Kabaret sierpniowy

Kabaret sierpniowy

Dodano: 
Protestujący robotnicy płacą za ograniczanie wolnego rynku
 

Ta sama świetlica w szczecińskiej stoczni, ci sami Marian Jurczyk i Andrzej Gwiazda. Podobne okoliczności zawiązywania międzyzakładowego porozumienia, podobna atmosfera i postulaty. I znajomo brzmiąca nazwa: Ogólnopolski Komitet Protestacyjny. Reszta jednak ma się już do wydarzeń sprzed dwudziestu dwóch lat jak pięść do nosa. Jeśli nowy OKP może się wydawać powtórką Sierpnia i "Solidarności", to tylko jako potwierdzenie zasady, że każde wielkie historyczne wydarzenie powtarza się potem jako farsa.

Nieufni i rozżaleni
Ruch "Solidarności" zasługiwał na swoją nazwę: był nieoczekiwanym i nieprzewidzianym wybuchem wzajemnego zaufania różnych grup społecznych, przez wiele dziesięcioleci świadomie antagonizowanych przez totalitarną władzę. Zjednoczył "fizycznych" i inteligentów przeciwko jasno określonemu wrogowi - partyjnej nomenklaturze. Żywił się przekonaniem, że wspólnie wybrani przedstawiciele mogą reprezentować interesy całego narodu i każdej pracowniczej grupy z osobna.
Dziś delegaci bankrutujących zakładów zjechali się do stoczni, ponieważ nie wierzą już nikomu. Ani władzy, ani opozycji, ani związkom zawodowym. Nie wierząc im, nie potrafią jednak wyrwać się z kręgu wciąż tych samych sloganów, które obecną władzę uczyniły władzą i które powtarzają politycy opozycji oraz związkowcy. Czują się oszukani, ale nie rozumieją mechanizmu oszustwa. Chcą rozpaczliwie coś zrobić, ale sami nie wiedzą co. W efekcie chcą powrotu PRL, w której czuli się znacznie mniej bezradni i zagubieni niż w rzeczywistości wolnego rynku.
"Solidarność" była erupcją tłumionej przez lata aktywności. Znaleźli w niej swoje miejsce ludzie, którzy nie mieścili się w wyznaczonych przez ustrój ramkach, którym nie pozwalano zrobić karier, uniemożliwiano spożytkowanie talentów. Przez ostatnich kilkanaście lat kolejne zmiany tych ludzi wchodziły do polityki, biznesu, obejmowały stanowiska państwowe i samorządowe. Dziś w państwowych firmach pozostali ci, którzy nie potrafili skorzystać z żadnej z dawanych przez nowy ustrój możliwości poprawy swego losu. Pozostali więc najbierniejsi. Skąd mają się wśród nich wziąć rzutcy liderzy, zdolni sformułować pozytywny program i poprowadzić do jego realizacji?
W sierpniu 1980 r. problemem było zmuszenie władzy do negocjacji, a zwłaszcza do uznania za reprezentanta społeczeństwa powstałej poza jej wiedzą organizacji. Doktryna nie pozostawiała wątpliwości, że jedynym reprezentantem robotników jest partia i jej przybudówki, a komuniści zdawali sobie sprawę, że jeśli od tego odstąpią, ustrój spruje się nitka po nitce jak stara szmata - co też się stało. Dzisiaj władze starają się na wyścigi dogadzać każdemu protestującemu, nie dbając, ile to kosztuje podatników. Władza nie rozpędza manifestacji, nawet jeśli demolują miasto i publiczne gmachy, nie obraża się za najbardziej nawet chamskie obelgi na transparentach. Premier wita w nowo powstałym komitecie "partnera społecznego" i zapowiada, że będzie z nim negocjował. Tylko co tu można wynegocjować?

