Hubal znów straszy

Hubal znów straszy

Wojna, ludzie wojny, inżynierowie wojny są stałym elementem naszej masowej wyobraźni
Kocham jesień jako porę roku, ale zawsze, gdy zbliża się 1 września, wraz z pamięcią wybuchu II wojny światowej napadają mnie myśli smutne, eschatologiczne, nieomal apokaliptyczne. Od dziewiątego roku mego życia trwa wojna... tzn. najpierw, do 1945 r., ukazała, jaką otchłanią okrucieństwa i cierpienia być może, a potem nazwano ją dla złagodzenia "zimną". Wojna 1939 r. dotrwała właściwie do początków "jesieni ludów", która nam przyniosła ulgę w 1989 r. Jej echa ucichły, ale przecież zostały u wielu wojenne "nałogi" wspominania własnych i ojczystych przygód wojennych. Bo wojna zawiera w sobie pokusę przygody. A poza tym lubimy oglądać historie wielkich starć XX wieku. Zwłaszcza Amerykanie wciąż od nowa wznawiają produkcję filmów o II wojnie światowej, wzbogaciwszy ją, jeżeli chodzi o widza polskiego, o całą scenerię Pacyfiku i zmagań USA z Japonią. Jednocześnie pojawiło się pojęcie "wojny z terroryzmem". Bohaterem tych nieraz tylko medialnych, zmyślonych wojen i bitew stał się od niedawna amerykański komandos.
Tak więc wojna, ludzie wojny, inżynierowie i konstruktorzy wojny są stałym elementem naszej masowej wyobraźni. Telewizja relacjonująca bieżące konflikty zbrojne coraz bardziej ją wzbogaca. Wojna dziś jest tak wszechobecna w polityce i życiu międzynarodowym, że już nie wiadomo, czy gdy się mówi o regionalnym "zbrojnym konflikcie", to chodzi o część globalnej bitwy czy o lokalne konflikty. Taka jest natura grzesznego świata. Epos helleński to epos wojny, Stary Testament też krwią ocieka. Widocznie tak było i będzie zawsze. Starożytny mędrzec i poeta Lukrecjusz powiada w napomnieniu zatytułowanym "Ucieczka od śmierci": "Trzeba patrzeć na człowieka osaczonego trwogą niebezpieczeństw - wtedy rozpoznać można, kim on jest naprawdę. Dopiero wtedy z głębi serca wydzierają się jego słowa rzeczywiste. Maska opada z twarzy; zostaje tylko to, co jest" (tłumaczenie - Z. Kubiak).
W pierwszym programie TVP 30 sierpnia wyświetlono nagle wieczorem w celach patriotycznych "Hubala", tzw. moczarowski film z epoki walki o władzę w PZPR ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara. W kraju, gdzie zabronione było noszenie lub pokazywanie orzełka z koroną, a historia
II wojny światowej w szkołach i mediach była kompletnie sfałszowana, dopuszczono do nakręcenia filmu z bohaterskimi oficerami "sprzed września". Widz usłyszał nagle niedozwolone w życiu publicznym pieśni patriotyczne, zobaczył, że Wojsko Polskie może być na wigilijnej pasterce w kościele, a wszystko to było manipulacją prowadzącą do obudzenia również antysemityzmu i fałszowania stosunku państwa do Kościoła, który był wtedy wprost odwrotny do tego, co ukazywał "Hubal". Jednorazowo w filmie zezwolono na pobożne zawodzenia, patriotyczną maskaradę mundurów i koni. Spreparowano film, by udawać, że społeczeństwo (w latach produkcji filmu) jest wolne. Ani słowa o uderzeniu we wrześniu 1939 r. Rosjan na Polskę... Tego oto człowiek doczekał się w polskiej telewizji w roku 2002 w rocznicę Września. Właściwie - wstyd.
Krakowski "Dziennik Polski" opublikował zaś w rocznicę Września faksymile swego wydania z 4 września 1939 r. Główny tytuł ukrywa klęskę i prawdę o sytuacji. Za chwilę Niemcy będą na Wawelu. Cała strona informacyjna jest skłamana. Jedna jest jednak tam prawdziwa i wzruszająca wiadomość. Nota "Życie płynie normalnie" zawiadamia krakowian: "Wystawa obrazów Malczewskiego w krak. Pałacu Sztuki stale otwarta... cieszy się wielką frekwencją publiczności. Wszystkie obrazy wiszą na swoich miejscach".
Okładka tygodnika WPROST: 37/2002
Więcej możesz przeczytać w 37/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0