Targowiska przestępczości

Targowiska przestępczości

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Na 30 miliardów złotych rocznie szacuje się nielegalny handel na polskich bazarach

Płyta DVD z najnowszym hitem kinowym za 25-30 zł zamiast za 100 zł? Zegarek Omega za 120 zł zamiast 1400 zł? Krawat Pierrea Cardina za 10 zł zamiast 500 zł? Koszula Cottonfield za 50 zł zamiast 200 zł? Butelka whisky za 20 zł zamiast 100 zł? To wszystko można kupić na polskich bazarach i targowiskach. Reporterzy "Wprost" przez kilka dni udawali handlarzy na bazarach w różnych częściach Polski - w porozumieniu z prawnikami i oficerami Centralnego Biura Śledczego. Bez trudu, przy pierwszej próbie, kupiliśmy od hurtowników podrabiane tekstylia i buty najbardziej popularnych marek oraz pirackie płyty CD i DVD i filmy na kasetach wideo (wszystko najnowsze hity). Bez trudu znaleźliśmy też chętnych na nie. Nikt nam w tym nie przeszkodził, mimo że kilkakrotnie przechodzili obok nas funkcjonariusze straży miejskiej. Nikt nie chciał nawet opłaty za handlowanie. Obok nas sprzedawano alkohol i papierosy z przemytu, kradzione radia samochodowe oraz sprzęt RTV, umawiano się na sprzedaż narkotyków.
Na oczach policji, straży miejskiej i służb wynajętych przez samorządy (a czasem wręcz pod ich osłoną) funkcjonuje w Polsce prawie 7,5 tys. stałych i sezonowych bazarów i targowisk, na których handluje się przemyconymi, kradzionymi bądź podrabianymi towarami. Handluje się też narkotykami, bronią, kradzionymi samochodami oraz stręczy do nierządu. Wpływy ze sprzedaży trefnych produktów przekraczają 30 mld zł rocznie (wedle szacunków policji i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową), czyli więcej niż wynosi roczny budżet na edukację. Gdyby towary sprzedawane na targowiskach były opodatkowane, do budżetu trafiałoby dodatkowo 4-5 mld zł rocznie.

Paserstwo pospolite
De facto tysiące ludzi handlujących na targowiskach oraz właściciele tych targowisk trudnią się paserstwem, co w Polsce jest przestępstwem (grozi za nie kara do pięciu lat więzienia, gdy sprawca jest świadom przestępstwa - art. 291 kk, i do trzech lat, gdy chodzi o paserstwo nieumyślne - art. 292 kk). W efekcie targowiska i bazary stały się największymi hurtowniami i sklepami detalicznymi oferującymi przemycone, kradzione bądź podrobione towary. Na targowiskach sprzedawana jest co trzecia butelka nabywanego w Polsce alkoholu, co trzecia paczka papierosów, co druga para dżinsów, co trzecie buty sportowe, co drugie opakowanie wody toaletowej. Sprzedawana jest tam niemal połowa wszystkich towarów powszechnego użytku, tyle że nie zapłacono za nie ani cła, ani podatku VAT, ani akcyzy. Towar na targowiska i bazary dostarczają największe polskie i międzynarodowe gangi, legalnie działający importerzy, którzy "dorabiają" sobie przemytem, firmy-krzaki oraz tzw. mrówki.
Bazary i targowiska działają też w krajach zachodniej Europy, lecz nielegalne towary stanowią tam zdecydowaną mniejszość. - Wedle naszych szacunków, na bazarze na Waterloo Plein w Holandii produkty z przemytu, kradzione i podrabiane stanowią nie więcej niż 
10 proc. - mówi "Wprost" Nick Berbee z amsterdamskiej policji. W Polsce trefne towary to prawie 90 proc. artykułów sprzedawanych na bazarach. Nie chodzi o to, by targowiska likwidować, ale nie mogą to być miejsca wyjęte spod prawa.

