O źródłach optymizmu

O źródłach optymizmu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Poziom życia w naszym kraju jest trzy razy wyższy niż w Rosji

Podczas niedawnej dyskusji Towarzystwa Ekonomistów Polskich jeden z dyskutantów poprosił panelistów, by - dla odmiany - powiedzieli coś optymistycznego. W odpowiedzi nie usłyszał wiele, bo istotnie o polityce gospodarczej nie da się wiele optymistycznego powiedzieć. Wydaje mi się jednak, że istnieje jeden ważny sposób patrzenia na polską gospodarkę, który daje podstawy do optymizmu. Nie daje go patrzenie wstecz (na dynamizm polskiej gospodarki w latach 1990-1996), nie daje go też patrzenie na Zachód. Natomiast zdecydowanie dodaje optymizmu patrzenie na Wschód.

Podróż do przeszłości
Uczestniczyłem ostatnio w konferencji w Sankt Petersburgu i swoim zwyczajem pochodziłem po sklepach, porównywałem ceny towarów (płace znałem z rocznika statystycznego), ich jakość i możliwości wyboru. Popatrzyłem na budownictwo, stopień zaniedbania budynków, czystość. Przyjrzałem się sprawności organizatorów konferencji. Sprawdziłem, jak działa na przykład poczta. Wreszcie, porównałem te spostrzeżenia z tymi, jakie poczyniłem podczas mojej poprzedniej wizyty w tym mieście. I muszę powiedzieć, że przy wszystkich naszych problemach, absurdalnych wyobrażeniach znacznych odłamów społeczeństwa na temat niedostatku opiekuńczości państwa, przy analfabetyzmie ekonomicznym ogromnej większości naszego parlamentu, nasze problemy są problemami innej cywilizacji.

Czym chata bogata, tym straszy
W latach tzw. breżniewowskiego zastoju (dziś wspominanego z sentymentem przez sklerotycznych staruszków, podobnie jak okres gierkowski u nas) oceniałem poziom życia w Polsce na 30-40 proc. wyższy niż w Sowietach. Oczywiście, nie wykazywały tego oficjalne statystyki PKB. Rosjanie po prostu "konsumowali" zbyt dużo czołgów i rakiet balistycznych... Dzisiaj natomiast oceniam polski poziom życia jako mniej więcej trzy razy wyższy. Przy tych samych cenach żywności, liczonych w dolarach, nasze płace są cztery, pięć razy wyższe. Tak samo na ogół jest z odzieżą, obuwiem czy artykułami turystycznymi. Jakość bywa tam często niższa, wybór z reguły mniejszy. Usługi komunalne są wprawdzie tańsze w Rosji, ale ich jakość jest taka, jak była za "przodującego" ustroju (a może i niższa, bo dekapitalizacja majątku komunalnego postępowała od paru dziesięcioleci).
"Przodujący ustrój" wyziera tam prawie z każdego kąta. W hotelach trzeba oddawać paszporty, na które dostaje się jak dawniej jakieś kwitki do pokazywania w razie potrzeby milicjonierowi, kwitki zaś zabiera etażna (pokojówka na piętrze), która wydaje gościom klucze. Ceny pokoi, jak zauważyłem, są dwoiste (jak za niewymiennej waluty) - wyższe dla cudzoziemców, niższe dla miejscowych. Rosja jest więc gospodarką rynkową, ale nie do końca. Złogi sowietyzmu widać na każdym kroku i jeśli ktoś spytałby mnie, skąd wzięło się tak dramatyczne zwiększenie dystansu cywilizacyjnego między Polską a Rosją, wskazałbym przede wszystkim na dziedzictwo przeszłości.

Czekając na cara
Wspomniane dziedzictwo przeszłości, także przedsowieckiej, jest raczej nie przezwyciężone niż nie do przezwyciężenia. Przezwyciężać będzie się je jednak długo, chyba nawet bardzo długo. Mój dziadek, inżynier chemik, który w czasie I wojny światowej, a potem rewolucji, budował cukrownie na Ukrainie, został kiedyś poproszony przez delegację robotników o wyjaśnienie pewnych wydarzeń. Było to właśnie po pierwszej ofensywie bolszewików z północy i zajęciu terytorium, na którym kierował on budową. Otóż robotnicy zapytali o rzecz następującą: "Przyszli ci bolszewicy i powiedzieli, że teraz tutaj będzie władza rad. Powstaną rady delegatów i te rady będą rządzić. I to jest dobrze i po bożemu" - powiedzieli. Tylko zapomnieli im powiedzieć jednego i o to właśnie przyszli zapytać dziadka, a mianowicie, kto teraz będzie batiuszką carem...
To głębokie przekonanie, że rady (czy demokracja) sobie, rynek sobie, ale wszystko, co ważne, musi przychodzić z góry, ma w Rosji tysiącletnią (nie tylko sowiecką!) historię. I po dziś dzień jest ważnym źródłem społecznego immobilizmu. Przykładów nie trzeba daleko szukać.

Jak prezydent przemysł rozwijał
Jadąc na wspomnianą na wstępie konferencję, rozmawialiśmy we trójkę o transformacji w Rosji i w innych krajach. Pracująca już od dość dawna w mojej frankfurckiej uczelni Rosjanka powiedziała w pewnym momencie, że właśnie prezydent Putin ostatnio położył nacisk na rozwój przemysłu lekkiego, no i przemysł ten wyraźnie wzmocnił swoją pozycję. Dosłownie!
Nie idzie mi o to, że stwierdzenie było merytorycznie nonsensowne, bo większa konkurencyjność rosyjskich produktów wobec zagranicznych wzięła się z krachu 1998 r. i dewaluacji rubla o 80 proc. Za taką barierą łatwiej konkurować (przez czas jakiś). Chodzi tu o sposób myślenia. Nie wyobrażam sobie, by w Polsce po upadku komunizmu ktoś stwierdził z całą powagą, że rozwój takiej czy innej dziedziny gospodarki jest następstwem "szczególnego nacisku" położonego przez prezydenta czy premiera (wyjątkiem może byłby wicepremier Kołodko...). Pomijam fakt, że na ogół zainteresowanie polityków zwykle powoduje perturbacje, a nie uzdrowienie gospodarki. Wiemy to z własnego, polskiego doświadczenia. Po prostu rozumienie prawidłowości rozwojowych - przy wszystkich nonsensach, jakie słyszymy codziennie w wypowiedziach na tematy gospodarki - jest jednak u nas bliższe świata realnego. To, co mówiła młoda i jakoś tam wykształcona przecież Rosjanka, stanowiło prostą kontynuację myślenia ukraińskich mużyków, którzy konsultowali mego dziadka prawie sto lat temu...
Rosja i inne niż kraje bałtyckie państwa postsowieckie zostały daleko bardziej w tyle za Polską i innymi liderami transformacji nie tylko dlatego, że mniej konsekwentnie wprowadzały program zmian ustrojowych, ale przede wszystkim dlatego, że w warunkach nie przezwyciężonych historycznych barier cywilizacyjnych takie programy natrafiały na przeszkody mentalnościowe trudne do przezwyciężenia.
Więcej możesz przeczytać w 32/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0