Wołanie w skansenie
Państwowe zakłady pracy były w PRL podstawą społecznej organizacji. Ustrój, zwany realnym socjalizmem, wyznaczył fabryce rolę feudalnego lenna, które z jednej strony dawało potęgę wasalowi pierwszego sekretarza, nomenklaturowemu dyrektorowi, z drugiej - przywiązywało tysiące pańszczyźnianych poddanych do zakładowej stołówki, wczasów, mieszkania i kasy zapomogowej. Bunt w stoczni lub kopalni uderzał w samo serce tego systemu.
Dziś posocjalistyczne molochy stanowią skansen i kulę u nogi gospodarki narodowej. Nie budowano ich na potrzeby Polski, ale po to, by zbroiły Układ Warszawski do planowanej agresji na Europę Zachodnią. Gdyby władze III RP kierowały się rachunkiem ekonomicznym, powinny były zdecydowaną większość z nich zamknąć na drugi dzień po odzyskaniu niepodległości. Szkoda, że się na to nie odważono - ich majątek i nieruchomości dawno już posłużyłyby stworzeniu nowych miejsc pracy i normalnych przedsiębiorstw. Próby konsolidowania, restrukturyzowania czy sterowanej prywatyzacji, w której w zamian za utrzymanie zatrudnienia oferowano zagranicznym inwestorom specjalne ulgi i ochronę przed konkurencją, przyniosły bowiem więcej szkody niż pożytku. Zmarnowano pieniądze podatników, przez wiele lat zmuszano Polaków, by kupowali towar gorszy i droższy, ale krajowy, a problemy i tak pozostały.
Coś jednak osiągnięto: sytuacja posocjalistycznych zakładów uległa zróżnicowaniu. Jedne zostały sprywatyzowane, inne "skomercjalizowane", niektóre są nadal przedsiębiorstwami państwowymi. Wspólny mianownik "firmy zagrożonej", jaki zastosowano, zapraszając delegacje załóg na założycielskie spotkanie OKP, jest fałszywy. Szczecińska stocznia nie jedzie na jednym wózku z fabryką kabli w Ożarowie, a ta ostatnia z żadną z kopalń czy z pielęgniarkami. Nie ma jednej recepty na wydobycie ich z kłopotów. Po długich deliberacjach zebrani zdołali wyartykułować tylko postulat wstrzymania prywatyzacji ("kryminogennej", jak ją określili - zapewne dlatego, że brzmi to mądrzej niż wykrzykiwany na wiecach przymiotnik "złodziejska"). Ten postulat akurat został przez rząd Leszka Millera spełniony, zanim go zgłoszono - prywatyzacja od miesięcy stoi w martwym punkcie. I co, stoczniowcom od tego lepiej? Czy zebrani w Szczecinie naprawdę wierzą, że jeśli spółki skarbu państwa pozostaną na wieki wieków latyfundiami polityków, uchroni to przed bezrobociem kogokolwiek poza znajomymi ministrów i przewodniczących?

Stary nowy program
"Komitet dopiero powstał, cierpliwości" - odpowiada na pytanie o konkrety Janusz Gajek, koordynator OKP. A po co czekać? Przecież to, jakie będą owoce intelektualnego trudu komitetu, można bez pudła przewidzieć już teraz. Na pewno zażąda on "zaprzestania niszczenia narodowej gospodarki i wyprzedaży polskiej ziemi oraz fabryk". Poczesne miejsce zajmie w programie postulat oddłużenia zadłużonych, zatrudnienia bezrobotnych i podniesienia pensji tym, którzy pracę mają. Rząd zostanie wezwany, by chronił narodowy przemysł, wprowadzając wysokie cła i preferencyjne kredyty. A na okrasę program opatrzony zostanie nieśmiertelnym "Balcerowicz musi odejść!".
Próba powtórki z rewolucji byłaby farsą bardzo śmieszną, gdyby nie to, że - jak każda farsa - ma w sobie ziarno dramatu. Za tym wszystkim stoi przecież autentyczne nieszczęście ludzi zepchniętych na margines życia i niezdolnych pojąć, że to cena, jaką im właśnie przychodzi płacić za lata wspierania przez kolejne rządy państwowych firm, hojnego rozdawania dotacji, ugłaskiwania związkowych aparatczyków i ograniczania wszelkimi sposobami wolnego rynku.




