Twardzi negocjatorzy

Twardzi negocjatorzy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Spotkanie z FRANZEM FISCHLEREM, komisarzem Unii Europejskiej ds. rolnictwa
 

Andrzej Kropiwnicki: Czy unia coś zrobi z leżącymi odłogiem gruntami po byłych PGR-ach?
Franz Fischler: To nie jest sprawa unii, tylko polskich rolników. To oni muszą zdecydować, co zrobić z tym gruntem. Ziemia leżąca odłogiem to przecież szansa dla tych, którzy chcieliby potraktować rolnictwo jak dobry interes i kupić duże tereny nadające się pod uprawę.
Sach: Słyszał pan o receptach Andrzeja Leppera na uzdrowienie polskiego rolnictwa?
- Mam wątpliwości, czy jego pomysły rzeczywiście mogą rozwiązać problemy rolnictwa w Polsce. Przecież jeśli wasz kraj, jak tego chce Lepper, nie przystąpi do unii, to problemy związane z restrukturyzacją tego sektora gospodarki będą tylko narastać.
Biko: Dlaczego unia chce, żebyśmy unowocześniali rolnictwo, skoro w tym samym czasie w Europie wraca się do żywności organicznej.
- Wielu rolników nie może się utrzymać ze swojej produkcji i musimy im zorganizować miejsca pracy. Nie wszyscy mogą prowadzić gospodarstwa organiczne. Nawet w państwach członkowskich unii liczba takich farm nie przekracza 10 proc. wszystkich gospodarstw. Poza tym tu potrzebne jest specyficzne know-how. Gospodarstwo nie staje się organiczne tylko dlatego, że jest małe lub nie stosuje nawozów sztucznych.
Ciciolina: Nie prościej byłoby zapłacić rolnikom, żeby się przenieśli do miasta?
- To jest najgorszy wariant. Proszę nie zapominać, że gdy rolnicy opuszczą wioski, to one znikną i wyrośnie las. Gdyby przyjechali do miast, trzeba by stworzyć odpowiednią infrastrukturę, nowe miejsca pracy. Koszty podwojenia się liczby mieszkańców Warszawy są wyższe niż fundusze, dzięki którym ci ludzie zdecydują się jednak pozostać na wsi.
sdfds: Unijne środki z dopłat do produkcji mają zostać przerzucone na rozwój obszarów wiejskich i ekologię. Jakim kosztem - eliminując ze wsi rolników?
- Rolnicy nie wyżyją samym powietrzem, nawet bardzo czystym. Utrzymanie status quo byłoby jednak jeszcze gorsze. Nawet jeśli polscy rolnicy w ogóle nie dostaliby dopłat, i tak będą się mieli lepiej, niż gdyby pozostali poza unią. Poza tym to przecież Polska ma określić, co jest dla was priorytetem. W niektórych miejscach będzie to ekologia i agroturystyka, w innych produkcja. Bruksela nie będzie decydować, co jest lepsze dla którego województwa.
Lepper: 25 proc. dopłat w porównaniu z tym, co dostają zachodni rolnicy, oraz napływ wysoko dotowanej żywności z Zachodu zarżną polskie rolnictwo!
- Myli się pan! Gdyby tak było, polscy rolnicy już dawno by zbankrutowali, bo teraz nie mają żądanych dopłat, a żywność do Polski napływa. Z naszych badań wynika, że euro zainwestowane w Polsce przyniesie większe korzyści niż euro wydane w Niemczech. Uważam zatem, że oferta
25 proc. dopłat jest całkiem dobra. Poza tym ta suma będzie przecież rosła, więc nie ma co dramatyzować.
Mike: Czy zdajecie sobie sprawę z kłopotów, w jakie pakujecie się, przyjmując do unii tak dużą grupę niezadowolonych?
- Odsetek rolników w Polsce rzeczywiście jest wysoki. W dodatku te 18 proc. społeczeństwa wytwarza tylko 3 proc. PKB. To za mało, więc wraz z biedą rośnie niezadowolenie. Jestem jednak pewien, że przystąpienie do UE zmniejszy te frustracje.
Kool: Lech Wałęsa twierdzi, że gdyby on był prezydentem, Polska dawno byłaby już w unii.
- Szanuję Lecha Wałęsę, ale on nie jest już prezydentem. Moim zdaniem, wasi negocjatorzy są bardzo twardzi i dobrze bronią polskich interesów. Fakt, że nie jesteście na pierwszym miejscu wśród kandydatów, dowodzi, że bardzo upieracie się przy niektórych kwestiach.
Gorol: Czy Niemcy wykupią polską ziemię po naszym wejściu do unii?
- Od pół godziny rozmawiamy o tym, jak trudno żyje się w Polsce rolnikom. Który Niemiec chciałby się pakować w taki interes?
Więcej możesz przeczytać w 37/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0