Jak reporterzy "Wprost" wcielili się w handlarzy
Handlowanie zaczęliśmy na jednym z największych polskich bazarów, w Tuszynie koło Łodzi. Byliśmy tam o piątej rano, gdy przed targowisko podjeżdżają samochody dostawcze wyładowane towarem pochodzącym z małych, nielegalnych fabryczek, których wokół Łodzi działa prawie pięćset. - Interesują nas tylko podróbki markowych rzeczy - mówiliśmy otwarcie dostawcom. - Mamy produkty różnych firm, ale bez metek. Te możecie też dostać i samemu doszyć do ubrań - słyszeliśmy najczęściej. Towary bez znanych znaków towarowych sprzedają się najlepiej, bo w wypadku kontroli producentowi nie sposób udowodnić podrabiania znanych marek. Bez trudu znaleźliśmy też jednak artykuły z metkami, na przykład polarowe kurtki z napisem "Timberland", damskie swetry "Gap". Na niektórych metkach były napisy "made in USA", a także ceny podane w dolarach (sweter był wart - w przeliczeniu - 700 zł, choć sprzedawca wycenił go tylko na 25 zł). Kupiliśmy też T-shirty z metkami "Levis" oraz damskie koszulki z metkami "Esprit".
Większość towarów udało nam się sprzedać w dwie godziny. Resztę próbowaliśmy zbyć na miejskim targowisku w Łodzi (zwanym Górniakiem) na placu Niepodległości. Tu już nie było tak łatwo, bo bazar kontrolują lokalne gangi. Szybko "namierzyli" nas barczyści mężczyźni, oficjalnie handlujący złotem. - Won stąd, i to szybko! - postraszyli nas. Nie oponowaliśmy. Potwierdziło się to, co zaobserwowaliśmy też na innych targowiskach - rządzące nimi gangi są bezwzględne i osoby nie płacące haraczu nie mają tam czego szukać. - Na każdym bazarze przestępcy ściągają haracze. W grę wchodzą olbrzymie pieniądze, bo sama mafia ormiańska na Stadionie Dziesięciolecia zbiera tygodniowo 200 tys. zł - mówi oficer łódzkiego oddziału Centralnego Biura Śledczego, który dyskretnie osłaniał nas na Górniaku.
- Nawet jeśli wiemy o płaconych haraczach, a handlarze nie złożą zawiadomienia, to i tak nic nie możemy zrobić - tłumaczy Grażyna Biskupska, naczelnik wydziału ds. terroru kryminalnego Komendy Stołecznej Policji. - Większość pokrzywdzonych z czasem przekonuje się, że nie ma innego wyjścia i przychodzi do nas - dodaje. - Gdy kontrolujemy bazary, wysłuchujemy najgorszych obelg - zarówno od sprzedających, jak i od kupujących, którzy zarzucają nam, że zabieramy pracę biednym ludziom - opowiada podinspektor Jacek Tobiasz z komisariatu na warszawskiej Woli, gdzie działa największy po Stadionie Dziesięciolecia stołeczny bazar - stadion Olimpii.
Gangsterzy brutalnie walczą o kontrolę nad bazarami, bo to stałe i pewne źródło dochodów. Niedawne zabójstwa w Warszawie, między innymi zastrzelenie w sierpniu Tomasza S., pseudonim Komandos, oraz majowa egzekucja w Centrum Handlowym Klif, gdzie zginęło dwóch bandytów, a trzeci został ciężko ranny, policja wiąże właśnie z walką o wpływy na największych bazarach. Chodzi nie tylko o haracze, ale też o rynek zbytu dla kradzionych towarów.

