Magia medycyny

Magia medycyny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Padają kolejne mity o "cudownych terapiach"
Dopiero po dziesięcioleciach ordynowania pacjentom opium ("leku na wszelkie dolegliwości"), po latach zalecania hormonalnej terapii zastępczej ("żeby zachować młodość"), zachwalania makaronów i obrzydzania mięs ("żeby mieć serce jak dzwon") autorytety medyczne i eksperci naukowi zmienili zdanie na temat przydatności tych kuracji. Coraz częściej zaczynają wręcz ostrzegać przed ich szkodliwym działaniem. Za hurraoptymizm i zwykłą hochsztaplerkę lekarzy nieraz już w dziejach medycyny przyszło płacić chorym ogromną cenę.

Opium dla niemowląt
Zygmunt Freud, ojciec psychoanalizy, promował, jako wszechstronny lek, kokainę. Przepisywał ją swoim pacjentom, namawiał do jej zażywania kolegów i przyjaciół. "Mam nadzieję, że kokaina znajdzie swoje miejsce w medycynie. Sam ją stosuję z nadzwyczajnym skutkiem" - pisał. Wierzył, że to "magiczny środek na większość cierpień duszy i ciała", który zapewni mu w dodatku karierę i bogactwo.
Pokolenia lekarzy przed nim i po nim z nie mniejszym zapałem polecały morfinę, by leczyć uzależnienie od opium, a heroinę jako środek dla tych, którzy chcą zerwać z morfiną. Od starożytności aż do połowy XX wieku za radą lekarzy opium w najróżniejszych postaciach zażywano najzupełniej legalnie w celu poprawy samopoczucia. Wzmianki o tym narkotyku jako leku na wszystkie dolegliwości zawierają gliniane tabliczki Asyryjczyków. Homer sławił opium w "Odysei". W Europie było powszechnie dostępne od XVI stulecia. Przez wieki znajdował się on w wolnej sprzedaży w sklepach chemicznych nawet w półfuntowych opakowaniach. Również mieszanki pokarmowe dla niemowląt, takie jak Dalbys Carminative Mixture czy Godfreys Childrens Cordial, zawierały opium. Kobietom zalecano je na bóle menstruacyjne. W rezultacie w XIX wieku kobiet uzależnionych od opium było trzykrotnie więcej niż mężczyzn.

Stop dla hormonów
Kilkanaście dni temu 16 tys. kobiet w Stanach Zjednoczonych otrzymało listy z zaleceniem, by przerwały hormonalną terapię zastępczą (HTZ). Tymczasem przez lata przedstawiano ją jako doskonały sposób na zapobieganie wielu dolegliwościom w okresie przekwitania: uderzeniom gorąca, chorobom serca, udarom mózgu, rzeszotowieniu kości, starzeniu skóry, zmarszczkom i niewygodom w uprawianiu seksu. Około 40 lat temu ginekolog Robert Wilson napisał w swoim bestsellerze "Feminine forever", że kobiece hormony płciowe (estrogen, a potem również progestagen) mogą się stać wszechstronnym środkiem odmładzającym dla kobiet w średnim wieku. Jak się ostatnio okazało, jego publikacje i wykłady finansowane były przez jedną z firm farmaceutycznych. Ta sama firma sprzedała w ubiegłym roku leki hormonalne dla kobiet za 2 mld USD. Już dwa lata temu stwierdzono jednak, że estrogen i podawane łącznie z nim progestageny zwiększają ryzyko zachorowania na raka piersi. Rok temu do tych niepokojących wiadomości doszła inna: HTZ nie chroni serca. Przeciwnie, kobiety po menopauzie przez dłuższy czas zażywające hormony mają większą skłonność do ataków serca i udarów mózgu. W lipcu Narodowe Instytuty Zdrowia w USA wydały werdykt: HTZ bardziej szkodzi, niż pomaga. Znowu okazało się, że natury tak łatwo nie da się oszukać.

"Tłusty zabójca"
Wydaje się również, że wkrótce skończy się światowa moda na dietę niskotłuszczową. Harwardzka Szkoła Zdrowia Publicznego zakończyła największe badania skutków różnych diet. Wzięło w nich udział 300 tys. osób. Z badań wynika, że to właśnie podkreślanie złego wpływu tłuszczu na zdrowie doprowadziło do epidemii otyłości. - W badaniach klinicznych i w praktyce dowiedliśmy ponurych błędów, jakie cechują tę dietę. Epidemia otyłości nie wynika wcale z naszej słabej woli i pobłażania dla rozkoszy podniebienia - przeciwnie, jest rezultatem ulegania medycznym ekspertom. Ci zaś od ćwierć wieku obrzydzają nam mięso i tłuszcze, namawiając na węglowodany, które nas czynią głodnymi i ciężkimi - stwierdził szef wydziału żywienia harwardzkiej uczelni, Walter Willer.
Gdyby amerykańskim specjalistom od zdrowego żywienia mógł się przyśnić wspólny koszmarny sen, byłoby to coś w rodzaju zmory, z jaką właśnie mają do czynienia. Przez 30 lat wyśmiewali Roberta Atkinsa, autora bestselleru "Dr Atkins Diet Revolution", oskarżając go o szarlatanerię i oszustwo, i oto nagle odkrywają, że to on ma rację. Atkins uważał, że można obniżyć wagę, jedząc befsztyki, jajka i masło, bo to nie one, lecz węglowodany - ryż, bułki i cukier - powodują otyłość i choroby serca. Zalecał homary w maślanym sosie, steki i bekony do woli, natomiast zabraniał jeść ziemniaki, wyroby z mąki i pić słodzone soki. Namawiał na dietę wysokotłuszczową z takim zapałem, że Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne zaczęło ją traktować jako zagrożenie dla zdrowia. "I przegięło w drugą stronę" - pisze korespondent naukowy "New Jork Times" Gary Taubes.

