Krakowska opoka

Krakowska opoka

Zgodnie ze swą liryczną naturą, uważam Błonia za galicyjskie Pola Elizejskie
Skończyła się nowa seria ważnych wydarzeń historycznych w naszej ojczyźnie. Oczywiście, nie mam na myśli rozpaczliwego kołatania do niebios ministra Kołodki w celu ich ubłagania, by skłoniły grzesznych Polaków do oddania skradzionej państwu forsy (siódme, nie kradnij).
Tak więc nie ministra Kołodkę mam na myśli, ale wizytę papieską. Ograniczona do Krakowa i Wadowic spowodowała większe niż zazwyczaj skupienie się wiernych na Błoniach krakowskich. Błonia wsławił niegdyś swymi polemikami Kisiel, walcząc z radcami o zużytkowanie w jakiś inny sposób trawiastej przestrzeni w centrum miasta. Uważał istnienie Błoni za straszne marnotrawstwo zieleni, która mogłaby tam wyrosnąć, tworząc piękny park.
Radcowie, podradcowie, sekretarze i postępowa inteligencja miasta Krakowa byli jednak niewzruszeni. Porośnięte trawą, pozbawione drzew i zarośli Błonia były przestrzenią w gruncie rzeczy jałową w sensie i kulturalnym, i rekreacyjnym. O klęsce Stefana, tak jak to w Krakowie najczęściej bywa, zadecydowały argumenty historyczne. Wołano: "Wszak to z Błoni i Oleandrów 4 sierpnia 1914 r. wymaszerowały walczyć o Polskę Legiony Piłsudskiego!". Na Błoniach odbywały się ponadto tysiące pojedynków zarówno na pięści, jak i szable, gdy po zmroku panowały tam egipskie ciemności. Odbyła się tam również słynna defilada prezentująca Marszałkowi siedzącemu na jego ulubionej Kasztance ówczesną potęgę oręża polskiego. "Siła koni tam było" - opowiadał mi kiedyś starszy krakowianin. Krakowianin ów określał siłę bojową wojska liczbą koni: owsianych, parowych, folwarcznych i pańskich. Fiakry nie wchodziły w rachubę.
W Krakowie mieszkam od 1958 r., więc - prawdę mówiąc - nie znam starych Błoni. Na dawnych widokówkach wyglądają tak samo jak teraz. Zielona równina z perspektywicznym widokiem na cudowne romańsko-gotyckie gniazdo wież i dachów: kościoła Mariackiego, kościoła Dominikanów, Collegium Maius, a z drugiej strony Lasku Wolskiego i kopca Kościuszki.
To, co do tej pory napisałem, jest tylko interludium do przeżywanych w tym roku papieskich wydarzeń na krakowskich Błoniach. Nowa era ich historii zaczęła się 10 czerwca 1979 r. w czasie odprawianej tam po raz pierwszy przez Jana Pawła II mszy świętej. Następne pielgrzymkowe nabożeństwa odprawione były w tym samym miejscu. Lud zawsze wypełniał Błonia od brzegu do brzegu. Na miejscu za każdym razem od nowa konstruowanego ołtarza położono olbrzymi granitowy głaz z Tatr. Symbol granitowego dzieła natury jest oczywisty. Granit jest opoką, fundamentem polskiego życia. Tak więc Błonia krakowskie w końcu zaanektowała historia, a nie niedzielni spacerowicze. W przekonaniu wielu ludzi można je dziś porównać do pól bitewnych Grunwaldu czy Legnicy.
Ja, zgodnie ze swą liryczną naturą, uważam Błonia za galicyjskie Pola Elizejskie. Ponieważ wielu moich znajomych jest już "po drugiej stronie", chodzę na spacery tak, jakbym chciał się tam z nimi znów przechadzać, albo siadam pod granitowym głazem i snuję wspomnienia o wszystkim, co tu się wydarzyło w czasie mojego życia. Zdumiało mnie ostatnio, że krowy, które pasły się na Błoniach za czasów Kisiela, pasą się tam nadal.
Okładka tygodnika WPROST: 33/2002
Więcej możesz przeczytać w 33/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0