Woda na młyn zielonych

Woda na młyn zielonych

Wielkie powodzie w Europie zdarzały się cyklicznie także przed rewolucją przemysłową

Walczcie z żywiołem ze wszystkich sił, ale nie dajcie się omamić obłąkańczym apokaliptycznym wizjom obrońców ziemi spod znaku Greenpeace" - przestrzegał Europejczyków Joseph Jaspers, amerykański klimatolog. Mówił to wkrótce po tym, jak z brzegów wystąpiły jednocześnie największe rzeki Europy Środkowej, Dunaj, Łaba i Wełtawa, a lwią część regionu zalała największa od ponad wieku fala powodzi. Przyniosła śmierć prawie pięćdziesięciu osobom i spowodowała szkody, których naprawienie będzie kosztować miliardy dolarów - przede wszystkim w Czechach, południowych Niemczech i Austrii, ale też w Słowacji i na Węgrzech. Nie był to jednak kataklizm na skalę biblijną. Bicie na alarm niektórych ekologów, że wkrótce z powodu zmian klimatycznych czekają nas jeszcze większe katastrofy, nie ma uzasadnienia.
"Widzimy groźne zmiany klimatu i jesteśmy przekonani, że wina leży po naszej stronie" - mówił podczas konferencji w Szanghaju Robert Watson, przewodniczący Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu (IPCC). "Euroapokalipsa z pewnością ma związek z globalnym ociepleniem klimatu" - powtórzył w ostatnich dniach Gallus Cadonau, szef Swiss Greina Foundation, szwajcarskiej organizacji zielonych. Nawołuje on inne kraje do nałożenia karnych ceł na USA, by zmusić je do współpracy w ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych, które mają być główną przyczyną anomalii pogodowych. Tymczasem Brytyjskie Biuro Meteorologiczne stwierdza, że nie można wiązać globalnego ocieplenia z naturalnymi katastrofami, choć zmiany klimatyczne spowodowane działaniami człowieka mogą zwiększać prawdopodobieństwo wystąpienia susz bądź powodzi.
- Mówienie, że obecne powodzie to rezultat efektu cieplarnianego, są tylko spekulacjami. Tak naprawdę dopiero za 200 lat będzie można jednoznacznie ocenić, jaki był powód powodzi i czy na pojawienie się tych zjawisk wpłynęły zmiany zachodzące w przyrodzie - mówi Marianna Sasin, kierownik Centralnego Biura Prognoz Hydrologicznych.
Wielkie powodzie w Europie Środkowej zdarzały się cyklicznie nie tylko w ostatnim stuleciu, ale i przed rewolucją przemysłową, a więc zanim pojawił się strach przed gwałtownym ocieplaniem klimatu. W 1813 r. doszło w dorzeczu Odry do wylewu wód porównywalnego z powodzią z 1997 r. Woda pochłonęła wówczas prawie 300 ofiar - niemal dwa razy więcej niż półtora wieku później. Można zatem wyciągnąć wniosek, że rozwój cywilizacji nie tylko nie zwiększył zagrożenia powodziami, ale wręcz je ograniczył, przyczyniając się do zmniejszenia liczby ofiar. A przecież i liczba mieszkańców, i gęstość zaludnienia znacznie się zwiększyły!

Potop dla budżetów
- Najpierw próbowałem zabezpieczyć teren przed domem. Moja żona kąpała się w tym czasie. Nagle woda zaczęła tak szybko wzbierać, że zdążyłem tylko wpaść do domu i chwycić torbę z dokumentami. Za chwilę z hukiem runął taras, boczna ściana, a potem woda wypłukała wszystko ze środka... - mówi "Wprost" Dietmar Büttner, mieszkaniec niemieckiego Kiepsdorfu. W Pradze z nurtów Wełtawy służby ratownicze wyłowiły mężczyznę ubranego tylko w piżamę, który wyszedł na wpół senny przed dom i nie zauważył rwącej rzeki tuż pod progiem. Nurt porwał go natychmiast.
Dramatycznych scen nie brakowało we wszystkich krajach regionu. Rzęsiste opady, które objęły obszar południowych Niemiec, Austrii i Czech, szybko spowodowały gwałtowny przybór wody w Wełtawie, Łabie, Dunaju i wielu mniejszych rzekach, przekształcając się w wielką falę, która zmiatała wszystko, co stanęło na jej drodze. Po kolei pod wodą znalazły się niemieckie miasta Pasawa, Drezno, Miśnia, Chemnitz, austriackie Linz i Ibs, czeskie Budziejowice, Prachatice i Praga.
Straty w trzech najbardziej dotkniętych katastrofą krajach wstępnie ocenia się na 7 mld dolarów. Usuwanie skutków katastrofy potrwa wiele lat. W sytuacji, gdy Europa przeżywa gospodarczą stagnację, oznacza to dodatkowe problemy. Kanclerz Gerhard Schröder ogłosił, że powódź w części kraju jest ogólnonarodową katastrofą i zapowiedział znaczącą pomoc z budżetu. Z zapewnieniem o udzieleniu pomocy poszkodowanym krajom pospieszył Romano Prodi, przewodniczący Komisji Europejskiej.