Wadliwa technologia reprodukcji
Dwadzieścia kilka lat temu objawiono światu nową "cudowną" terapię - zapładnianie w probówce. Techniki zapłodnienia poza ustrojem matki zyskały już setki tysięcy zwolenników. Tymczasem coraz głośniej mówi się o jej prawdopodobnych negatywnych skutkach. Niedawno ogłoszono wyniki badań na myszach. Z embrionów zamrożonych w bardzo niskich temperaturach rodziły się myszy o zniekształconych szczękach. Nie można oczywiście założyć, że podobnie będzie w wypadku embrionów ludzkich. Wyniki tych badań są jednak wskazówką, że technika zamrażania embrionów może prowadzić nawet do zmian w kształcie ciała.
Inną metodą stosowaną w tej terapii jest genetyczna diagnostyka przedimplantacyjna. Obecnie stosuje się ją powszechnie u embrionów poczętych in vitro, a pochodzących od par, którym wielokrotnie nie udała się procedura sztucznego zapłodnienia. Aby dokonać takiego testu, od embrionu w jego bardzo wczesnym stadium rozwoju oddziela się pojedynczą komórkę i bada jej DNA. Jeśli w komórce nie stwierdza się szkodliwych mutacji genetycznych, embrion zostaje wszczepiony do macicy matki. Nikt nie wie jednak, czy procedura ta nie uszkadza embrionu.
"Implantuje się tysiące zamrożonych i ponownie odmrożonych embrionów, które w dodatku pozbawiono kilku komórek do badań, a naprawdę wciąż nie znamy skutków takiej procedury dla nie narodzonego dziecka" - ostrzega dr Peter Braude z Womens and Childrens Hospital w Londynie. Oby nie okazała się ona kolejnym szkodliwym mitem medycyny.


Centymetry miarą zdrowia
Obwód pasa może być wskaźnikiem zdrowia - wynika z raportu WHO. Badania prowadzone na grupie kilkunastu tysięcy dorosłych dowodzą, że najzdrowsi są mężczyźni z obwodem pasa poniżej 102 cm i kobiety mające w talii nie więcej niż 88 cm. Wysokie ciśnienie tętnicze, zaburzenia oddychania, wysoki poziom cholesterolu i cukrzyca rzadziej atakują szczupłych niż grubasów. Mężczyźni mający w talii powyżej metra są prawie pięć razy bardziej narażeni na wystąpienie cukrzycy insulinozależnej niż ci, których obwód pasa nie przekracza 94 cm. Podobnie u kobiet mających w talii powyżej 88 cm czterokrotnie wzrasta ryzyko zachorowania na cukrzycę w porównaniu z paniami o obwodzie talii mniejszym niż 80 cm.

Witamina E szkodzi. Zalecana dotychczas jako doskonała terapia przeciw odkładaniu się płytek tłu-szczu w tętnicach, przeciw zawałom serca i udarom mózgu, nie zapobiega tym chorobom - świadczą badania wykonane niezależnie w Kanadzie, Włoszech i w Finlandii na kilkudziesięciu tysiącach osób. Przeciwnie, witamina E zwiększa ryzyko udarów mózgu, beta karoten zaś raka płuc i chorób serca.

Toksyczne protezy piersi wszczepiono tysiącom kobiet. Zawierające olej sojowy implanty o nazwie Triculent produkcji firmy Lipomatrix nie zostały właściwie przetestowane. Wypełniający je olej, rozkładając się, wytwarzał aldehydy, substancje biologicznie czynne o działaniu zapalnym. Władze sanitarne Szwajcarii, Francji, Wielkiej Brytanii, Belgii i kilku innych krajów poleciły kobietom z tymi protezami usunąć je natychmiast przy najmniejszych oznakach stanów zapalnych lub powiększenia się piersi.

Recepta na nieszczęście
"Ryzyko raka u dzieci może zwiększać jedna z terapii bezpłodności" - alarmuje czasopismo medyczne "Human Reproduction". Polega ona na bezpośrednim wstrzykiwaniu niepełnowartościowych plemników bezpłodnych mężczyzn do jaja matki. Komórki tych mężczyzn nie potrafią naprawiać uszkodzeń w DNA, co zwiększa ryzyko pojawienia się u dzieci złośliwych nowotworów. Bezpłodność jest więc sposobem, jaki natura stosuje, by zastopować przekazywanie potomnym uszkodzonych genów.
Więcej możesz przeczytać w 32/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0