Brzemienność w skutki

Brzemienność w skutki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Epidemia wieloraczków to efekt leczenia niepłodności

Jesienią 1997 r. dwudziestodziewięcioletnia Bobbi McCaughey z Des Moines (stan Iowa) urodziła w 31. tygodniu ciąży żywe siedmioraczki - czterech chłopców i trzy dziewczynki. Rok później pochodząca z Nigerii Amerykanka Nkem Chukwu urodziła w Houston ośmioraczki, jednak jedno z dzieci zmarło. W 1993 r. wiele pisano o czterdziestoletniej Dunce, która zaszła w ciążę dziewięcioraczą. Wszystkie te kobiety poddano wcześniej terapii hormonalnej z powodu niepłodności.
Wraz ze wzrostem liczby zabiegów zapłodnienia in vitro na świecie rodzi się więcej wieloraczków. W latach 1971-1995 roczna liczba ciąż wielopłodowych w Stanach Zjednoczonych zwiększyła się czterokrotnie. Podobne zjawisko zaobserwowano też w wielu innych krajach. Szacuje się, że aż połowę bliźniąt, 70 proc. trojaczków i ponad 90 proc. czworaczków i pięcioraczków rodzą kobiety, które były leczone z powodu niepłodności. - Problem stał się na tyle poważny, że naukowcy mówią nawet o epidemii ciąż mnogich - twierdzi prof. Janusz Gadzinowski, kierownik Katedry i Kliniki Neonatologii Akademii Medycznej im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu.

Postęp sprzyja mnogości
Większe prawdopodobieństwo urodzenia wieloraczków występuje u kobiet, które przyjmują leki hormonalne mające spowodować jednoczesne dojrzewanie wielu oocytów (komórek jajowych). Przy naturalnej owulacji uwalniane jest zwykle jedno jajeczko podczas cyklu, natomiast po terapii hormonalnej do zapłodnienia gotowych jest zwykle kilka.
Inną przyczyną rozwinięcia się ciąży mnogiej u kobiet po zabiegu zapłodnienia in vitro jest dość powszechna praktyka wszczepiania do macicy kilku zarodków. Zwiększa to szansę na donoszenie dziecka, ponieważ jest duże prawdopodobieństwo, że któryś z zarodków prawidłowo się zagnieździ i rozwinie. Czasem jednak dochodzi do rozwoju kilku z nich. Tak stało się w wypadku znanej aktorki Jane Seymour, która jako czterdziestoczterolatka w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego urodziła bliźniaki.
Nieobojętna jest też zmiana stylu życia - kobiety, robiąc karierę zawodową, odkładają macierzyństwo na później, a tymczasem im matka starsza, tym większe prawdopodobieństwo urodzenia wieloraczków. Ta przyczyna "odpowiedzialna" jest za jedną trzecią ciąż mnogich w USA.

Ryzyko zwielokrotnione
Im więcej dzieci w jednej ciąży, tym mniejsze mają szanse przeżycia. Układ rozrodczy kobiety przystosowany jest do jednoczesnego rozwoju jednego, dwóch płodów, a w skrajnych wypadkach trojaczków. Ciąża wieloracza zwykle kończy się przed terminem, ponieważ dzieci nie mieszczą się już w macicy. Może dojść do poronień lub przedwczesnego porodu. Nawet jeśli dzieci urodzą się żywe, zwykle mają niską wagę, często nie w pełni rozwinięte narządy wewnętrzne, co powoduje kolejne zagrożenia. Dlatego czasem po urodzeniu jednego, dwojga dzieci położnicy próbują zahamować akcję porodową, by pozostałe rodzeństwo miało większe szanse na przeżycie.
Siedem lat temu na Dolnym Śląsku urodziły się pięcioraczki. Poród nastąpił w szóstym miesiącu ciąży. Waga żadnego z noworodków nie przekroczyła kilograma. Czwórki z nich nie udało się uratować. W 1997 r. dwudziestoczteroletnia mieszkanka Arabii Saudyjskiej urodziła siedmioraczki - przeżyło jedno dziecko.

Za wcześnie na świat
- Leczenie wcześniaków, zwłaszcza tych z bardzo niską wagą urodzeniową (500-600 gramów), jest bardzo kosztowne. A nawet najlepsze leczenie nie jest w stanie wyeliminować ryzyka nieprawidłowego rozwoju dziecka - mówi prof. Janusz Gadzinowski. Wcześniaki często nie mają jeszcze rozwiniętych prawidłowo wszystkich narządów, słabo działa u nich system termoregulacji, nie mają odruchu ssania, są wyjątkowo podatne na infekcje, grozi im też retinopatia (schorzenie siatkówki powodujące ślepotę).
Wcześniaki zwykle wymagają wysokospecjalistycznej opieki, często wiele tygodni spędzają w inkubatorach podłączone do urządzeń podtrzymujących życie.
- Zjawisko ciąż mnogich jest niekorzystne i powinno zostać w miarę możliwości ograniczone - uważa prof. Gadzinowski. Rozwiązaniem mogłyby być regulacje prawne - na przykład zakazujące iniekcji więcej niż jednego zarodka do macicy oraz ograniczające grono uprawnionych do przepisywania leków hormonalnych w leczeniu bezpłodności wyłącznie do endokrynologów ginekologicznych.

Więcej możesz przeczytać w 32/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0