Druga droga

Druga droga

W Turkmenistanie rząd czyta wiersze, obywatele są na wakacjach, a pieniądze spadają z nieba

Wszyscy wiemy, ile trudów, wysiłków, a nawet dramatów kosztują transformacje ustrojowe po wydostaniu się z przyjacielskiego uścisku Związku Radzieckiego. Są jednak kraje, którym to idzie jak po maśle. Sprawiają wrażenie, jakby na ich terenie problemy gospodarcze, polityczne i społeczne rozwiązywały się same dzięki specyficznemu mikroklimatowi. W takim kraju rząd nie musi się zajmować tak nużącymi kwestiami, jak poziom zatrudnienia, rozmach inwestycji, wahania inflacji, zasady działania wielopartyjnego systemu politycznego czy choćby poczucie bezpieczeństwa obywateli. Rząd czyta wiersze, obywatele przebywają na wakacjach, a pieniądze leniwie spływają z nieba, starając się trafić prosto do kieszeni mieszkańców, by nie narażać ich na zbędne straty energii przy zbieraniu banknotów z ziemi.
Budującym przykładem takiego szczęśliwego państwa jest Turkmenistan. Na jednym z niedawnych posiedzeń tamtejsza Rada Ministrów zapoznała się z książką "Niechaj mój rodzinny lud cieszy się pomyślnością", zawierającą owoce twórczości poetyckiej Saparmurada Nijazowa, prezydenta i zarazem premiera, z różnych okresów jego życia. Następnie tom rozdano dwóm tysiącom członków najwyższego organu władzy Turkmenistanu, Rady Ludowej, której przewodniczącym jest na wszelki wypadek również Nijazow. Wspomniana książka jest pierwszym zbiorem wierszy prezydenta. Musiała jednak zrobić na członkach rady spore wrażenie, gdyż wystąpili oni z propozycją nadania autorowi tytułu Największego Pisarza Turkmenistanu. Saparmurad Nijazow nie przyjął go jednak, podobnie jak Orderu Złotego Wieku któregokolwiek z trzech istniejących stopni. Trzeba przyznać, że jego sympatycy zrobili już dla niego dużo, uchwalając między innymi ustawę konstytucyjną przyznającą mu prawo do pełnienia urzędu bez żadnych ograniczeń czasowych. W tej sytuacji wyróżnienia literackie i ordery nieco tracą na znaczeniu i można spokojnie występować z deklaracjami typu: "Kredyt zaufania udzielony mi przez naród uczynił mnie odpowiedzialnym za kierowanie wysiłkami zmierzającymi do osiągnięcia głównego celu - przekształcenia Turkmenistanu w państwo dobrobytu". Nijazow posunął się nawet do wezwania Rady Ludowej, by przestała się zajmować jego osobą i podjęła dyskusję nad "pilnymi problemami" kraju.
Sam dał natychmiast znakomity przykład w tej dziedzinie, sugerując przyznanie ludności dwóch tygodni wolnego w okresie Dnia Flagi Państwowej, przypadającego w lutym. Saparmurad Nijazow nie byłby jednak sobą - czyli byłym I sekretarzem KC Komunistycznej Partii Turkmenistanu (obecnie: Demokratyczna Partia Turkmenistanu) - gdyby nie pamiętał, że mniej pracy nie oznacza mniejszych zarobków. Dlatego poinformował w imieniu rządu o zamiarze podwyższenia w roku 2003 uposażeń i emerytur obywateli. Naukowcy powinni wreszcie zawiesić spory dotyczące tego, gdzie znajdował się raj. Przecież to widać.
Cóż to jednak za przyjemność pisać wiersze oraz rozdawać pieniądze i wakacje, jeśli się nie ma poczucia, że stoi się na czele kraju absolutnie wyjątkowego. W tej sferze wiele może zdziałać symbolika, zwłaszcza narodowa. Prezydent-premier-przewodniczący wystąpił zatem ze śmiałą inicjatywą nadania nowych nazw miesiącom i dniom tygodnia. Niektóre miesiące dostaną nazwy odpowiadające znanym turkmeńskim pisarzom i postaciom historycznym, luty ma czcić swoim mianem turkmeńską flagę, a październik ma się nazywać niepodległość.
Nijazow nie zapomniał wpleść do projektu kilku akcentów osobistych. Kwiecień miałby nosić imię jego matki, a styczeń nazywałby się turkmenbasza, którym to przydomkiem obdarza się obecnie Nijazowa. Oczywiście, Nijazow od razu podkreślił skromnie, że nie chodzi o niego, bo to określenie znaczy "przywódca wszystkich Turkmenów". Przy tworzeniu nowych nazw dni tygodnia prezydent dał upust zdolnościom poetyckim. Na przykład wtorek to teraz młody dzień, środa - sprzyjający dzień, a czwartek - dzień błogosławiony. Optymizm w pigułkach. Tylko piątek z niewiadomych przyczyn pozostanie piątkiem. Ile pieniędzy pochłonie to propagandowe bicie piany - choćby z powodu konieczności zmiany datowników we wszelkich postaciach, od stempli po elektroniczne - nieważne. Turkmenistan ma przecież gaz i ropę.
Słychać czasami, że nie ma jednej drogi wychodzenia z komunizmu. Rzeczywiście, jak widać, są co najmniej dwie. W końcu, co nam przeszkadza obchodzić Boże Narodzenie w sprzyjający dzień 25 Kościuszki 2002 r., a Trzech Króli w pomyślny dzień 6 Naczelnika Państwa roku 2003?

Więcej możesz przeczytać w 36/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0