Gra pozorów
Na większości bazarów, które odwiedziliśmy, nie zauważyliśmy, żeby ktokolwiek ścigał piratów czy przemytników. W Małopolsce, gdzie znajduje się kilkadziesiąt bazarów - w tym tak duże jak odwiedzane przez nas krakowskie Rybitwy i Tomex - policja przez sześć miesięcy tego roku wszczęła zaledwie jedenaście spraw przeciwko handlarzom wyrobami pirackimi, jedną sprawę o przywłaszczenie znaku towarowego, trzy - o przestępstwa akcyzowe i dziesięć - przeciwko handlarzom alkoholem z przemytu. Większość tych spraw kończy się umorzeniem lub niewielkimi grzywnami, rzadko zaś wyrokami w zawieszeniu (za nieumyślne paserstwo). Jesienią ubiegłego roku Związek Producentów Audio-Video powiadomił stołeczną prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez handlujących pirackimi płytami na Stadionie Dziesięciolecia. Jako dowód dostarczono zdjęcia. Po kilku miesiącach śledztwa prokuratura umorzyła je, bo policja nie potrafiła odnaleźć sfotografowanych handlarzy. Polskie Stowarzyszenie Wytwórców Produktów Markowych Pro Marka chce przede wszystkim edukować klientów bazarów. - Podrobione towary nie dość, że psują opinię producentom, to jeszcze narażają klientów na straty finansowe, a w wypadku żywności czy kosmetyków mogą być groźne dla zdrowia, a nawet życia - przestrzega Aleksander Krzyżowski, sekretarz generalny stowarzyszenia.
Kiedy w odpowiedzi na apele zachodnich koncernów policja zaczęła intensywniej ścigać producentów podróbek, znaleźli oni na to sposób. Niewielkie zakłady odzieżowe, działające głównie w okolicach Zgierza, Pabianic, Rzgowa, Sieradza, Łodzi i Kalisza, w których produkowano podróbki, zaczęły sprzedawać towary pod własną marką. Ich wyroby można kupić na firmowych stoiskach na bazarach w Tuszynie i Rzgowie. Tam zaopatrują się hurtownicy handlujący w Warszawie i wschodniej Polsce. Załadowane tymi produktami ciężarówki i busy zatrzymują się pod Warszawą, a tam działają małe szwalnie, w których do przywiezionych spod Łodzi towarów doszywa się metki znanych producentów.

Leczenie przyczynowe kontra objawowe
Andrzej Bajorek, doradca Wiesława Ciesielskiego, wiceministra finansów, uważa, że główne uderzenie policji skarbowej powinno być skierowane nie przeciwko targowiskom, lecz organizatorom dystrybucji i kontrabandy oraz producentom podrabianych wyrobów. - Chcemy uderzać w grube ryby, a nie płotki. Chcemy walczyć z mafią gospodarczą, która okrada państwo na grube miliony. To jednak musi być skoordynowane działanie różnych służb - mówi Bajorek. Na razie to skoordynowane działanie polega na wysłaniu inspektorów w eskorcie policji - żeby nie zostali pobici.
Za ogromny przemyt towarów sprzedawanych potem na bazarach w największym stopniu odpowiedzialne jest samo państwo. Wszędzie na świecie przemyt rośnie wtedy, gdy wzrasta cło, a przede wszystkim akcyza. Fiskus łudzi się, że podnosząc cła i akcyzę, zapewnia budżetowi większe wpływy. Jest wręcz przeciwnie. Po roku 1970 w Kanadzie przez ponad dwadzieścia lat rosło cło i akcyza na papierosy. W tym czasie eksport papierosów z tego kraju wzrósł 36-krotnie, lecz kanadyjskich wyrobów tytoniowych nie można było kupić w sąsiednich Stanach Zjednoczonych, dokąd miały trafiać. Zostawały w Kanadzie, gdzie sprzedawano je po niższych cenach.
- Podwyżki akcyzy na alkohol i papierosy wcale nie przynoszą budżetowi większych dochodów - mówi dr Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. - Wpływają natomiast na rozwój zjawisk patologicznych. Po pierwsze - zniechęcają do zakupów w Polsce, po drugie - rośnie w ten sposób przemyt, a tym samym nielegalny handel. Widać to na każdym przejściu granicznym, na każdym bazarze - dodaje Wyżnikiewicz. Ściganie bazarowych handlarzy, a nawet dystrybutorów jest jedynie półśrodkiem. Przemyt i handel nielegalnymi towarami można ograniczyć, przede wszystkim likwidując przyczyny, a nie objawy, czyli zmieniając system podatkowy. Łamanie prawa wielu ludziom nie będzie się wtedy po prostu opłacało.