Postulaty Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego
  • 1 Domagamy się natychmiastowej zmiany polityki gospodarczej, która doprowadziła Polskę do obecnego stanu, i realizowania takiej polityki, która będzie nastawiona na ochronę i rozwój krajowej gospodarki i tym samym ograniczenie rosnącego bezrobocia.
  • 2 Obowiązkiem państwa jest wspieranie rozwoju polskiego kapitału oraz jego upowszechnienie poprzez uwłaszczenie obywateli na gruntach i nieruchomościach oraz poprzez promowanie akcjonariatu obywatelskiego, pracowniczego i spółdzielczości.
  • 3 Polityka gospodarcza państwa powinna zmierzać do odbudowy polskiego systemu finansowego (głównie banków i funduszy emerytalnych) i do podporządkowania go potrzebom polskiego przemysłu, rolnictwa, handlu, drobnej wytwórczości i usług.
  • 4 Banki działające na terytorium Polski powinny brać udział w rozwijaniu polskiej gospodarki, a nie kierować się zasadą doraźnej maksymalizacji zysków.
  • 5 Państwo powinno pomóc w odbudowaniu i rozwoju polskiej myśli naukowej i technicznej oraz polskich technologii, w tym przeznaczonych na potrzeby obronności.
  • 6 Żądamy zrównania pod względem prawa i obciążeń finansowych wszystkich podmiotów działających w polskiej gospodarce.
  • 7 Żądamy radykalnego zmniejszenia - za pomocą narzędzi finansowych i polityki handlowej - nadmiernego importu zboża, mięsa, przetworów nabiałowych, tytoniu, węgla itp., a więc tych towarów, których z nadmiarem produkujemy w Polsce, a także podjęcia zdecydowanych działań powstrzymujących kryzys polskiego rolnictwa.
  • 8 Żądamy wspierania polskiego handlu, w tym drobnego, który daje zatrudnienie wielu tysiącom osób.
  • 9 Żądamy niedopuszczenia do eksmisji z mieszkań, a zarazem udzielenia wszystkim bezrobotnym zasiłku wystarczającego na utrzymanie i komorne.
  • 10 Żądamy podjęcia przez rząd RP zmiany polityki zdrowotnej, zaprzestania prywatyzacji placówek zdrowia, zapewnienia polskiemu społeczeństwu bezpieczeństwa zdrowotnego.
  • 11 Domagamy się stworzenia odpowiednich warunków zapobiegających upadkowi polskiej kultury.
  • 12 Domagamy się zaprzestania redukcji polskiej armii i zapewnienia możliwości jej głębokiej i rzeczywistej modernizacji z wykorzystaniem potencjału polskiego przemysłu zbrojeniowego oraz wstrzymania likwidacji garnizonów, niezbędnych dla zapewnienia bezpieczeństwa Polski.
  • 13 Apelujemy do środowisk inżynieryjnych i technicznych, aby wspierały środowiska robotnicze w ich zmaganiach o utrzymanie swoich miejsc pracy i uratowanie polskich przedsiębiorstw.
  • 14 Żądamy ujawnienia polskiemu społeczeństwu prawdziwego stanu negocjacji Polski z Unią Europejską.

Domagamy się od mediów publicznych, aby wzorem państw skandynawskich w audycjach dotyczących Unii Europejskiej przestrzegały zasad równości stron, a więc równego dostępu do nich dla zwolenników i przeciwników przystąpienia Polski do UE.
Okładka tygodnika WPROST: 30/2002
Więcej możesz przeczytać w 30/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0