Próba wody
Skutecznością działania zaimponowały władze czeskie. W Pradze, gdzie w chwili nadejścia fali powodziowej trwał właśnie szczyt sezonu turystycznego, nie doszło do wybuchu paniki. Ewakuację przeprowadzono sprawnie, a Stanislav Gross, minister spraw wewnętrznych, zapowiedział twardo, że ratownicy nie będą ryzykować życia, by pomóc osobom odmawiającym poddania się ewakuacji.
Władze czeskie usprawniły koordynację działań służb ratunkowych i poprawiły system informacyjny. Dzięki temu straty są zbliżone do tych z 1997 r., mimo że tegoroczna powódź jest większa. Woda w Czechach opada i wiadomo już, że nie ucierpią najcenniejsze zabytki Pragi. Starówkę uratowała stalowa ściana przeciwpowodziowa, zainstalowana dwa lata temu. Gdyby stosowano tradycyjne metody walki z żywiołem, Wełtawa wdarłaby się do centrum. Pod wodą znalazła się natomiast Kampa. Tam także władze chciały zainstalować stalowe zabezpieczenia, ale nie zgodził się na to konserwator zabytków. Powódź prawdopodobnie naruszyła fundamenty wielu budynków.
Austriacka prasa, w tym dziennik "Die Presse", oskarża rząd o opieszałość w prowadzeniu akcji ratunkowej. Partia socjaldemokratyczna domaga się zarzucenia pomysłu zakupu samolotów Eurofighter i przekazania przeznaczonych na ten cel pieniędzy ofiarom powodzi. Nie dojdzie też chyba do zapowiadanej reformy podatkowej. W Czechach słychać pytanie, czy rząd poradzi sobie z trudem finansowej pomocy dla poszkodowanych? Lubos Palaty, korespondent dziennika "Hospodarske Noviny", mówi jednak, że "w Czechach dominuje atmosfera zwycięstwa, gdyż udało się pokonać żywioł".

Wypłynąć na fali głosów
W Niemczech nieco kuriozalnie wyglądało prześciganie się w trosce o powodzian dwóch rywali do fotela kanclerskiego. Powódź przypadła akurat na szczyt kampanii wyborczej. Kanclerz Gerhard Schröder i lider opozycji Edmund Stoiber dobrze pamiętają, że walka z powodzią w 1962 r. okazała się ważnym szczeblem w karierze Helmuta Schmidta, wówczas ministra spraw wewnętrznych Hamburga, później kanclerza. Premier Bawarii Stoiber przerwał urlop i zamiast zażywać kąpieli w Morzu Północnym, pływał łodzią ulicami Pasawy. Schröder od początku powodzi był świadkiem walki służb ratowniczych z falą zalewającą Drezno i Grimmę. Ubrany w zieloną panterkę i kalosze wzywał do społecznego wysiłku w walce z żywiołem. Obiecał pakiet ustaw zapewniających powodzianom pomoc o wartości ponad 400 mln euro.
Obecny kataklizm może - paradoksalnie - stać się ostatnią deską ratunku dla Zielonych, których szanse na utrzymanie koalicji z SPD spadły niemal do zera. Ochrona środowiska - temat do tej pory marginalny w kampanii - znalazł się w centrum zainteresowania. Szef partii Joschka Fischer zapewnia, że to jego ugrupowanie jest "gwarantem nowej polityki przeciwpowodziowej". Wszystko to dzieje się tuż przed konferencją klimatyczną ONZ w Johannesburgu, na której ekolodzy zamierzają zaatakować wielkie koncerny i wspierające je rządy.