Państwo Stadion
Jarmark Europa na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie - największe europejskie targowisko - działa od początku lat 90. Na powierzchni 32 hektarów znajduje się około czterech tysięcy stoisk (każdego dnia przybywa tu 20 tys. klientów). Bazar podzielony jest na sektory, w których handlują sprzedawcy jednej narodowości, głównie Polacy, Ukraińcy, Wietnamczycy, Białorusini, Rosjanie, Ormianie, Kazachowie, Bułgarzy, Turcy, Azerowie. Teren zajmowany przez Stadion Dziesięciolecia należy do skarbu państwa, jego zarządcą jest Centralny Ośrodek Sportu. Ośrodek ten wydzierżawił go firmie Damis. To właśnie ona zorganizowała na Stadionie Dziesięciolecia Jarmark Europa. Handel trwa tam niemal całą dobę, a kupić można wszystko - od odzieży, butów, mebli, artykułów spożywczych przez sprzęt AGD, RTV, wyroby fonograficzne, programy komputerowe po papierosy, alkohol, narkotyki i broń.
Więcej możesz przeczytać w 36/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1
  • tygrys157   IP
    Więcej na temat niby Bułgarów dowiecie sie na stronie :www.bulgar.ubf.pl
    Patrzcie FAQ.To nie są Bułgarzy-rodowici wyglądają tak jak my i wiara taka sama tyle że w obrządku prawosławnym. To Turcy których tam 2 miliony.Zostali po wojnie-bogatsi wyjechali tzn Teodor Ziwkow ich wykopał a to co zostało to ich dawali do sprzątania ulic za to co zrobili w Bułgarii wcześniej.Mają paszporty Bułgarskie ale uważają się za Turków,takiej mowy używaja w domach.Znają po kilka języków choć nie umieją najczęściej pisać,znam ich od 10 lat bo w Radomiu jest ich jak mrówek.Bez zasad ,moralności-liczy się dla nich kasa i tą umieją z determinacją zarabiać.Choć wierzą w islam to mówią że Bóg jest jeden,kłamią jak świnie w każdej sytuacji,część z nich jak im bida zajrzy do ty... puszczają swoje żony na trasy.Szkoda gadać,trzebaby ich wygnać do Turcji.Tak jak Niemcy zdobywają Europę bez karabinów a biedni ludzie którzy ich dobrze nie znaja i dali się im okłamać i zmylić poklaskują im a nie które upośledzone polskie kobiety robią sobie z nimi dzieci a później siedzą i płaczą bo nie wzięły pod uwagę tego że przepaść kulturowa jest tak wielka (jeśli to co oni mają to kultura),że wpółżycie z takim domowym terrorystą jest nie możliwe.Dodam że w 99% zależy im na pozwoleniach i na mieszkaniu,po to im polki.Są zagrożeniem dla polskich zasad i kultury.Jedyne co prawdziwe to to że łączą się w 10-20 osobowe grupy i kupują towar taniej niż nadęci Polacy,albo wykupują od zbankrutowanych którym w Polsce się nie udało.Firmy mają ale nie płacą składek a polskie urzędy mogą imm skoczyć tak samo jak kontrol która może to samo bo nie wymagają dowodów opłat.Hehehe.Są pomysłowi.i jeszcze jedno:w Polsce jest bieda (Radom-największe bezrobocie w kraju-32%)a Oni dają towar tej naszej biedocie do której sam należę.Ale po tym jak poznałem ich świńską kulturę i nawyki wolę iść do ciucholandu.Pozdrawiam.