Paryż Zdrój

Paryż Zdrój

Dodano:   /  Zmieniono: 
Władze Paryża postanowiły uczynić wszystko, by lud dowiedział się, jak czuje się człowiek, gdy leży pod palmą
W ostatnich dniach zarysowała się wyraźna różnica zdań między miastem Grande-Motte nad Morzem Śródziemnym a miastem Paryż nad rzeką Sekwaną. Mer Grande-Motte wydał zarządzenie, zgodnie z którym policja może wymierzyć mandat w wysokości 40 euro każdemu, kto pojawi się w mieście z gołym torsem albo w stroju kąpielowym. Zwalczanie upału redukowaniem ubioru i przychodzenie do sklepów lub restauracji prosto z plaży urażało podobno uczucia estetyczne części lokalnych handlowców i mer uległ ich naciskowi, bo to przecież oni głosują, kiedy się wybiera mera, a nie turyści. Kupcy narzekali nie tylko na przygnębiające niekiedy efekty wizualne, ale także na zbyt intensywną woń olejków do opalania lub, co gorsza, potu.
O ile mer Grande-Motte chce wyprowadzić plażę z miasta i narzucić radykalne rozgraniczenie tych obszarów, o tyle mer Paryża ogłosił właśnie coś zupełnie przeciwnego: chce wprowadzić plażę do miasta, najgłębiej jak to jest możliwe. Władze miejskie zapowiedziały wysypanie piasku na trzykilometrowym odcinku nabrzeży Sekwany w okolicach Luwru i katedry Notre-Dame, by w okresie od 21 lipca do 18 sierpnia tego roku przekształcić ten rejon w tropikalne plaże. Oprócz dwóch piaszczystych mają powstać także dwie plaże trawiaste. Zostaną tam postawione 22 przebieralnie, leżaki, 150 parasoli plażowych, a nawet 80 palm. Planuje się także utworzenie czterech tarasów kawiarnianych i wpuszczenie sprzedawców lodów. Plażowiczów będzie się przy tym zachęcać, by zapuszczali się w głąb miasta, a szczególnie, by dotarli do miejsca wyjątkowo prestiżowego z punktu widzenia jego władz: przed ratusz. Tam bowiem również zostanie wysypany piasek, a na nim zainstaluje się boiska do siatkówki i innych sportów plażowych. Każdy, kto znudzi się leżeniem plackiem nad Sekwaną, będzie się więc mógł zwlec z leżaka i przydreptać pod ratusz, by się rozruszać, oczywiście w kąpielówkach.
Amatorom plażowania w Paryżu nie zabraknie zatem niczego. Ogromnym nakładem sił i środków zapewni im się namiastki absolutnie wszystkiego, co składa się na świat egzotycznych wakacji, oprócz tego, co jest zwykle ukoronowaniem i największą atrakcją pobytu na plażach - mianowicie kąpieli. Kąpiel w Sekwanie pozostaje bowiem, rzecz jasna, zabroniona. Mer przestrzegł, że osoby, które nie wytrzymają i poważą się złamać zakaz, nie tylko zapłacą mandat, ale wyjdą z rzeki obsypane brzydkimi pryszczami. Mimo nadludzkiej dobrej woli władz miejskich nie da się pomylić Paryża z Tahiti.
Przyciągniętych sekwańską egzotyką turystów stawia się zatem w sytuacji gości, których zaprasza się na wytworne przyjęcie, zapewniając im nawet darmowe wypożyczenie smokingów i opłacenie przejazdu, po czym rozdaje im się talerze i kieliszki, lecz okazuje się, że nie ma ani jedzenia, ani szampana. To typowy pomysł formacji zwanej we Francji lewicą kawiorową. Uczynimy wszystko, żeby ludowi zrobić jak najlepiej; żeby lud czuł się tak jak my, ludzie obyci, eleganccy i bywali w świecie; żeby lud zaspokoił swoje najżywotniejsze potrzeby dowiedzenia się, jak czuje się człowiek, gdy leży na leżaku pod palmą - i żeby nie musiał na to wydawać ani grosza. My za to nie będziemy się wahać przed wydaniem na to mnóstwa pieniędzy podatników, bo wiadomo, że podatki płaci tylko połowa Francuzów, która zarabia za dużo, by objęły ją liczne ulgi i zwolnienia - a to przecież nie jest lud. Przy okazywaniu tak wielkiej troskliwości o dobro ludu mogą się oczywiście zdarzyć drobne niedopatrzenia w przygotowaniu całego przedsięwzięcia. Trzeba zrozumieć, że czasami - kiedy jest to przedsięwzięcie na naprawdę wielką skalę - organizatorzy nie zawsze mają czas, by postawić sobie pytanie o jego sens.
Dlatego umówmy się, że kąpiel każdy sobie weźmie u siebie w wannie, starając się nadać wodzie możliwie turkusową barwę i wrzucając do środka kilka kolorowych kamyczków doskonale udających rafy koralowe. Osoby obdarzone największą wyobraźnią powinny uważać, żeby sobie na nich nie rozpruć rufy. Rodzina winna zaś przy wyjściu z łazienki skrupulatnie sprawdzać, czy taki turysta nie wynosi kawałka rafy, bo, jak wiadomo, przepisy celne krajów egzotycznych zabraniają tego z całą surowością. Jeśli się naprawdę chce, to proszę mi wierzyć, że nawet w bardzo dużym mieście można spędzić superwakacje.

Więcej możesz przeczytać w 29/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0