latach 70. Już miałem przystąpić do produkcji, lecz zobaczyłem "Osiem i pół" Felliniego i zrozumiałem, że nie mam szans.
Zuza: Czy ekranizacja kolejnych lektur nie jest dowodem na żenującą słabość polskiego kina?
- Trudno zaprzeczyć. Piękno "Pana Tadeusza" polega przecież na słowie pisanym, obraz nas okłamuje. Poza tym cały ten film pokazywał zafałszowaną rzeczywistość - u Mickiewicza czytaliśmy opisy hulanek i gwałtów, film przedstawia obraz wyidealizowany.
Dor: Którego z młodych aktorów chciałby pan widzieć na scenie Teatru Nowego?
- Myślę, że jest paru takich młodych zdolnych. Tych, których chciałbym widzieć u mnie w teatrze, po prostu biorę. Ostatnio Mateusza Damięckiego, studenta drugiego roku szkoły aktorskiej. To duży talent aktorski i urodzony amant. Dawno nie mieliśmy tak uzdolnionego aktora, a zarazem amanta.
Katrin: Kto był pana największym odkryciem aktorskim?
- Edyta Jungowska.
Granz: Czy wystąpiłby pan w reklamie?
- Za pieniądze, które dostają dziś najwięksi - tak, ale pod warunkiem że byłaby to rzecz naprawdę godna polecenia: rolls-royce czy Johnnie Walker... Natomiast w margarynie - za żadne pieniądze!
Robi: Jak pan ocenia polskich krytyków?
- Większość toleruję, a niektórym jestem wdzięczny. Kreatywni krytycy, którzy mogą powiedzieć o moich sztukach coś, czego sam nie zauważyłem, są potrzebni. Niestety, w Polsce krytykę rozumie się głównie jako krytykowanie, jako paszkwil na człowieka, który robi sztukę. Znamienne jest to, że u nas mówi się często "Nie można panu odmówić talentu". A co to znaczy? Że dopóki można, to się odmawia.
Zen: Czy czuje się pan spełniony zawodowo i prywatnie?
- Tak.
Zen: Kiedyś Jan Nowicki stwierdził: "Tylko głupiec jest zadowolony ze swego życia". Co pan na to?
- Niezadowoleni są ci, którym się wydaje, że na bardzo wiele zasłużyli, a nie mają tego, co im się "należy". To jest głupie.
Bozena: Jaka jest pańska recepta na długowieczność?
- Brak recepty. No, może jedna: lubić ludzi i swój zawód. Myślę, że daje mi to szansę bycia szczęśliwym, podobnie jak praca z młodymi. Branie od nich młodej energii i dawanie im swojej - starej, co nie znaczy słabej.
Więcej możesz przeczytać w 28/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0