Robienie wody z mózgu
Ziemia wystawia nam rachunek za to, że nadmiernie eksploatujemy zasoby naturalne - twierdzą ekolodzy. Według nich, powodzie w Europie będą się powtarzać. - Dzisiejsze ekstrema pogodowe narastają i mają związek ze zmianą klimatu - mówi Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju. - Według raportu WorldWatch Institute, światowe straty wynikające z anomaliów pogodowych wzrosły w minionej dekadzie dziewięciokrotnie, do ponad 100 mld dolarów w roku 2000 - dodaje.
Zdjęcia zalanej Pragi, zatopionego Salzburga czy Drezna to nowe argumenty ekologów w "wojnie o klimat". Argumentów przybywa: dwustu naukowców badających na zlecenie ONZ brązową chmurę nad Azją ogłosiło, że powstała ona ze spalin, pyłów przemysłowych i dymu z wypalanych lasów. Uczeni uważają, że wielka chmura zagraża też Europie - wystarczy tydzień, by nad nami zawisła. Z azjatycką chmurą i zeszłotygodniowymi powodziami w kieszeni ekolodzy jadą do Johannesburga na pierwszą bitwę - będą walczyć z wytwórcami ropy i węgla. Tyle że ich przeciwnicy są dużo lepiej uzbrojeni, mają pieniądze i wpływy. Dysponują też trudnymi do podważenia kontrargumentami naukowców. "Dziś, kiedy stan środowiska wyraźnie się poprawia, grupy zielonych dysponujące setkami milionów dolarów rocznie wciąż stosują taktykę handlowania strachem, aby zachować dotacje" - nie zmienia zdania prof. Bjřrn Lomborg, autor książki "Sceptyczny ekolog". Również 17 tys. uczonych, sygnatariuszy tzw. petycji oregońskiej, podkreśla, że "nie ma dowodów na to, iż dwutlenek węgla, metan i inne gazy uwalniane do atmosfery w wyniku działań ludzkich mogą spowodować jakąkolwiek katastrofę".


Prognoza dla Europy

Docent Barbara Krawczyk z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN w Warszawie
Powodzie w Polsce i innych krajach Europy są cechą naszego klimatu - umiarkowanego, ale charakteryzującego się dużą dynamiką. Wielkie powodzie zdarzają się raz na 100 lat, mniejsze - częściej. W ostatnich dekadach jest ich nieco więcej. Być może dlatego, że człowiek wyrządził wiele zła, zabudowując tereny zalewowe rzek.
Ostatnie opady mają charakter incydentalny. Są wynikiem pewnego zbiegu okoliczności. Lato w Europie jest ciepłe. Wody Atlantyku nagrzały się nieco bardziej niż zwykle. Niże napływające z południowego zachodu nad Europę zawierają więcej wilgoci. Napotykając barierę Karpat, powietrze z tych układów atmosferycznych wznosi się i ochładza, para wodna skrapla się, co powoduje wzmożone opady. Średnia temperatura lipca w Polsce - 21,3°C - była o kilka stopni wyższa niż w latach ubiegłych, ale mieści się w normie przyjętej dla klimatu umiarkowanego. W roku 1922 w okolicach Opola zanotowano 40°C. Dopóki ta granica nie zostanie przekroczona, nie ma powodu do alarmu.

Zdenek Venera, dyrektor wydziału geologii w czeskim Ministerstwie Ochrony Środowiska
Powódź to naturalne zjawisko, które zdarza się co jakiś czas. W XX wieku powodzi było mało, najwięcej w latach dziewięćdziesiątych. Zdecydowanie więcej katastrof mieliśmy w wieku XIX. Można spekulować, na ile te wystąpienia wód to efekt zmian klimatu wywołanych działalnością człowieka. Faktem jest, że klimat zmienia się od początku świata, jest to proces trwały i nieodwracalny.

Megafale
  • 1931. W Chinach wystąpiła z brzegów rzeka Huang-ho. Zginęło 3,7 mln osób.
  • 1932. Kolejna powódź w dorzeczu Huang-ho. Śmierć poniosło ponad pół miliona osób.
  • 1942. W Indiach wylały Ganges i Brahmaputra. Zginęły 42 tys. ludzi.
  • 1953. W wyniku sztormu na Morzu Północnym pod wodą znalazło się 1600 km2 powierzchni Belgii i Holandii. Zginęło około 1800 osób.
  • 1966. Podczas burzy w północnych Włoszech gwałtownie przybierające rzeki zabiły 144 osoby.
  • 1970. Ogromna powódź w Bangladeszu, co najmniej 300 tys. osób zginęło.
  • 1974. W Australii w ciągu 17 godzin na metr kwadratowy spadło 48 cm deszczu. Zginęło około 200 osób.
  • 1998. W Meksyku wylało Rio Grande, powodując śmierć 18 tys. osób.
  • 2000. W powodzi w Hat Yai, największym mieście w południowej Tajlandii, zginęło 50 osób.
  • 2001. W Algierii w wyniku sztormów i długotrwałych ulew śmierć poniosło 1200 osób.


Rok 1997
Na początku lipca w Czechach po gwałtownych opadach wystąpiły rzeki. Powódź objęła 33 powiaty i spowodowała śmierć 49 osób. Fala powodziowa szybko przeniosła się do Polski, zalewając ponad 2,5 tys. miejscowości, niszcząc 480 mostów i 1370 km dróg. Zginęło 55 osób. Równocześnie wylały rzeki w Niemczech, gdzie ewakuowano ponad 10 tys. ludzi, i w Rumunii (12 ofiar śmiertelnych). W południowej Hiszpanii w wyniku gwałtownych burz i powodzi śmierć poniosło15 osób.
Okładka tygodnika WPROST: 34/2002
Więcej możesz przeczytać w 34/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0