Cyberrynsztok

Cyberrynsztok

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gdy biuro prokuratora stanowego Arizony zamknęło firmę CP Direct w Scottsdale, wyszło na jaw, co można znaleźć w mrocznych zakamarkach Internetu
Spółka oferowała w sieci m.in. specyfiki na wydłużenie członka czy powiększenie biustu. Zamówienie o wartości 60 USD złożyło tak wielu klientów - kupujących przede wszystkim "wydłużające" preparaty, zawierające wyciąg z pestek dyni oraz "mięso ostryg" - że na rzecz skarbu państwa skonfiskowano majątek CP Direct wart ponad 30 mln USD, w tym luksusową nieruchomość, liczne mercedesy, rolls-roycey, a nawet lamborghini.
Po upadku dotcomów gospodarka jest pełna pozostałości po firmach, które zapowiadały zrewolucjonizowanie naszej pracy, życia i rozrywki. Oprócz wyjątkowo rentownej internetowej giełdy eBay lub gigantycznego sklepu Amazon. com, walczącego o to, by mieć wreszcie zyski, większość firm działających online zawdzięcza rentowność zaspokajaniu niewyszukanych potrzeb lub wątpliwym praktykom handlowym. Założyciele niektórych kontrowersyjnych witryn twierdzą, że nie mają się czego wstydzić. - Nie ma wątpliwości, że jest popyt na takie materiały, skoro co roku wydaje się na nie miliardy dolarów. Nikomu przecież nie wpychamy tego na siłę - mówi David Marchlak, twórca takich witryn jak Voyeur Dorm, gdzie można podglądać życie grupy młodych kobiet w domu na Florydzie.

Dziki cyberświat
Cyberświat "dziczeje na naszych oczach" - mówi Bruce Sterling, autor powieści science fiction. Jego zdaniem, sieć staje się stertą chłamu, oszukańczych ofert, pornografii i kiepskich reklam. Nie każdy jednak, kto wywiesi szyld w ciemnym zaułku podziemnego cyberświata, może liczyć na krociowe zyski. Zdaniem Louisa Bajjaliego, właściciela kilku witryn publikujących materiały pornograficzne, w takiej działalności sukcesy odnoszą przedsiębiorcy, którzy mają pewne cechy wspólne z typowymi ludźmi biznesu. Pojawiają się na scenie dostatecznie wcześnie, by upowszechnić nazwę firmy, ciężko pracują i robią to, na czym się znają.
Nie jest to wprawdzie szlachetne zajęcie, ale witryny publikujące pornografię przynajmniej spełniają dane obietnice. CP Direct natomiast sprzedawało tysią-
com klientów bezwartościowe "oleum" - jak stwierdziła Jeanne Napolitano, prokurator stanowy Arizony, zapowiadając proces cywilny mający zaspokoić roszczenia oszukanych nabywców. - Firma kupowała butelkę za 2,45 USD, a sprzedawała za 59,95 USD. Niezła marża, prawda?
- mówi Lawrence J. Warfield, biegły rewident, który ma sprzedać majątek przedsiębiorstwa i dopilnować podziału pieniędzy między ofiary oszustów. John Hannah, prawnik Michaela Consolego, jednej z najważniejszych postaci w aferze CP Direct, uważa jednak, że konfiskata majątku firmy przez skarb państwa nie oznacza jeszcze końca sprawy. - Mam wszelkie powody, by przypuszczać, że Consoli zaprzeczy temu, iż robił coś niezgodnego z prawem, i wystąpi o zwrot majątku - twierdzi Hannah.

Ciemna strona sieci
CP Direct to jedna z wielu firm, które udowadniały - przynajmniej do czasu, gdy na scenę wkroczyli stróże prawa - że występek popłaca. W listopadzie ubiegłego roku Federalna Komisja Handlu (FTC) oraz nowojorski prokurator stanowy wydali orzeczenie w sprawie wniesionej przeciw Crescent Publishing Group z Nowego Jorku. Firma oraz 64 należące do niej spółki pobierały od tysięcy klientów aż 90 USD miesięcznie za dostęp do stron WWW z materiałami pornograficznymi, choć wydawało się, że można je ściągać za darmo. W wyniku ugody Crescent przekazał skarbowi państwa 30 mln USD na pokrycie roszczeń oszukanych klientów.
W sieci nie brakuje przeróżnych piramidek. W sierpniu 2001 r. FTC ukarała grzywną w wysokości 5 mln USD założycieli wirtualnego pasażu handlowego BigSmart. com. Klienci BigSmart. com płacili 110 USD za stronę domową z linkami do innych wirtualnych sklepów. Komisja uznała, że jedynym źródłem przychodów były korzyści odnoszone dzięki zdobywaniu nowych klientów.

Kierkegaard kontra pornografia
- Powody, dla których wiele osób i firm angażuje się w oszukańczą działalność, są proste. Gdyby nie zapewniała ona korzyści, nikt by się do tego nie brał - uważa Eric Wagner, prawnik z działu praktyk marketingowych w FTC. Komisja wypowiedziała wojnę sieciowemu śmietnikowi (spamowi) oraz oszukańczym praktykom i przeszkoliła pracowników z 1700 federalnych, stanowych i lokalnych instytucji stojących na straży prawa, by umieli wykrywać oszustwa online i ścigać przestępców. FTC zgromadziła dotychczas 13 mln e-maili rozsyłanych jako spam i nakazała dziesiątkom "e-stróżów" doprowadzić do likwidacji kolportujących je firm.
W sieci można znaleźć strony, na których uczenie dyskutuje się o Kierkegaardzie lub wpływie Grama Parsonsa na muzykę rockową. Tacy krytycy jak Sterling uważają jednak, że cyfrowe gaje Akademosa są jak kurczące się enklawy między rozrastającymi się slumsami, dzielnicami bezguścia i niebezpiecznymi zaułkami. - Nie jest to tylko problem cyberprzestrzeni, ale cyfrowy obraz choroby zżerającej cały świat - podsumowuje Bruce Sterling.
Odmiennego zdania jest Brewster Kahle, twórca olbrzymiego archiwum internetowego, które nazywa Wayback Machine. Zbiór ten zawiera kilkakrotnie więcej danych niż Biblioteka Kongresu. Kahle uważa, że liczba kontrowersyjnych witryn nie ma znaczenia, jeśli tylko istnieją sprawne wyszukiwarki.
- Interesuje nas przecież to, czy w archiwum internetowym znajdziemy potrzebne nam witryny - przekonuje Kahle.
Niedawno powstał ambitny projekt Gutenberg, realizowany przede wszystkim przez ochotników. Dzięki niemu wprowadzono do internetowych archiwów ponad 400 książek. W Carnegie Mellon University powstaje z kolei archiwum Million Books. Ma to być olbrzymi zbiór nie chronionych już przez prawo autorskie ważnych publikacji z różnych dziedzin wiedzy.
Zróżnicowanie Internetu, polegające na tym, że są w nim zarówno rzeczy wartościowe, jak i kontrowersyjne, a nawet zwykłe śmieci, gwarantuje użytkownikom możliwość znalezienia wszelkich potrzebnych informacji.
- W mieście, w którym dorastałem, niemal wszyscy znali trzy linijki piosenki ze sprośnego sitkomu - mówi Brewster Kahle. - Nie chciałbym, żeby moje dzieci spotkało to samo.


Więcej możesz przeczytać w 37/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0